Everybody, come on dance and sing (PL: Wszyscy razem tańczcie i śpiewajcie) – takie słowa padają w jednej z najbardziej znanych piosenek Madonny. I chociaż dzisiejszej Królowej popu rozbujać cały świat udało się dopiero za sprawą takich utworów jak Like a Virgin czy Material Girl, nikt nie wątpi, że to właśnie wydany dokładnie trzydzieści lat temu album Madonna był krokiem milowym w muzyce pop.
Niezbyt ładna i nie posiadająca takiego głosu jak Aretha Franklin czy Diana Ross wokalistka mogła skończyć karierę tak szybko jak ją zaczęła. Tą wokalistką była jednak Madonna, która wykorzystała swoją szansę i stała się ikoną popkultury.
Na Madonnie znajdziemy jedynie osiem utworów. Ich liczba jest jednak idealna. Nie za dużo, nie za mało. Po prostu w sam raz. Tym bardziej, że piosenki do krótkich nie należą. Ponad połowa z nich trwa ponad cztery minuty. Dwie kompozycje przekraczają nawet sześć. W sumie daje nam to czterdzieści minut dobrej, popowej muzyki z tanecznym posmakiem. I chociaż sięgając po raz pierwszy po Madonnę można przeżyć mały szok (na przestrzeni lat głos Madonny uległ małej zmianie a same piosenki stały się dojrzalsze albo po prostu ciekawsze – nie wierzycie? Sięgnijcie w takim razie po Something to Remember), jest to, moim zdaniem, pozycja obowiązkowa dla każdego fana przyjemnej, choć niekoniecznie ambitnej, muzyki.
Album otwiera piosenka Lucky Star. Na początku strasznie mi się nie podobała. Głównie przez wokal Madonny – słodki, trochę nawet dziecinny. Jednak dzisiaj dużo bardziej wolę ją w takim stylu, niż podrasowaną elektroniką. Sama piosenka jest bardzo chwytliwa. Nie sposób zapomnieć refrenu, gdzie Madonna śpiewa:
Starlight, starbright first star I see tonight (PL: Gwiazda świeci, gwiazda promienieje, pierwsza, którą widzę tej nocy).
Jedyne, co mogłabym zarzucić temu utworowi to to, że jest dość wolny. Aż chciałoby się szybszego rytmu, który bardziej nadawałby się do tańca. Spokojniej jest również w Borderline – niesamowicie uroczym numerze. Świetnym urozmaiceniem tego kawałka jest chórek, który Madonny ani nie zagłusza, ani nie odwraca od niej uwagi. Osoby spragnione bardziej przebojowych dźwięków na pewno usatysfakcjonuje Burning Up. Ja sama uważam ten chwytliwy numer za najlepszy na Madonnie. Uwielbiam w nim wokal artystki (brzmi mocniej, bardziej zdecydowanie, nie tak słodko) oraz muzykę. Piosenka na najwyższym popowym poziomie.
https://www.youtube.com/watch?v=6h-g7748vdw
I Know It wydaje mi się być najelegantszą (może nawet musicalową?) kompozycją na debiucie. Holiday zna każdy. To bardzo pozytywny, błogi i pełen słońca utwór, charakteryzujący się wakacyjnym klimatem. Nie sposób go nie lubić. W końcu każdy z nas mógłby podpisać się pod słowami
We need a holiday (PL: Potrzebujemy wakacji).
Think of Me to kolejna przyjemna, popowa propozycja od Madonny. Ma jednak jedną wadę – trwa zbyt długo. 3 minuty spokojnie by wystarczyły. Podoba mi się w nim jednak solówka na saksofonie. Physical Attraction jest kompozycją, która w przeciwieństwie do innych z Madonny, nie zapada tak szybko w pamięć. Wyróżnia się jednak tekstem o pożądaniu i fragmentem, gdzie Madonna nie śpiewa, ale mówi. Sprawia to, że piosenka ta pasowałaby nawet na album Erotica. Ostatni utwór na debiutanckiej płycie wokalistki to Everybody. Co mogę o tym numerze napisać – niezwykle przebojowy, taneczny. Dajmy się porwać muzyce i (jak nawołuje sama Madonna) tańczmy oraz śpiewajmy.
Debiut Madonny docenia się po czasie. Może i dzisiaj taka muzyka wydaje się być kiczowata, ale warto przymknąć na to oko. To wspaniały reprezentant lat 80. Madonna to album prosty, popowy, ale bardzo ciekawy i przyjemny. W piosenkach nie ma elektronicznych udziwnień, jest po prostu prawdziwa muzyka. Dzisiaj takich płyt już się niestety nie nagrywa.
