Mariah Carey – Music Box (1993), recenzja Filipa Wiącka

Jak już wspominałem w poprzednim artykule, Mariah Carey zanim zaczęła nagrywać zwykłe, nudne, popowe pioseneczki, była naprawdę świetną artystką. Do takich płyt jak debiutanckie Mariah Carey czy dalsze Daydream oraz Butterfly do dziś bardzo lubię wracać, a utwory Lookin’ In i Whenever You Call należą do moich ulubionych kompozycji wszech czasów. Album Music Box lubię nieco mniej. Ale i tak nie da się go nie lubić.

Płyta została wydana w 1993. Dwa lata po Emotions. Tam było przyjemnie i w dużej mierze skocznie, tanecznie, radośnie. Swego czasu żadna dyskoteka nie mogła się obyć bez Emotions, You’re So Cold czy Make It Happen. Music Box to już zupełnie inna bajka. Tu jest spokojniej, delikatniej. Gdzieniegdzie znajdzie się miejsce i na szybszy numer (Now That I Know, I’ve Been Thinking About You), jednak całość bardziej przypadła mi do gustu. Jedno się nie zmieniło – Mariah wciąż pokazuje, że jej pięciooktawowego wokalu mogą jej inni co najwyżej pozazdrościć.

Pierwszy (i prawdopodobnie największy) plus tego albumu to single. Ich dobór był po prostu doskonały. Prawdopodobnie kojarzycie cover utworu Without You. Choć to nie Mariah jest autorką tej piosenki, odnoszę wrażenie, że została stworzona właśnie dla niej. Idealnie pasuje do możliwości wokalnych Carey. Jest też zaśpiewana bardzo emocjonalnie. W ostatnim czasie od Without You wolę jednak Hero. To piękna ballada opowiadająca o miłości. Jest spokojna i powalająca. Przyjemnie słucha się także szybszego, utrzymanego w stylu r&b Dreamlover oraz subtelnego Never Forget You, które ma wyraźnie zarysowany refren. Jednak obie te piosenki bledną przy Anytime You Need a Friend. To cudowna ballada, której największym plusem jest chór gospel (tak, mam do niego słabość). Pięknie komponuje się z wokalem Carey.

Integralną i bardzo ważną częścią Music Box jest także utwór tytułowy. Kawałek delikatny, subtelny, wolny i… idealny. Naprawdę cudowny. Słuchając go, mam ciarki. Poza tym na krążku najbardziej wyróżniają się te szybsze piosenki. Oprócz Dreamlover mamy tu dwa taneczne numery. Now That I Know jest dyskotekowe, skoczne, radosne. Opis brzmi znajomo? Oczywiście, bo utwór brzmi, jakby był zaginioną piosenką z ery Emotions. Jednak i w klimat Music Box jakimś dziwnym trafem się wpisał. I’ve Been Thinking About You też jest taneczne, ale już nie tak przebojowe. Średnio mi się jednak podoba. Natomiast ballady takie jak Just to Hold You Once Again, All I’ve Ever Wanted oraz Everything Fades Away (bonus track) mogą się z początku zlewać i wydawać podobne do siebie. Jednak już po kilku przesłuchaniach znajdziemy różnice między nimi. Mnie się z nich najbardziej podoba ostatnie nagranie – Everything Fades Away. Po raz kolejny użyto w niej pięknego, gospelowego chóru.

Teksty Marii opowiadają głównie o miłości. Są proste, ale ładne i urocze. I co ważniejsze wokalistka nawet śpiewając rzeczy tak banalne jak:

Won’t you please come around 'Cause I wanna share forever with you baby

PL: Bądź proszę blisko mnie Bo chcę być z tobą, kochanie, już na zawsze

Brzmi niesamowicie autentycznie. To też mi się na Music Box podoba – nie słuchać tu ani trochę fałszu. Jest to album prosty, delikatny, balladowy. Taki jaki Mariah chciała nagrać. Niektórzy mogą się zanudzić, ale ja ten krążek uwielbiam. Stawiam go co prawda niżej niż Mariah Carey, Daydream czy Butterfly, ale takie utwory jak Hero, Music Box oraz Anytime You Need a Friend kochać będę chyba już zawsze.

Czytaj również