Barbra Streisand jest wszechstronnie uzdolnioną artystką amerykańską pochodzenia żydowskiego, która osiągnęła sławę nie tylko jako ceniona piosenkarka, ale również jako aktorka, scenarzystka i reżyserka. Nie sposób odmówić jej posiadania wiekopomnego talentu wokalnego, niezrównanej dobroduszności czy znakomicie odegranych ról filmowych. Dlatego też tym większą mam przyjemność zaprezentować tę niesamowicie empatyczną, utalentowaną i kreatywną kobietę, która dzięki swojej wyjątkowej publikacji muzycznej z 1967 r. może mile urozmaicić nam spędzony czas świąteczny.
Akustyka materiału artystycznego utrwalonego na A Christmas Album jest sporządzona w dość specyficzny sposób, który silnie uwydatnia obecność śpiewu Barbry jakby na pierwszym planie scenowym . Orkiestra sprawia wrażenie jak nieomalże byłaby oddalona o co najmniej 30 metrów od dźwięcznej artystki na otwartej przestrzeni, stąd instrumenty pozostają jakby w cieniu partii wokalnej, gdyż wydają się brzmieć znacznie ciszej. Ta właściwość roztacza się przede wszystkim w zasięgu takich wykonań jak The Christmas Song, Sleep in Heavenly Peace, I Wonder as I Wander, czy The Best Gift. Mówiąc inaczej, śpiew odgrywa tutaj decydującą rolę, a całe wykonanie muzyczne skierowuje koncentrację słuchu głownie na udział piosenkarki.
Szczególną uwagę chciałbym poświęcić omówieniu charakterystyki pierwszego utworu z wydanej kolekcji świątecznej, ponieważ jest on znaczącym ewenementem w stosunku do całej reszty. Mowa o słynnej skocznej piosence Jingle Bells wykonanej przez panią Streisand, której wysłuchanie może jednak na wstępie uprzedzająco zrazić słuchacza do kolejnych nutek na płycie. Na pewno ta pozycja zawiera ciekawe artykulacje sylabiczne powtarzające jedną zgłoskę po kilka razy w dźwięcznym, ruchliwym i nieco chaotycznym ciągu. Prolog tego kawałka opatrzony jest też solidnym akompaniamentem orkiestralnym, w którym przemieszanie się trąbek i dzwonków wywołało we mnie pozytywne wrażenia. W dalszej części skrzypce na przemian zasuwają galopem, wytwarzając dynamiczne drgania wraz z ekspresowym tarciem smyczka w stylu portato, by za chwile dryfować na falach płynniejszych i jednocząc się ze wspomagającą partią instrumentów dętych. Jednak w porównaniu do pozostałej zawartości albumu Barbry, jakość części wokalnej jest delikatnie mówiąc przeciętna, sprawia wrażenie jakby głos nie był jeszcze wyćwiczony, gdyż łapie on dużo drobnych wpadek. Ponadto można odnieść czasem wrażenie, jakby artystka odrobinę improwizowała i nie trzymała się uprzednio założonych wytycznych dźwiękowych czy technicznych. Prawdopodobnie wokalistka postanowiła warsztat metodyczny odłożyć na nieco dalszy plan, a skupić się na utrzymaniu w piosence beztroskiego rozluźnienia i wprowadzeniu radosnej fizjonomii świątecznej na tle instrumentalnych artykulacji typu giocoso. Chociaż niezbyt to pasuje do całości, bowiem kolejne kawałki muzyczne składające się na analizowany krążek są pozbawione szybkiego tempa i wykazują status wyciszonej i ugładzonej agogiki.
Niezależnie jak by się nie ustosunkować do wstępnego kawałka na albumie, w dalszym ciągu uważam ten krążek za wystarczająco dopracowany i pełny iskrzącego pierwiastka niosącego ducha bożonarodzeniowego. Wydanie Barbry jest dość wiernym, ale i nowatorskim zarazem odwzorowaniem tradycyjnych utworów amerykańskich, które są odśpiewywane z okazji przeżywania uroczystości świątecznych. Mamy tu np. inspirację tradycyjnym jazzem obecną w interpretacji utworu Christmas Song, piękne odniesienie do twórczości artystki Judy Garland zanurzonej za życia w udziałach musicalowych (Have Yourself a Merry Christmas), odświeżenie poetyki Irvinga Berlinga (White Christmas), czy też upamiętnienie znakomitego duetu Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina (My Favourite Things).
http://youtu.be/1-Vn0RsLvNM
Album obfituje w niebywale przekonujące podzespoły chóralne, które powodują tworzenie się licznych wrażeń mentalnych. Każda pieśń wywołuje wyobrażenie pełne sypiącego się śniegu, świątecznych ozdób, familijnego powabu, niecodziennych tworów kulinarnych oraz wyjątkowego przeświadczenia o doniosłości chwili. Pojawiające się sporadycznie rytmicznie brzmiące dzwonki, które wzbudzają doznanie obecności białego opadu oraz złotego połysku dekoracji, podkręcają rezultat bogaty w zachwyt do niesamowitych wymiarów. Płynne i staranne przeciągnięcia smyczkowe o metrum znajdującym się mniej więcej na poziomie umiarkowanym oraz wspaniałe dogrywki realizowane za pomocą trąbek doprawiają materiał o kolejne walory. Sądzę też, iż wysublimowane oraz rozległe umiejętności wokalne Barbry, pełne ambicji i tryskające fachowością, są niepodważalne. Idealnie wkomponowały się one w klimat nabity świątecznymi motywami. Czasem pojawiają się muzyczne modulacje pani Streisand, które jej głos manierują na delikatnych fazach bardzo wysokiego lotu pełnego gracji, by za chwilę jak grom z jasnego nieba rozgrzewać ich barwę do potężnego krzyku przesiąkniętego mocą jej strun głosowych. Odtworzenie tych nutek przez wstawiennictwo piosenkarki wniosło dużo krzepkich jakości, zachowując zarazem piętno swoich pierwowzorów.
Na płycie znalazło się również dużo ładnych pieśni o zabarwieniu już nie tylko świątecznym, ale i typowo religijnym, są to Sleep In Heavenly Peace (odpowiednik naszej Cichej Nocy), Ave Maria (umiejętnie poprowadzony cover fragmentu sztuki Gounoda i Bacha), The Lord’s Prayer (klasyczna modlitwa Ojcze Nasz przekształcona w muzyczną formę ekspresji), I Wonder as I Wander (tekst liturgiczny napisany przez Johna Jacoba Nilesa) oraz O Little Town of Bethlehem (autorem jest Phillips Brooks). Wysokość odgłosów wydawanych przez drgania krtani Barbry cyrkuluje w tych kawałkach między podniesionym sopranem Sarah Brightman, a altem Amandy Seyfried. Mniej więcej gdzieś w obszarze pośrednim wśród tych dwóch punktów odniesienia, zarówno pod względem częstotliwości, jak i barwy, znajduje się śpiew naszej amerykańskiej artystki. Czyni go to nawet zbliżonym do mezzosopranu innej żydowskiej piosenkarki, Ofry Hazy, co może znajdować hipotetyczne potwierdzenie we wspólnie przez nią dzielonych z Barbrą genach społeczności mojżeszowej. Pani Streisand doskonale wczuła się w rolę, włożyła całą swoją duszę przy odśpiewywaniu tych pobożnych hymnów. Przy odtwarzaniu The Lord’s Prayer mimowolnie rzuca się skojarzenie, jakoby piosenkarka stała na czele chóru aniołów odśpiewujących chwalebny akt wiary.
Najbardziej jednak urzekła mnie wspaniała i pełna uczuciowości pieśń zatytułowana O Little Town of Bethlehem. Wprawdzie jest to utwór prawie całkowicie pozbawiony udziału instrumentów, a praktycznie zawierający jedynie śpiew prowadzący oraz wspomagający go udział chóru, toteż jego wykonanie jest najbardziej prostolinijne i trzyma standardy kościelnych wykonań a capella. Jednakże ta ubogość i emocjonalna zażyłość Barbry z treścią piosenki jest idealnym wyakcentowaniem warstwy lirycznej, gdy weźmie się pod uwagę biblijną opowieść o skromnej stajence w betlejemskiej mieścince, do której ta nutka właśnie nawiązuje.
Słowem podsumowania, uważam ten artystyczny pokaz naszej amerykańskiej piosenkarki za warty poświęconej mu uwagi i zachęcam do odtwarzania tej płytki w dniach świąt, ale i nie tylko. Uważam wszelako, że zaoferowane nam wydanie jest nieco zbyt krótkie, przydałby się jeszcze na krążku co najmniej jeden dodatkowy kwadrans muzyki więcej. Jednakowoż jest to z pewnością jeden z tych albumów świątecznych brzmień amerykańskich, które zawierają solidne przesłanie ceremonialne oparte na wymieszaniu tak dobrze opanowanych umiejętności wokalnych z żarem czystej atmosfery Bożego Narodzenia. Pani Barbra dokonała dbałego sporządzenia zlepku tych dwóch czynników za pomocą nieocenionej precyzji.


