Sześć lat po wydaniu debiutanckiej EP-ki Kerli i pięć po premierze pierwszego albumu studyjnego Love Is Dead, Kerli zaprezentowała Utopię – swój drugi Extended Play w karierze. Nie ukrywam, że na nowym krążku estońskiej piosenkarki szukałem przebojów na miarę Army of Love i Walking on Air. Jednak, jak to z życiu bywa, można się przeliczyć.
Producentem i autorem większości utworów z płyty został duet SeventyEight (Jakob Hazell i Svante Halldin), współpracujący m.in. nad debiutanckim materiałem szwedzkiej piosenkarki Loreen. Za produkcję Chemical odpowiedzialny jest Brian Ziff, a za Sugar – Dave „Switch” Taylor, który jest także współautorem piosenki (razem z Kerli).
Już pierwszy utwór z EP-ki – Can’t Control the Kids – zapowiada ciekawie cały krążek. Elektronika na wysokim poziomie, ciekawa aranżacja oraz nieco kosmiczny klimat zyskały pozytywny odbiór. W bardzo podobnym klimacie nagrany został singiel The Lucky Ones, którego najmocniejszą stroną są klubowe, niebanalne wstawki. Całość brzmiałaby idealnie, gdyby nie denerwujący początek (przez niecałą minutę można usłyszeć bowiem powtarzany x razy tytuł utworu oraz nużące „uuu uuu uuu” – przyp. red.) oraz nudny tekst.
Utworami, które nieco uspokajają atmosferę na Utopii są: ciekawy Love Me or Leave Me, w którego tle słychać elektryczne brzmienia keyboardu i instrumentów smyczkowych, oraz Sugar – najnudniejsza propozycja z krążka. Utwór zapowiada się ciekawie, tworzy mroczną atmosferę, jednak już po dwóch minutach staje się monotonny i usypia. Do grona słabszych utworów zaliczyć można też płytki i banalny Here and Now, który broni się jednak świetną dubstepową wstawką pod koniec. Świetnym zakończeniem sześcio-utworowego krążka jest ballada Chemical. Chociaż podobnych kompozycji jest bez liku, za każdym razem wzruszają. Nie inaczej było i tym razem.
Najmocniejszą stroną Utopii są świetne, elektroniczne wstawki oraz ogólny klimat, jaki tworzy każda z sześciu propozycji. Wokalu Kerli również słucha się przyjemnie, jednak sam w sobie nie wyróżnia się niczym i brzmi typowo „klubowo”. Szkoda, że muzykę zabiła przewidywalność i monotonia, zwłaszcza w ostatnich utworach. Pozostaje mieć nadzieję, że drugi album studyjny będzie ciekawszy od zapowiadającej go EP-ki, który okazała się nieco nudna w porównaniu z (chociażby) debiutancką płytą.
