Akustyczny występ Marceliny i Roberta Cichego w toruńskim Klubie Niebo, relacja Łukasza Jaćkiewicza

Już na samym wstępie napiszę, że Marcelina należy do moich ulubionych polskich wokalistek. Poznałem ją dość późno, bo dopiero gdy wydała EP-kę Znikam. Szybko jednak nadrobiłem zaległości i dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że na jej koncert pojechałem przygotowany, znając jej teksty na pamięć.

Koncert rozpoczął się kilka minut po 20:30 w niezwykłym i klimatycznym miejscu jakim jest winiarnio-kawiarnio-klub jazzowy Niebo. Znajduje się on w samym centrum Rynku Staromiejskiego w Toruniu. Idąc do tego miejsca, nie w sposób zapomnieć o pięknych iluminacjach, które zagoszczą już za kilka dni w centrum naszego miasta. Toruńska starówka zamieni się w świetlne laboratorium za sprawą Bella Skyway Festival. Już teraz ponad 20 metrowe konstrukcje wyglądają imponująco, a to co ma nastąpić za kilka dni ma być jedną z największych atrakcji tego typu w ostatnich latach.

Koncert Marceliny odbył się w piątek w ramach Schodów do Nieba, cyklu imprez współorganizowanych przez Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego. We wnętrzach Nieba pomieścić się może zaledwie 50 osób, a sam koncert miał z zamysłu być bardzo kameralny. Wokalistka zanim rozpocznie swoją jesienną trasę koncertową, zdecydowała się na kilka koncertów akustycznych z Robertem Cichym. Cichym jednak tylko z nazwiska, bo jest to muzyk pełną parą, niezwykle utalentowany i szkoda, że trochę niedoceniany. Wokalistka wraz z gitarzystą tworzy duet doskonały. Świetnie brzmią razem, ich głosy łączą się w harmonię, a gitara stanowi znakomite tło dla miłego dla uszu wokalu Marceliny.

Występ podzielony była na dwie części, tradycją bowiem Klubu Niebo jest krótka przerwa w środku koncertu. Składał się on z utworów stworzonych na przestrzeni całej kariery Marceliny. Usłyszeliśmy zatem i kawałki z jej debiutanckiego krążka Marcelina, i z cyfrowej (ale także limitowanej wersji fizycznej) EP-ki Znikam oraz co najważniejsze z najnowszej Wschody Zachody. Jak na kameralny koncert przystało był on raczej minimalistyczny, co trzeba docenić. Stworzył on bardzo piękny klimat, który docenili słuchacze. Setlista, jak sama wokalistka przyznała, bardzo się zmieniała, i to w ciągu samego koncertu kilkukrotnie. Marcelina to osoba bardzo uśmiechnięta, z wielkim poczuciem humoru i zarażającym uśmiechem. Prawie przed każdym utworem raczyła nad krótkimi opowieściami, które sprawiły, że koncert wydawał nam się za krótki i było nam po prostu go mało. Jak sama przyznała, jej teksty są bardzo prywatne i opisują jej przeżycia. Przy piosence Tatku opowiadała nam o swoim zmarłym tacie, dla którego napisała ten utwór. Przy Nie maluję się wspominała swoją ukochaną babcię Stefanię, u której ceni sobie uśmiech. W każdej sytuacji, nawet tej złej, skora jest się dużo uśmiechać i ten uśmiech nie rozstaje się z jej twarzą. Na koncercie usłyszeliśmy także moje dwie ukochane piosenki: bardzo klimatyczną Modlitwę o Pszczoły oraz równie dobrą Łap mnie. Nie zabrakło również utworów z EPki. Zaśpiewała bowiem i Znikam i She Loves Him.

Jak na każdym koncercie, i Marcelina zdecydowała się na punkty zwrotne w występie. Mowa oczywiście o żywszych utworach, do których należą świetne Shake It Mama oraz Me & My Boyfriend. Wokalistka zdecydowała się również dla nas zatańczyć, czym zyskała sobie bardzo w naszych oczach. W trakcie występu, ku mojej uciesze, sama niejednokrotnie grała na gitarze i innych instrumentach, których z nazwy nie znam, a brzmią świetnie w takim klimacie. Usłyszeliśmy także cover piosenki zespołu Coldplay. Marcelina stara się na każdym koncercie wykonać jeden nie swój utwór, i na każdym koncercie ku uciesze fanów, inny. Usłyszeć mogliśmy również utwór Roberta Cichego, który wykonał specjalnie dla nas.

Rozwiązała się również zagadka podbitego oka Marceliny, o którym wspominała na swoim Facebooku. Okazuje się, że w weekend postanowiła spotkać się z przyjaciółmi, rodziną i ich dziećmi. Podczas zabawy z nimi, jeden maluch oczarował Marcelinę mieczem świetlnym w stylu Gwiezdnych Wojen, i dzięki temu pozostał „ślad” na jakiś czas w okolicach jej oka. Wszystko to jednak zostało opowiedziane bardzo zabawnie, dzięki czemu śmialiśmy się od ucha do ucha. Nie obyło się także bez bisu, nie daliśmy Marcelinie i Robertowi tak szybko uciec od nas. A jak się później okazało wracali na scenę dwukrotnie. Usłyszeliśmy zatem po raz pierwszy tego wieczoru KarmeLOVE, chyba najbardziej znany utwór wokalistki, a także ponownie anglojęzyczny utwór z pierwszej płyty.

Po koncercie poszliśmy pogratulować dobrego występu, zebrać autografy, które widzicie poniżej, oraz zrobić sobie zdjęcia (jedno z nich jest na moim prywatnym profilu na Facebooku). Marcelina- dziękujemy za przepiękny wieczór. I trzymamy za słowo, że wrócisz tu jeszcze jesienią.

Czytaj również