4 stycznia Stan Zapalny wydał swoją drugą EP-kę w swojej muzycznej karierze. Jest to również prezent urodzinowy artysty, który w dniu premiery skończył 18. lat. Z okazji wydania kolejnego muzycznego projektu miałam okazję spotkać się ze Stanem Zapalnym po koncercie Jamesa Arthura w Warszawie, którego Stan jest ogromnym fanem. Była to też idealna okazja, aby wymienić się odczuciami. Jednak nasza rozmowa opierała się na EP-ce Moje momenty, odczuciach po skończeniu pełnoletności, a także zbliżających się projektach, jakie Stan Zapalny szykuje w najbliższej przyszłości.
Julia Maciąg: Jesteśmy właśnie świeżo po koncercie Jamesa Arthura. Z racji, iż James jest Twoim idolem, to jak się czujesz i jak postrzegasz ten koncert?
Stan Zapalny: Koncert naprawdę bardzo mi się podobał! Przedostałem się nawet pod same barierki z moim wielkim banerem „Can I sing with you?”. Wydaje mi się, że James go widział, ale niestety nie zaprosił mnie na scenę ;)
JM: Jeśli Cię to pocieszy to ja widziałam dziewczyny, które też miały podobny baner i je też nie zaprosił.
SZ: Tak? Ja widziałem sporo banerów z napisem „James we won’t let you go”. Ja miałem nieco inny, bo z zapytaniem o wspólne wykonanie piosenki. Byłem taki dumny, że mam przewagę nad resztą *śmiech*. Ale niestety tym razem się nie udało.
JM: Szkoda. Mimo wszystko fajnie, że byłeś na koncercie swojego idola.
SZ: Zdecydowanie! Było świetnie! James ma cudowne piosenki.
JM: Dobra, ale już wracając do głównego tematu, czyli do Twojej EP-ki. Wydałeś ją miesiąc temu i powiedziałeś, że to są takie Twoje utwory z podróży. Właściwie jakich podróży?
SZ: EP-ka opowiada kilka historii, które wydarzyły się w moim życiu w ubiegłym roku. Każda piosenka to inna opowieść, która dzieje się w konkretnym kraju. Starałem się stworzyć utwory w taki sposób, żeby nie brzmiały zbyt banalnie, np: „A idę sobie ulicami Paryża, ale fajny jest ten Paryż”.
JM: Data wydania nie jest też przypadkowa, bo to były Twoje osiemnaste urodziny. Co przez te osiemnaście lat wyniosłeś ze swojego życia?
SZ: Dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak podatki i PIT *śmiech*. A tak na serio to wreszcie mogę zrobić prawo jazdy (jestem w trakcie). Jeszcze nie wykorzystałem dowodu, żeby zakupić alkohol *śmiech*, ale chciałem koleżance ostatnio kupić energetyka (nie zachęcam do picia!). Nie mam jeszcze nawyku noszenia dowodu przy sobie, więc pani mi go po prostu nie sprzedała.
Poza tym, teraz mogę podejmować samodzielnie różnego rodzaju decyzje, ale i brać za nie całą odpowiedzialność. Oprócz tego chciałbym pójść do pracy. Może aplikuję na stanowisko kelnera? Nowa przygoda *śmiech*.
JM: No faktycznie nowa przygoda *śmiech*. Zanim wydałeś Moje momenty to pojawiały się pojedyncze single, które na tej EP-ce się nie znajdują. Dlaczego?
SZ: Na początku miałem pomysł, żeby z tą EP-ką zrobić tak, jak z pierwszym mini-albumem „Moje Ego” – żeby pojawiły się na niej wszystkie piosenki, które wydałem od poprzedniego albumu. Kiedy wróciłem z moich podróży okazało się, że EP-ka musiałaby mieć ponad 20 piosenek, czyli byłaby długogrającym krążkiem. „Moimi momentami” chciałem opowiedzieć o ostatnim roku mojego życia, który był niezwykle intensywny i emocjonujący. Niepełnoletni wtedy jeszcze ja, przeżyłem mnóstwo pięknych przygód, poznałem wiele osób… Doświadczyłem całej palety emocji i bardzo zależało mi na tym, żeby to wszystko przekazać za pomocą muzyki i zamknąć w tej krótkiej formie.
JM: Ja uważam, że na tej EP-ce fajnie by się wpasował singiel Bożole. Też ma taki francuski klimat.
SZ: Jak najbardziej. Piosenka była na mojej liście, jak jeszcze kilka innych, w tym m.in. „Jak mam się pożegnać”, ale finalnie wybrałem inne utwory.
JM: Jak już wspomniałeś o tej piosence to z kim chcesz się pożegnać?
SZ: Pisząc tę piosenkę, żegnałem się akurat ze swoją przygodą we Francji. Z moją szkołą i ze znajomymi, z którymi spędziłem aż pół roku. W tym czasie „zniknęło” teżkilka osób z mojego bliskiego otoczenia. Sam nie wiedziałem, jak się z nimi wszystkimi pożegnać i najprościej było mi to wyrazić w formie muzyki.
A propos tej piosenki i wyjazdów, to usłyszałem kiedyś, że najlepszych przyjaciół poznaje się właśnie w podróży. Coś w tym jest! Poleciałem na kilkudniową przygodę z dwójką przyjaciół do Paryża i tam poznaliśmy kolejnych super ludzi, z którymi mamy świetny kontakt do dziś. Tak powstał z kolei utwór na ten właśnie temat *śmiech*.
JM: Czy to jest piosenka Zbieram mile?
SZ: Nie, ta piosenka jeszcze oficjalnie się nigdzie nie pojawiła. Choć namiastkę jej można usłyszeć w numerze „Tajemny Rytuał”, który jest właśnie nawiązaniem do tamtego wyjazdu. Pisząc „Zbieram mile” towarzyszyły mi podobne emocje. Mogę zdradzić, że po tej wyprawie, trzeciego dnia, wyszedłem z walizką i już nie wróciłem…
JM: O rety. Wracając do Tajemny rytuał. Mam wrażenie, że to jest taki lekko sensualny utwór. I jak sama nazwa wskazuje ma tajemniczy tytuł. Skąd ta tajemniczość i co to za tajemny rytuał?
SZ: Jest to opis mojej podróży do Francji, a zwłaszcza Paryża. To właśnie w nim wydarzyła się historia, która zainspirowała mnie do napisania tej piosenki. Tam też moje osobiste przeżycia nabrały nowego wymiaru. Uwielbiam to miasto, ale przyznam, że doświadczyłem w nim wielu różnorodnych emocji, często bardzo skrajnych. Paryż był dla mnie miejscem, w którym rozpoczęła się i zakończyła pewna historia, a „Tajemny Rytuał” to swojego rodzaju hołd dla tych doświadczeń. Mam nadzieję, że znajdziecie w utworze coś, co poruszy Wasze serca, tak jak poruszyło i wciąż porusza moje.
Słusznie niektórzy mogą usłyszeć inspirację twórczością Rag’n’Bone, ale też Coldplay’a czy David’a Kushner’a.
JM: Taki charakter podróżniczy ma najbardziej Zbieram mile, które źle obstawiłam *śmiech*. Ma ona odniesienie do linii lotniczej Air France, różnych turbulencji i dla mnie oddaje ten klimat.
SZ: O, dziękuję! W mojej głowie pojawił się pomysł, żeby napisać piosenkę o której, kiedy wsiądę do samolotu, pomyślę sobie: „lecę!”. To utwór o miłości do podróżowania, ale też o przyjaźni na odległość. Chciałem pokazać, jak ważne są dla mnie relacje, nawet gdy dzielą nas setki czy tysiące kilometrów. Tę piosenkę osadziłem w Nowym Jorku – jego zgiełk, energia i różnorodność, idealnie odzwierciedlają znajomości na odległość i tęsknotę za bliskimi, którzy są daleko.
Mogę zdradzić, że po wydaniu EP-ki poleciałem do Malagi i w drodze włączyłem sobie ten numer. To niesamowite uczucie, kiedy piosenka jest już w streamie i mogę ją sobie odtworzyć podczas jednej ze swoich ulubionych aktywności. Niewydane jeszcze numery też są fajne *śmiech*, ale to zupełnie inne uczucie, kiedy słuchasz piosenek już bezpośrednio z platform streamingowych.
JM: My wrócimy do tych wydanych utworów. Masz taką piosenkę Jedno zadanie i o czym właściwie jest ten utwór?
SZ: „Jedno zadanie” porusza temat mojego powrotu do kraju po, wspominanej już, półrocznej nieobecności. Z jednej strony radość, bo w końcu spotkam się z rodziną, ale jednocześnie głębokie rozczarowanie, bo bliska dla mnie osoba, która miała na mnie czekać… nie zaczekała. Wiem, że z tej piosenki momentami wybrzmiewa mroczny nastrój, ale tylko w ten sposób mogłem wyrazić intensywność uczuć, które mną wtedy targały. Klimat utworu kojarzy mi się z podróżą do Londynu, w którym bardzo często pada deszcz i panuje półmrok – dokładnie tak, jak podczas jednego z moich pobytów.
JM: Ale Tylko na moment jest takim promyczkiem nadziei.
SZ: Zgadza się. Kiedy pisałem piosenkę „Tylko na moment”, moim największym pragnieniem była chwila spokoju i oderwania się od codziennego pośpiechu. Zatrzymania się w biegu i poświęcenia czasu na refleksję oraz cieszenie się tym, co tu i teraz.
Pasuje do włoskiego klimatu ze względu na swój nastrojowy i refleksyjny charakter, który idealnie oddaje atmosferę włoskich uliczek, kawiarni i malowniczych krajobrazów. Tam, ludzie, jak nigdzie indziej, potrafią celebrować życie i cieszyć się chwilą, co fajnie współgra z przesłaniem piosenki o czerpaniu radości z każdego momentu, niezależnie od codziennie towarzyszącego nam pośpiechu. Może dlatego jest moją najweselszą piosenką… przynajmniej tak mi się wydaje.
JM: A co powiesz o utworze Niedomyślny? Jesteś faktycznie tym niedomyślnym człowiekiem?
SZ: Wychodzi na to, że bardzo. A propos tego rodzaju sytuacji: dzisiaj stanąłem w kolejce na koncert o wiele za wcześnie i koleżanka, z którą byłem umówiony, była niezadowolona, że przyszedłem tam za szybko. Było to jak zwykle nieprzemyślane z mojej strony, ale przeprosiłem, chociaż nie widzę w tym bardzo mojej winy *śmiech*. Ale m.in. o takich chwilach jest ta piosenka.
JM: Będziesz występować w kwietniu w swoim rodzinnym mieście Poznaniu podczas Next Festa. Jak się czujesz z tym, że możesz się swoim rodakom z miasta zaprezentować na takiej dużej scenie muzycznej?
SZ: Jestem tym bardzo podekscytowany. Nie ukrywam, że rok temu, kiedy obserwowałem całość wydarzenia jakodelegat, wyobrażałem sobie siebie na którejś ze scen. A w tym roku wyszedłem na miasto i nagle zobaczyłem billboard „Next Fest Stan Zapalny”. To było takie super uczucie. Nie mogę się już doczekać! Będzie tylu utalentowanych artystów, których chciałbym zobaczyć na żywo. Wiadomo – na swój koncert też czekam *śmiech*, bo kocham występować na scenie, ale fajnie jest też zobaczyć kolegów z branży, poznać się z nowymi osobami. Kto wie, może nawiązać jakąś muzyczną współpracę *śmiech*.
JM: Masz w planach coś więcej czy Next Fest jest takim pewniakiem?
SZ: Jest pewniakiem, o którym mogę mówić *śmiech*. Na razie więcej nie zdradzam.
JM: W takim razie powodzenia w Poznaniu i dzięki bardzo za rozmowę.