„A Sky Full Of Shit”. Jaka czeka nas przyszłość rocka? Felieton Kuby Koziołkiewicza

Od premiery najnowszego krążka grupy Coldplay, zatytułowanego Ghost Stories minęło już prawie pół roku. Emocje związane z zaskakującą zawartością płyty opadły, dlatego można na chłodno ocenić jej zawartość. Jednak nie podejmę się zrecenzowania całości materiału, gdyż wiele osób zrobiło to zaraz po pojawieniu się albumu na rynku. Chciałbym spojrzeć na tą płytę, a właściwie na jeden z zawartych na niej utworów, z trochę szerszej perspektywy i zastanowić się, czy nie przepowiada nam on czegoś bardzo istotnego, co niewątpliwie odmieni przyszłość muzyki rockowej.

Owym utworem jest oczywiście piosenka A Sky Full of Stars, która podbijała listy przebojów przez całe lato. Od Rzeszowa po Londyn stacje radiowe serwowały swoim słuchaczom singiel Coldplay’a z częstotliwością podobną do tej, z jaką w wakacje 2013 roku prezentowały przebój Wake Me Up Avicii. Los sprawił, że niecałe 12 miesięcy później muzyczne ścieżki Brytyjczyków i Szweda złączyły się, tworząc jeden z największych przebojów lata 2014.

Zanim przejdę do krytyki tej współpracy, to szczerze przyznam, że utwór cholernie wpada w ucho. Widać, że Avicii ma nosa do tworzenia gównianych letnich przebojów, które generują tłumy na dyskotekowych parkietach oraz ogromne zyski. Są to niewątpliwe przeboje radiowe, utwory grane w pasmach z najwyższą słuchalnością, przez co docierają do globalnej rzeszy odbiorców. Chris Martin i spółka musieli zdawać sobie sprawę, że dla większości ich dotychczasowych fanów taka kolaboracja będzie trudna do zrozumienia –  kiedy A Sky Full of Stars porównamy z singlami promującymi poprzednie płyty, poza wokalem ciężko będzie odnaleźć wspólne mianowniki. Osobiście bardzo cenię zespoły, które potrafią nagrywać zróżnicowane brzmieniowo płyty. Coldplay do takich kapel oczywiście należy, ale ciężko mi zrozumieć to, że szanowany przedstawiciel brytyjskiego rocka tworzy utwór z nowszą wersją Basshuntera.

Zastanówmy się teraz, jak fani muzyki rockowej powinni interpretować singiel Brytyjczyków? Czy tak mają wyglądać przyszłe wydawnictwa najlepszych z najlepszych? Czy na nowej płycie The Killers nagrają utwór z Davidem Guettą, a Kings Of Leon z Katy Perry?

A może nie trzeba się czymkolwiek przejmować? Przecież już w roku 1983 Paul McCartney rozpoczął współpracę z Królem PopuMichaelem Jacksonem – której owocem stały się utwory Say Say Say oraz The Girl Is Mine. Sam Eddie van Halen wykonał partie gitary w singlu Beat It, promującym najlepiej sprzedający się album w historii muzyki rozrywkowej – Thriller. Początek lat 90-tych to album Dangerous i współpraca ze Slashem. Jak widać da się połączyć świat muzyki rockowej i popu. Jest jednak malutkie ale. Michael Jackson, tak jak już napisałem, był KRÓLEM POPU. Wszystkie utwory wymienione parę wersów wyżej nie cuchnęły tandetą, czy sztucznością. Nie czuć w nich taniej komerchy, a tego nie można niestety powiedzieć o „dziele” Coldplaya i Avicii…

Trochę w tym tekście ponarzekałem na Chrisa i resztę zespołu, ale najzwyczajniej w świecie z lekkim zażenowaniem słuchałem pozycji numer 8 na płycie Ghost Stories, mając w głowie melodie starszych utworów, takich jak Shiver, czy chociażby Viva la Vida. Nie można jednak zapomnieć o jednej bardzo istotnej sprawie: Brytyjczycy muszą walczyć o nowych słuchaczy, którzy będą przychodzić na ich koncerty w dalekiej przyszłości. Ile lat ma przeciętny fan Coldplay’a? 20, 30, 40? Może właśnie to był jedyny sposób, aby jakiś 13 letni Jimi ze Stanów Zjednoczonych w ogóle o nich usłyszał? Jeżeli w radiu królują takie utwory jak Anaconda Nicki Minaj, czy Roar Katy Perry, to jak młodzi ludzie mieli dowiedzieć się o Coldplay’u? Jedynym sposobem było zaatakowanie list przebojów kompozycją na poziomie powyższych arcydzieł (gdyby ktoś nie załapał – to była ironia).

Póki co muzyka rockowa na pewno nie straci na swojej wartości. Artyści z tego kręgu na szczęście pamiętają, że kiedyś na scenie występował ktoś taki jak Freddie Mercury, że Smells Like Teen Spirit wymyślił Kurt Cobain, a nie Miley Cyrus. W końcu: że rock to gitary, bas, perkusja czy klawisze, a nie tylko loopy tworzone przez komputer.

Aha, następna płyta Brytyjczyków niech będzie arcydziełem, bo wierność fanów po publikacji najnowszego wydawnictwa została wystawiona na poważną próbę.

coldplay 2014

Czytaj również