Kiedy w polskiej edycji X-Factora zespoły nie mają wielkich szans i zazwyczaj żegnają się z programem w pierwszych odcinkach, tak w Wielkiej Brytanii cieszą się dużym zainteresowaniem widzów. Nie trzeba chyba przypominać, jaką histerię na świecie wywołało pojawienie się boysbandu One Direction. Ale nie o chłopcach dzisiaj. Bohaterem dzisiejszej recenzji jest girlsband Little Mix, który wygrał ósmą edycję show. Tworzą go cztery dziewczyny: Perrie Edwards, Jesy Nelson, Leigh-Anne Pinnock oraz Jade Thirlwall.
Co ciekawe, na castingi przyszły osobno. Połączono je jednak w zespół, co sprawiło, że zaczęły być nazywane żeńskim odpowiednikiem One Direction. Kto jednak po tych słowach przestraszył się muzyki Little Mix śpieszę donieść, że są dużo lepsze od brytyjskiego boysbandu. Debiutancki album DNA swoją premierę miał w listopadzie ubiegłego roku. W Polsce pojawił się jednak dopiero po kilku miesiącach. Lepiej późno niż wcale.
Nad DNA pracowało wielu producentów, których zadaniem było nadać płycie kształt i sprawić, że osiągnie sukces. Dziewczynom pomagał team producencki TMS (Read All About It Professor Green ft. Emeli Sande), Steve Mac (A Moment Like This Kelly Clarkson), Biffco (In My Arms Kylie Minogue) oraz Tim Powell (Round Round Sugababes). Piosenki, które stworzyli dla Little Mix sprawiły, że o girlsbandzie zrobiło się głośno na całym świecie i dziewczyny zajęły miejsce obok popularnych brytyjskich zespołów takich jak Spice Girls, Girls Aloud czy Sugababes.
Zaczyna się wspaniale. Utwór Wings to niesamowicie chwytliwa kompozycja, która tylko rozbudziła moją ciekawość co do tego, jak prezentują się inne piosenki na krążku. Odznacza się szybkim rytmem, udanym wykonaniem oraz tekstem, który jest największym atutem utworu. Porusza on temat wiary w siebie i swoje możliwości, mówi, by nie przejmować się opiniami innych. Takie piosenki są naprawdę potrzebne. Chociaż na DNA nie znalazłam utworu, który dorównałby Wings, nie jest to zły album.
Materiał na debiutanckiej płycie Little Mix możemy podzielić na dwie części. Z jednej strony mamy beztroskie, chwytliwe popowo-taneczne kompozycje. Z drugiej zaś ballady. Do pierwszej kategorii zaliczyć możemy chociażby nagranie tytułowe – DNA. Piosenka zaczyna się bardzo ciekawie – delikatnymi dźwiękami pozytywki. Ten sam motyw pojawia się również w końcówce utworu. Szkoda trochę, że dodano do tego numeru elektronikę i zrobiono z niego przebojowy, radiowy twór. Mogła wyjść z tego piękna, dream popowa kompozycja. Rhythm-and-bluesowe Stereo Soldier mogłoby znaleźć się na płycie Beyonce. We Are Who We Are czaruje spokojniejszymi zwrotkami, ale na ziemię sprowadza nieco chaotycznym i kiczowatym refrenem. Dużo lepsze jest Red Planet (czy też wychwytujecie indyjskie motywy?) z gościnnym udziałem T-Boz, członkini zespołu TLC. Nie przekonuje mnie natomiast Madhouse, gdzie elektronika została zestawiona z tajemniczymi, ciekawymi odgłosami. Wymienione wcześniej piosenki przebojowości mogą pozazdrościć wciągającemu How Ya Doin’?, będącym mieszanką popu i r&b. Piosenka ta brzmi jakby nagrana została na początku XXI wieku. Wrażenie to potęguje obecność Missy Elliott w remixie utworu.
http://www.youtube.com/watch?v=y_nHKp76e3I
Spokojnych piosenek na DNA wcale nie jest tak mało, jak niektórzy pewnie myśleli. Średnio podoba mi się Change Your Life, gdzie mocny refren został zestawiony ze zwrotkami, w których dziewczyny raz mówią, a raz śpiewają. Always Be Together przywodzi mi na myśl ballady nagrywane przez Britney Spears na początku kariery. Z tą różnicą, że członkinie Little Mix mają lepsze głosy. Lubię Pretend It’s OK, w którym dziewczyny pokazały, że nie przez przypadek wygrały X-Factora. Jeśli ktoś ma ochotę na prostą balladę bez różnych udziwnień, polecam zagrane na pianinie, emocjonalne Turn Your Face. Ostatnim spokojniejszym kawałkiem, który proponuje nam girlsband, jest odznaczające się latynoskimi elementami oraz rapowaną końcówką Going Nowhere.
Przyznam, że po DNA sięgałam pełna obaw. Już jeden zespół sklecony na potrzeby talent show mnie irytuje. Cieszę się jednak, że sięgnęłam po debiut Little Mix. Nie jest to może do końca moja muzyka, ale czasem i ja mam ochotę się wyluzować i odłożyć ambitniejsze dźwięki na bok. Podoba mi się to, że dziewczyny z girlsbandu faktycznie potrafią śpiewać. Przydatna umiejętność. Piosenki z DNA nie są jakieś odkrywcze, podobne każdy z nas słyszał pewnie nie raz. Nie sposób jednak odmówić im przebojowości. Warto posłuchać. Chociaż raz, bo dziewczyny muzykę mają po prostu w swoim DNA.

