Example – Live Life Living (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

Example jest dla mnie nierównym wykonawcą. W swoim artystycznym dorobku ma już cztery wydawnictwa muzyczne. Dwa pierwsze nie wywołały u mnie jakichkolwiek emocji i przeszedłem obok nich obojętnie. Natomiast kolejne według mnie są świetne. Teraz przyszedł czas na piąty długogrający album tego artysty. Do jakiej grupy go zakwalifikować? Zobaczmy.

Elliot Gleave skutecznie podnosił napięcie przed premierą tego albumu, udostępniając kolejne utwory. All the Wrong Places pokazało, że warto będzie czekać na ten krążek. Jest to utwór idealnie skrojony dla tego wokalisty i rapera. Nie jest przekombinowany, szybko wpada w ucho. Nie jest artystycznym geniuszem, a sam Elliot nie czaruje swoją skalą głosu chociażby jak Adele. Jednakże on specjalizuje się w elektronicznych, mocno klubowych brzmieniach i w tym numerze wyszło mu to doskonale. Warstwa tekstowa tego utworu nie jest żadnym arcydziełem. Idealnym przykładem jest ten fragment:

All eyes glow
Like a rabbit in the headlights

Kolejnym singlem jest Kids Again, który przypadł mi do gustu od pierwszych dźwięków. Rozpoczyna się on lekką, można powiedzieć miałką elektroniką. W następnym sekundach podkład staje się bardziej skomplikowany. Należy jednak pamiętać, że cały czas jest to Example – człowiek tworzący raczej niewymagające piosenki, które raczej idealnie nadadzą się do klubu niż do delektowania się nimi w domowym zaciszu. Następnym zaprezentowanym singlem jest One More Day (Stay with Me). Piosenka jest bardzo lekkim utworem, który czy tego chcemy czy nie, od razu wpadnie w ucho i szybko się z niego nie pozbędziemy. Przyjemny kawałek, który nie porazi słuchacza swoją błyskotliwością. Tekst opowiada o miłości, ile już było utworów typu ty kochasz mnie, ja kocham ciebie? Tysiące. Taki tekst ma właśnie One More Day.

Jak do tej pory ostatnim zaprezentowanym singlem jest Take Me as I Am. Pierwsze sekundy były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Utwór rozpoczyna się fortepianowymi brzmieniami. Po Example mógłbym spodziewać się wszystkiego, ale nie tego, że stworzy spokojną, akustyczną balladę. Po kilkunastu sekundach moje zaskoczenie zniknęło i wrócił stary dobry Gleave. Ten kawałek jest najlepszym elementem Live Life Living – mocny, bezkompromisowy, po prostu genialny. W międzyczasie Eliot zaprezentował kilka utworów nie-singlowych. Jednym z nich jest Only Human, który jest po prostu kolejnym świetnym kawałkiem. Jest to muzyczna bomba, która po kilkudziesięciu sekundach wybucha obfitością elektronicznych dźwięków.

Słuchając numerów przedstawionych przed premierą albumu, myślałem, że będzie to album idealny. W doskonały sposób dozujący elektronikę, który zarazem będzie różnorodny i nie będzie nużył (chociażby Kids Again i Take Me as I Am są całkowicie od siebie różne). Niestety tak się nie stało. Po odsłuchaniu całego materiału, mogę śmiało stwierdzić, że Example oraz jego wytwórnia są mistrzami marketingu. Przed wydaniem krążka pokazali światu to co najlepsze mają do zaoferowania. Niestety nie napawa to optymizmem, bo reszta utworów jest tylko poprawna lub nawet słaba.

Poprawne utwory zlewają się w jedną całość i ich słuchanie przynosi umiarkowaną przyjemność. Nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu nie potrafiłem sobie przypomnieć prostych melodii niektórych kompozycji, które są bez wyrazu. Z pewnością nie jest to miłe uczucie dla artysty, kiedy słuchacz nie potrafi odróżnić od siebie poszczególnych piosenek. Niestety tak jest w tym przypadku.

Na Live Life Living możemy usłyszeć numery tak słabe, że będą chyba głównymi bohaterami moich nocnych koszmarów. Nie potrafię uwierzyć, że twórca takich świetnych kawałków jak Perfect Replacement oraz Changed The Way You Kiss Me nagrał coś tak złego jak Seen You oraz New Friends. W tym pierwszym głos Example brzmi po prostu strasznie, wokal w tym utworze brzmi trochę jak wycie wilka w księżycową noc. Natomiast w New Friends niemal przez cały czas prześladowały mnie dziwne pohukiwania, coś w stylu jakby ktoś dostał czkawki i przez przypadek te dźwięki zostały zarejestrowane. Straszne!

Bardzo ciężko jest mi podsumować tę recenzję. Czekałem na najnowszy album Example, bo chciałem dostać solidną dawkę elektronicznego brzmienia, które zarazem będzie lepsze od poprzedniego krążka artysty The Evolution of Man. Tylko single potrafią się obronić, Take Me as I Am jest według mnie jednym z lepszych utworów w dorobku wokalisty. Szkoda, że reszta kompozycji trzyma tak słaby poziom.

Czytaj również