The Beach Boys – Ultimate Christmas (1998), recenzja Szymona Jaremy

 Tym razem przekonamy się, jak wyglądać może przełożenie muzyki surf rockowej na wykonanie klasycznych pieśni świątecznych. Ultimate Christmas jest uzupełnioną wersją wydanego w 1964 r. zestawienia The Beach Boys’ Christmas Album, która dodatkowo posiada kilka utworów więcej. 

Zespół The Beach Boys jest jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu tzw. dryfującego w kulturze amerykańskiej, który za pomocą dźwięcznych kreacji miał na celu odzwierciedlić lekkość życia w kontekście kołysania się fal oceanu. Plaża, rekreacja, zmienność pogody i sporty wodne to podstawowe elementy, które doprowadziły do ukształtowania się tego kierunku w sztuce popularnej. Czy zatem mimo tego, że święta przypadają na sezon zimowy, można je metaforycznie przedstawić jako trendy rozrywkowe unoszące się na ciepłej wodzie przy wybrzeżach Kalifornii, porywane niespodziewanymi prądami morskimi i pełne słonecznych promieni? Zdaniem kapeli Beach Boys ta perspektywa jest jak najbardziej możliwa, a nawet znalazła ona swoje odzwierciedlenie w należytej i niezwykłej oprawie muzycznej.

 Głównym prekursorem surf rocka był Dick Dale (znany zapewne miłośnikom filmu Pulp Fiction w reżyserii Tarantina). Po nim też omawiany zespół odziedziczył odbijający odgłos zawarty w akustyce, malownicze pociągnięcia gitar wykonywane z gracją; a także uporządkowane tonacje saksofonu unikające improwizowania. Liczne techniki drżących szarpnięć zawarte na instrumentach strunowych w twórczości Beach Boys, rzucają też skojarzenie ze stylistyką symptomatyczną dla Duane’a Eddy’ego. Zapewne ten gatunek rocka wiąże też pewne stosunki z muzyką country, jednakże tłem inspiracyjnym nie są już rancza w oddalonych pustkowiach, ale właśnie plaża oraz upały. Aczkolwiek obydwa style muzyczne dysponują licznymi rytmami odrobinę swojskimi, zatem pewien wspólny mianownik posiadają. Obecna na wielu nutach tropikalna linia metodyczna w połączeniu z wigilijnym przesłaniem lirycznym wydaje się być jednak zabiegiem dość osobliwym i nie do końca wpasowuje się w przeżywaną atmosferę zimową. Natomiast trzeba przyznać, iż grupa The Beach Boys bardzo wprawnie i elegancko posługuje się kompozycją instrumentalną. Ich pokaz umiejętności muzycznych zaświadcza o niebywałych predyspozycjach technicznych twórców. Wspaniałe zagrywki gitarowe oparte na technice tremolo, dość rezonansowe rozprowadzenie dźwięku, niesamowicie swobodny śpiew, profesjonalne udziały saksofonów oraz uzupełniające klawisze dają bardzo ciekawy popis artystycznej wymowy.

http://youtu.be/RpomW6bEsRk

Na krążku świątecznym zespołu Beach Boys mamy do czynienia zarówno z piosenkami utrzymywanymi już w typowo surfingowej rytmice (np. Little Saint Nick, The Man with All the Toys, Melekalimaka, Child of Winter) , jak i utworami bardziej nadającymi się do odzwierciedlenia powszechnie znanej, zimowej specyfiki amerykańskiej (np. We Three Kings of Orient Are, White Christmas, I’ll be Home For Christmas). Na wyjątkową uwagę zasługuje kawałek Winter Symphony, który jest połączeniem nieco swingowego tonu klawiszy, rosyjskiej melodyki umiejętnie zastosowanych saksofonów, żwawości charakterystycznej dla stylu Country oraz kolorytu głosu Adriana Belewa z King Crimson. Biorąc pod uwagę zadanie, jakie zostało przypisane dziełu grupy Beach Boys, najbardziej przemówiły do mnie te utwory wyważone, bez galopującego zapędu i próbujące wzbudzić przeżycia związane z czasem bożonarodzeniowym. Będzie to np. wytrawny i nawet nieco uspokajający Blue Christmas. Chociaż zawiera on również nieliczne momenty z większą żywiołowością, które swoją chwilową gwałtownością rzucają na myśl fragmenty oper Wagnera. W spokojnej tonacji zostały również utrzymane takie pieśni jak I’ll Be Home For Christmas, czy Morning Christmas.

http://youtu.be/yxJxr7cJpv4

Jednak najbardziej interesującą i ekscytującą kompozycją jest przepiękna ballada pt. We Three Kings of Orient Are. Zaczyna się wprawnym i spokojnym współudziałem różnych partii skrzypiec, z których jedne suną w manierze umiarkowanie płynnej, a pozostałe wygrywają w trybie detache. Jest to w zasadzie najbardziej klimatyczny utwór na całej płycie, który idealnie wpasowuje się w znaną nam perspektywę świąt. Nieco chóralny głos wokalisty, potężne dzwony w tle, sporadycznie pojawiające się gładkie partie skrzypiec i dodane na koniec wzniosłe dźwięki saksofonu oparte na metodzie przeciągania i wydmuchiwania, składają się w zdumiewającą trakcję melodyczną w prawdziwie gospelowej i bożonarodzeniowej scenerii. Ten kawałek przywodzi mi na myśl potężny gmach kościoła, w którym widnieje ledwo zauważalne światło wytwarzane przez niewielką ilość świec oraz członków zespołu ubranych w czarne togi i odgrywających słyszalne wykonanie. Na tej pieśni zawarta jest istota amerykańskich celebracji gospelowych (chociaż nastrój jest nieco bardziej monastyczny), numer ten jest moim zdaniem najbardziej godnym uwagi kawałkiem zawartym w albumie.

http://youtu.be/efHJckM-dYw

Natomiast jeśli chodzi o piosenki, które wiernie starały się odzwierciedlić charakteryzację tej odmiany rocka typowej dla Beach Boys, to przynoszą one pewne zakłopotanie. Trudno tak do końca uchwycić Święta Bożego Narodzenia za pomocą folklorystyki, prawie że typowej dla południowców, jeśli dysponuje się skojarzeniami krajobrazu Gwiazdki wśród śniegów, sań czy niskiej temperatury. Takie utwory jak np. Christmas Time Is Here Again albo Santa’s Beard radykalnie nas od tego celu oddalają. Nie pomogły nawet próby znacznego oprawiania niektórych utworów w klasyczny swing (np. Santa’s Got an Airplane, Santa Claus Is Coming to Town, Frosty the Snowman), bowiem w dalszym ciągu ten przekaz zbytnio obfituje we wtrącenia motywów surfingu. Dlatego właśnie ten dryfujący obraz ukazany przez zespół Beach Boys może wnieść odrobinę zamętu i powodować kolidowanie sygnatur. Melodyczna linia oraz umiejętności muzyków są przeprowadzone rzetelnie i efektownie, aczkolwiek sama interpretacja okresu bożonarodzeniowego w tej formie wydaje się być odrobinę napinana. To są bardzo dobre pozycje od strony technicznego przygotowania, ale mnie osobiście ciężko ten klimat dostosować do naszych grudniowych celebracji. Zatem ja uważam, że mimo solidnego ugruntowania, te surfingowe kawałki nie do końca spełniają swoje zadanie w naszych warunkach geograficznych. Słuchając tych kompozycji miast choinki zdecydowanie łatwiej sobie wyobrazić prażone stepy amerykańskie. Te fragmenty płyty bardziej nadają się do słuchania poza Gwiazdką, niż do odtwarzania ich w postaci kolęd w czasie wigilii (chyba, że akurat mamy zamiar spędzić ten uroczysty czas na Kubie).

http://youtu.be/jkU5C5aW3uM

Przechodząc do konkluzji, należy napisać, że ta dość inwencyjna i oryginalna propozycja muzyczna zaoferowana nam przez Beach Boys nie jest do końca tym czego bym oczekiwał. Mimo wielu sowicie ozdobionych kawałków treściami bożonarodzeniowymi, to w dalszym ciągu brakuje tu jakiejś konsekwencji w realizacji założonych poczynań. Oczywiście nie oznacza to, że nie doceniam wyjątkowej jakości tego precyzyjnego dzieła. Muzycznie jest to kapitalnie i solidnie przygotowany album, niewiele można by mu zarzucić od strony czysto metodycznej. Natomiast mając na uwadze deklarację artystów, iż ten twór ma być wykonaniem oddającym aspekty typowo świąteczne, muszę stanowczo zaoponować wobec roli jaką mu narzucono. Album za mocno jednak uwzględnił surfingową wymowę i z tego powodu wiele na tym stracił. Ostatecznie polecam tę płytę, ale radzę podziwiać jej zawartość raczej poza świętami.

The Beach Boys - Ultimate Christmas

Czytaj również