Kari Rueslåtten – Time to Tell (2014), recenzja Filipa Wiącka

Nie jest łatwo wracać po długiej przerwie. Szanse na sukces są wówczas niewielkie (no chyba, że nazywasz się Justin Timberlake). Coś na pewno wie o tym Kari Rueslåtten. Swój poprzedni album – Other People’s Stories – wydała w 2005. Od tego czasu trendy i czołowi wokaliści zupełnie się zmienili. Natomiast o nowej płycie artystki, Time to Tell, mało kto słyszał. Ba, nie wiem, czy została wydana gdzie indziej niż na terenie Skandynawii. A szkoda – bo to bardzo udane dzieło.

Kari Rueslåtten swoją muzyczną karierę rozpoczęła ponad 20 lat temu. Śpiewała wówczas w zespole The 3rd and the Mortal. Wydała z nimi jednak jedynie demo, EP-kę oraz jeden longplay – doom metalowe Tears Laid in Earth. Solowo próbowała już w 1995 (zbiór dem), lecz jako oficjalny debiut uznaje się dopiero płytę Spindelsinn. Było to intrygujące, folkowe dzieło nagrane w całości w języku norweskim. W dalszym etapie swojej kariery zaczęła śpiewać po angielsku. Mimo tego krążki Mesmerized, Pilot oraz Other People’s Stories również cieszyły się uznaniem. Trudno się dziwić – jeśli Kari już nagrywała, to dawała z siebie wszystko. Po 2005 postanowiła jednak zrobić sobie przerwę. Powróciła rok temu, wydając nowy singiel, a teraz – cały album.

Kiedy usłyszałem, że pierwszym singlem artystki po 8 latach, będzie nowa wersja Why So Lonely, nieco się zaniepokoiłem. W oryginale utwór znalazł się na debiucie The 3rd and the Mortal. To emocjonalny, poruszający kawałek. Takie zniszczyć nietrudno, lecz Rueslåtten dobrze wiedziała, co robi. Do współpracy zaprosiła kompozytora Nightwish, Tuomasa Holopainena. Muzyk, jak wielokrotnie powtarzał, wielbi Kari, a Why So Lonely to jedna z jego ulubionych kompozycji. Co więc wyszło ze współpracy dwóch tak wielkich, wspaniałych nazwisk? Coś pięknego. Choć nowa wersja utworu z oryginałem nie ma wiele wspólnego, brzmi cudownie. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście klawisze Tuomasa, aczkolwiek wzrusza całość kompozycji.

Po takiej współpracy nie bałem się już o nowy krążek wokalistki. Przeciwnie – stał się jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier. Kiedy jednak artystka wydała singiel numer dwa – Wintersong – oszalałem. To jedna z najprostszych, a jednocześnie najpiękniejszych i najbardziej poruszających piosenek ostatnich miesięcy. Przy akompaniamencie samego pianina wokalistka smutnym głosem wyśpiewuje m.in.

I go back to the place I was born between love and hate I am torn I’m not turning back (…) This time of year You will find me here with my shattered dream Things are not as they seem

Coś niesamowitego.

Tytułowa zima jednak odeszła. Pojawił się marzec, a za nim też Time to Tell. Słucham po raz pierwszy, drugi, piąty. I nie mogę przestać. Kari całkowicie porzuciła jakiekolwiek eksperymenty aranżacyjne, postawiła na prostotę, żywe instrumenty i emocje. Tak naprawdę każdy kawałek można by opisać tak samo: zaczyna się, w tym samym klimacie kończy, suma summarum leci przez te 3-4 minuty… i zachwyca. Nie pozostawia słuchacza obojętnym. I właściwie w każdym utworze można znaleźć coś pięknego, jakiś element, który czyni go dobrym i wyjątkowym. Weźmy intro Time to Tell. W niezwykły sposób wprowadza nas w zwarty klimat oraz atmosferę całości. Dalsze kawałki cenię za wiele rzeczy: Hide Underneath Bridges za piękną gitarę akustyczną, Rainy Days Ahead za podnoszący na duchu refren, Hold On za ciekawe wokalizy Kari czy w końcu Stay Right Here za bycie po prostu przebojowym. Najlepsze są oczywiście Wintersong i Why So Lonely, ale reszta stoi zaraz za nimi. No i nie sposób zapomnieć o dwóch kawałkach: cichutkim, pełnym emocji Paint the Rainbow Grey oraz Only You Know. Druga kompozycja to najlepsze zwieńczenie Time to Tell, jakie mogłem sobie wymarzyć. Łączy piękno pozostałych utworów, ich emocje, przepiękny wokal artystki… Geniusz po prostu.

W piosenkach zawartych na Time to Tell Kari porusza głównie temat miłości. Zaskoczenie? Zero, ale ten album od początku nie miał zaskakiwać. Ważne, że wokalistka potrafi opowiadać o uczuciu w sposób ładny i chwytający za serce. Bardzo podoba mi się tekst do Time to Tell. Krótki utwór to opowieść, której ona nigdy nie powiedziała. Niby nic takiego, ale przypadło mi do gustu. Te przeoczone i nieopowiedziane historie to właśnie kolejne kawałki. Dla przykładu: w Rainy Days Ahead prosi ukochanego, by dał ich związkowi jeszcze jedną szansę. Sytuacja odmienia się przy Why So Lonely, w którym zapewnia, że jej serce zawsze będzie blisko partnera. Reszta również utrzymuje wysoki poziom.

Zastanawiam się, jak porównać Time to Tell do poprzednich albumów Kari. Jej nowe dzieło nie ma w sobie folkowych, mocno inspirowanych Norwegią motywów z debiutu, różnorodności i elektronicznych naleciałości Other People’s Stories czy też new age’owych rozwiązań znanych z Pilot. To natomiast longplay zawierający jedenaście pięknych ballad, które się po prostu lubi. Czy uważam go za lepszego czy gorszego od poprzednich? Trudno powiedzieć. Dyskografia artystki to pięć różnych albumów, z czego każdy jest udany i ma to „coś”. I choć niektórych nowa płyta wokalistki może zanudzić, ja polecam ją całym sercem.

Kari Rueslåtten - Time to Tell

Czytaj również