Wye Oak – Shriek (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

W moim mniemaniu Wye Oak to duet, który zabłysnął na scenie muzycznej za sprawą jednego utworu. Mam na myśli kompozycję o tytule Civilian, która znalazła się na albumie o tym samym tytule. Utwór stał się rozpoznawalny za sprawą obecności w kilku produkcjach filmowych. Pojawił się między innymi na soundtracku do filmu Safety Not Guaranted oraz w kilku popularnych serialach, na przykład w One Tree Hill oraz The Walking Dead. Po trzyletniej muzycznej absencji duet składający się z Andy’ego Stacka oraz Jenn Wasner wydali swoje kolejne wydawnictwo, które zostało zatytułowane Shriek. Czy teraz mają szansę na oderwanie łatki duetu, który stworzył jeden przebój?

Można powiedzieć, że wcześniejsze utwory zespołu były tworzone z myślą dla gitarowego kunsztu Jenn Wasner. Niemal każda kompozycja rozpoczynała się delikatnym i subtelnym wprowadzeniem, które później przeradzały się w ekspresyjne gitarowe solówki. Do teraz mam w pamięci te, które znalazły się we wcześniej wspomnianym Civilian, For Prayer lub Holy Holy. Według mnie bez tego elementu te utwory byłyby gorsze. Można pokusić się o stwierdzenie, że bez tych fragmentów te kompozycje nie mogłyby istnieć. Teraz Wasner postanowiła swój instrument schować do futerału, przez co duet zaczął eksperymentować z dźwiękiem na najnowszym krążku. Jak można było się spodziewać Shriek całkowicie różni się od albumu Civilian. Gitara została odrzucona w kąt i zastąpiona przez wszędzie wpychaną  elektronikę oraz elementy basowe.

Na początku byłem sceptycznie nastawiony do nowego albumu Wye Oak, ale single dały mi wiarę w to, że Shriek może być dobrym materiałem. Należy jednak pamiętać, że na ten album trzeba spojrzeć inaczej niż na poprzednie wydawnictwa duetu, bo one całkowicie różnią się od siebie. The Tower jest jednym z lepszych utworów na płycie. Pokazał, że dwójka uzdolnionych muzyków potrafi stworzyć coś do czego do tej pory nas nie przyzwyczaili. Drugi singiel o tytule Glory pokazał pełną klasę. Kompozycja zahipnotyzowała mnie od pierwszych dźwięków, posiada znakomity tekst a teledysk dopełnia to niesamowite dzieło. Zdecydowanie jest to najlepszy, który pojawił się na tej płycie.

Po świetnym doborze singli miałem małe obawy, że duet pokazał już wszystko, co najlepsze i reszta kompozycji będzie gorsza od utworów promujących. Na całe szczęście tak nie jest. Romans z elektroniką i basowym brzmieniem ze syntezatorowym zacięciem przyniósł dobry album, który po prostu chce się słuchać. Silnym elementem tych piosenek jest obecność dobrych tekstów, które potrafią przekazać wiele emocji w sposób niestandardowy, używając wiele wyszukanych porównań i metafor. Jednakże o teksty nie miałem żadnych obaw, gdyż tekstowy kunszt już był pokazany we wcześniejszym dorobku artystycznym zespołu.

Warto wspomnieć również o metamorfozie jaką przeszedł głos wokalistki. W poprzednich tworach był płaski i przytłumiony przez gitarowe dźwięki, które go zagłuszały. Teraz sfera wokalna jest zdecydowanie lepsza, Jenn śpiewa teraz śmielej z szerszym zakresem. Można powiedzieć, ze zabiera teraz więcej przestrzeni i nie jest na drugim planie, przyćmiewana przez instrumental.  Idealnym tego przykładem jest spokojna ballada I Know the Law, które wrzuca na piedestał fenomenalny głos frontu. Lekki podkład sprawia, że ten melancholijna kompozycja pochłonęła mnie bez reszty. Niesamowicie rzadko zdarza się, że jakiś utwór kradnie moją sympatię już za pierwszym razem, ale w tym przypadku tak było.

Niestety dzieła bez wad pojawiają się niezwykle rzadko i najnowszy album Wye Oak ich się nie ustrzegł. Pierwszą z nich jest piosenka Sick Talk, która łączy ze sobą ciężki bit z bardzo prostym synthem, który można nazwać czasem zbyt prostym. Utwór nie jest taki zły, jednakże pojawia się na jednym albumie obok Glory czy The Tower, przez co działa to na niekorzyść całej kompozycji. Przy te dwie kompozycje wypada dosyć blado. Natomiast drugim minusem są z czasem nużące podkłady piosenek. Za pierwszym razem zaskakują swoją inności w porównaniu do innych prac Wye Oak, przez co wydają się atrakcyjne. Natomiast po kilkukrotnym przesłuchaniu miałem ochotę zasnąć. Pojedynczych kompozycji słucha się przyjemnie, ale zebrane w całość potrafią znudzić.

Koniec recenzji to czas na jej podsumowanie i wydanie werdyktu czy po ten album warto sięgnąć. Niestety mam z tym ogromną trudność, według mnie to wydawnictwo powinno mieć dwie oceny – jedną dla fanów zespołu oraz drugą dla totalnych nowicjuszy. Dla tych pierwszych album będzie totalnym nieporozumieniem, dla tych drugich może być to bardzo przyjemny krążek. Moja opinia to wypadkowa tych dwóch stwierdzeń. Moim zdaniem Shriek to album dobry, ale nie zmienia to faktu, ze bardziej do gustu przypadły mi wcześniejsze wydawnictwa duetu.

Wye Oak - Shriek

Czytaj również