5 Seconds of Summer – 5 Seconds of Summer (2014), recenzja Zuzanny Janickiej

Jeden przebój (She Looks So Perfect), przemyślany, gładki image i rola supportu najpopularniejszego boysbandu ostatnich lat – One Direction. To wystarczyło, by australijski zespół 5 Seconds of Summer stał się jedną z najgorętszych gwiazd bieżącego roku. Szybko wydali debiutancki, imienny krążek, który od razu poszybował na szczyty list przebojów. Zazwyczaj z rezerwą podchodzę do nowych wokalistów czy zespołów, których droga do panteonu najpopularniejszych nazwisk ostatnich miesięcy okazała się zbyt prosta i mało wyboista. W pięć wakacyjnych sekund od zera do bohatera? Czy 5 Seconds of Summer to kolejny sztucznie wykreowany zespół, będący odpowiedzią na popyt na młodych chłopaczków mających skraść serce niejednej nastolatce?

Z ulgą przyjęłam wiadomość, że australijska formacja nie jest produktem stworzonym podczas jednego z etapów talent show typu X Factor, ale zespołem, który funkcjonuje od 2011 roku. W skład 5 Seconds of Summer wchodzą: Luke Hemmings, Michael Clifford, Calum Hood oraz Ashton Irwin. Nie tylko wszyscy śpiewają, ale każdy z nich sięga po instrumenty, już na wstępie obwieszczając, że nie mamy do czynienia z kolejnym boysbandem. Grupa zaistniała w sposób, jaki możemy już ochrzcić mianem choroby XXI wieku. Wrzucali na YouTube covery znanych utworów (m.in. Next to You Chrisa Browna, Please Don’t Go Mike’a Posner’a), zyskując nie tylko popularność, ale i kontrakt płytowy.

Wytwórnia Capitol wyczuła, że dostała w swoje ręce dobrze zapowiadający się komercyjnie zespół, więc zadbano, by krążek 5 Seconds of Summer przygotowany został przede wszystkim starannie i nie zawierał zbyt skomplikowanych piosenek. Za teksty utworów odpowiadają w dużej mierze członkowie grupy. Jeden kawałek dostali jednak od braci Madden z zespołu Good Charlotte (Amnesia). Do produkcji nagrań zatrudniono m.in. Johna Feldmanna i Steve’ego Robsona, którzy współpracowali z takimi formacjami jak The Veronicas, One Direction, All Time Low czy Panic! at the Disco.

Na debiutanckiej płycie zespołu 5 Seconds of Summer pobrzmiewają echa ostatniego krążka One Direction, Midnight Memories. Oba albumy charakteryzują się podobną energią i zbliżonymi, pop rockowymi melodiami. Przebojowe utwory Australijczyków powinny przypaść do gustu nie tylko miłośniczkom brytyjskiego boysbandu, ale i fankom takich grup jak All Time Low, Jonas Brothers, The Vamps czy Boys Like Girls. Fani bardziej zaangażowanych i oryginalniejszych gitarowych brzmień słuchając 5 Seconds of Summer będą się potwornie nudzić. Kiedy pobieżnie przegląda się ten krążek, ma się niezbyt miłe wrażenie, że całość oparta jest na jednym pomyśle, jednym riffie.

Krążek rozpoczyna singlowy przebój She Looks So Perfect z wpadającymi w ucho chóralnymi przyśpiewkami. Pojawiają się one też (jednak w mniejszej ilości) w jakby żywcem wyjętym z jednej z płyt One Direction nagraniu Good Girl. Nie zabrakło ich również w nieco tandetnym (ten refren!) Kiss Me Kiss Me.

Do najszybszych piosenek na płycie należą rozpędzone Don’t Stop oraz 18 czy End Up Here, które zwracają uwagę melodiami opartymi na brzmieniu gitary basowej. Gitara akustyczna ładnie rozbrzmiewa zaś w Everything I Didn’t Say, jednej ze spokojniejszych, choć nie balladowych kompozycji. Łagodnie zaczyna się kawałek Beside You. Lekka melodia utrzymuje się prawie do samego końca, kiedy to wzbogacona zostaje o ostrzejsze dźwięki. Takie utwory jak Long Way Home, Heartbreak Girl czy English Love Affair nie przeszkadzają, ale i nie wnoszą do płyty nic nowego. Ot, poprawne, przebojowe pop rockowe pioseneczki. Zainteresowało mnie dopiero nagranie Amnesia, jedyny utwór z 5 Seconds of Summer, który określić mogę mianem ballady – prostej, akustycznej, nieźle zaśpiewanej.

Słuchając piosenek 5 Seconds of Summer przed oczami stają mi obrazy z najróżniejszych młodzieżowych filmów czy seriali, których bohaterowie po szkole urządzają sobie wycieczki na plażę, wieczory spędzają przy ognisku i cieszą się swoim towarzystwem. 5 Seconds of Summer, krążek wakacyjny i przebojowy, sprawdziłby się jako soundtrack do takiego filmu. Ciekawe tylko, czy popularność australijskiego zespołu potrwa dłużej niż tytułowe pięć sekund, czy może grupa powtórzy los Jonas Brothers. Ja jednak nie do końca kupuję piosenki Australijczyków. Są za mało intrygujące a zbyt radiowe. Poza tym krążek nie zachęca mnie do tego, bym sięgała po niego z taką częstotliwością, z jaką słucham Coldplay czy Arctic Monkeys. Chociaż cieszy fakt, że chłopacy sami napisali teksty piosenek i sięgnęli po różne instrumenty, nie mogę pozbyć się wrażenia, że ich muzyka została tak poprowadzona, by trafić w gusta każdej fanki One Direction i innych tego typu grup.

5-seconds-of-summer

Czytaj również