Miley Cyrus – Bangerz (2013), recenzja Zuzanny Janickiej

Jeszcze do niedawna na hasło Miley Cyrus przed oczami stawała mi odgrywana przez nią w disney’owskim serialu Hannah Montana. Cyrus paradująca w blond peruce szybko stała się idolką nastolatek pod każdą szerokością geograficzną, które dumnie przyznawały, że słuchają rocka. Mi osobiście utwory wykonywane przez serialową Hannah nigdy za bardzo się nie podobały. Co innego sam serial – oglądałam go z zaciekawieniem. Był odskocznią od szarej rzeczywistości. Jednak już wtedy zaczęłam się zastanawiać, jak rola Montany wpłynie na samą Miley. Dotąd stawiana była dziewczynom za wzór do naśladowania, dziś zapewne rodzice już nie chcą, by ich pociechy brały przykład z wokalistki.

Nie da się pozostać całe życie dzieckiem. Każdy dorasta i przechodzi w swoim życiu okres buntu. Nie inaczej było z Miley. Ma jednak tego pecha, że jej wejście w dorosłość obserwuje i komentuje cały świat. Po części ona sama dostarcza nam tematów do rozmów (występu z gali VMA 2013 przypominać chyba nie trzeba). Nie jest jednak pierwszą wokalistką, która dojrzewała na naszych oczach i miała dość wcielania się w postać grzecznej, ułożonej dziewczynki. Wystarczy przypomnieć wrzucającą do sieci swoje nagie zdjęcia Vanessę Hudgens; Rihannę, która miała opory pokazać w teledysku do Umbrella swoje ciało, co dziś nie stanowi dla niej żadnego problemu; czy Christinę Aguilerę, której szczery i mocny album Stripped mówi sam za siebie. Dziś komunikat nie jestem już dzieckiem w świat wysyła Miley. Czy po premierze jej nowej płyty Bangerz nadal kojarzona będzie z rolą Hannah?

Bangerz jest już czwartym studyjnym albumem Miley Cyrus. Ostatni, Can’t Be Tamed ukazał się przed trzema laty. Starsze kompozycje wokalistki zawierały sporo gitar. Sama Miley dobrze odnajdywała się w pop rockowej stylistyce. Na Can’t Be Tamed dodała do tego nieco elektroniki (Robot, Permanent December). Nie były to jednak eksperymenty udane. Ja osobiście cieplej wspominam ballady (Stay, Forgiveness and Love). Na Bangerz na próżno szukać gitar basowych czy perkusji. Postawiono na popowe piosenki, urozmaicone hip hopem, r&b czy nowoczesną elektroniką. Otrzymano album ciekawy, lekki i przystępny dla (prawie) wszystkich.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie piosenka otwierająca najnowszy krążek Miley. Nosi tytuł Adore You i należy do najspokojniejszych utworów wokalistki. Sądziłam, że już na wstępie Cyrus zapoda nam mocny, popowy czy nawet klubowy przebój, a ona wyskakuje z delikatną, romantyczną kompozycją. Adore You nie jest jedyną ballada na Bangerz. Znajdziemy tu również udany romans Miley z muzyką r&b w postaci niebanalnego, chwytającego za serce My Darlin’. Gościnnie w piosence pojawia się Future, co przypomina mi o wspólnym utworze tego rapera i Ciary Where You Go – podobnie bujającym i czarującym. Przedstawiać pewnie nie trzeba singla Wrecking Ball, w którym lekkie, dziewczęce zwrotki przeplatają się z emocjonalnym refrenem. A sama piosenka odznacza się nutką dramatyzmu. Mniej podoba mi się ballado podobne Maybe You’re Right.

Która z pozostałych piosenek zdobyła moje największe uznanie? Jest nią, bez dwóch zdań, 4×4. Wpada w ucho od razu! Zawiera w sobie wpływy muzyki country (jednak bardziej samym wykonaniem Miley niż melodią), co jest wspaniałym ukłonem w stronę rodzinnych stron. Muzycznie otrzymujemy mieszankę popu i hip hopu. Bardzo lubię też „FU” (ft. French Montana – zbieżność nazwisk przypadkowa) za połączenie hip hopu, elektroniki i orkiestrowych elementów. Świetnie wypadła sama Miley, które głos cudownie się w tej piosence rozwinął i nabrał wyrazu.

Ciekawa byłam, jak wypadła wspólna piosenka Cyrus i Britney Spears. Ex-księżniczka popu znana jest z tego, że niechętnie udziela się w utworach innych artystów. Dla Miley zrobiła jednak wyjątek i zaśpiewała (a nawet nieco zarapowała po swojemu) w SMS (Bangerz). Trzeba jednak postawić sobie pytanie, która wokalistka bardziej na tym duecie skorzystała. Ja osobiście przychylam się do odpowiedzi, że Britney. Miley jest obecnie na ustach wszystkich, budzi wielkie emocje. O Spears nieco już zapomniano.

Pomyłką jest dla mnie numer We Can’t Stop. Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tym utworem, zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie. Ceniłam to, że nie kapie z niego elektronika, tylko jest tanecznym, popowym kawałkiem. Niestety szybko doszło do tego, że nie mogłam We Can’t Stop wysłuchać do końca. Dziś sądzę, że to najgorsza piosenka na Bangerz. Charakteryzuje się strasznym wykonaniem (w innych utworach Cyrus brzmi dużo lepiej), pustym tekstem (la da di da di, we like to party) oraz muzyką, która zamiast rozbudzać i zachęcać do zabawy mnie usypia. Nie przepadam też za niczym nie wyróżniającym się Drive oraz electropopowym, nieco kiczowatym Someone Else.

Nie sądziłam, że nowy album Miley Cyrus zrobi na mnie pozytywne wrażenie. Wprawdzie słuchając Bangerz nadal w pamięci mam feralny występ na VMA 3013, ale coraz bardziej spychany jest on przez samą muzykę na dalszy plan. Miley ma szansę stać się amerykańską wokalistką pop numer 1. Niezłe kompozycje już ma. Teraz tylko musi popracować nad image’m, by ludzie na dźwięk jej nazwiska nie mówili: to ta co język ciągle wywala, ale podoba mi się jej nowy utwór.

miley cyrus bangerz

Czytaj również