Kim Petras obecnie przeżywa swoje 5 minut sławy, które wykorzystuje w stu procentach. Zwieńczeniem tego jest „debiutancki” album Niemki, na który fani musieli czekać dosyć długo. Po odrzuceniu Problematique (Kim zapowiedziała, że światło dzienne ujrzy w 2024 roku), który promowało między innymi Future Stars Now, czy Coconuts, wokalistka musiała stworzyć swój debiut w Republic Records na nowo. Na ten moment posiada trzy mixtape’y TURN OFF THE LIGHTS VOL.1, Clarity, TURN OFF THE LIGHTS oraz EPkę Slut Pop, która także odbiła się głośnym echem w zeszłym roku. Teraz dorobek Petras wzbogacił Feed The Beast. Album sam w sobie ma świetne piosenki wpasujące się na niejedną klubową setlistę, choć razem tworzą jeden wielki bałagan.
Przesłuchując dyskografię Petras, można odnieść wrażenie, że wszystko w jej dorobku jest spójne i dopięte na ostatni guzik. Sama nawet śpiewa w uhoh, że wszystko, co wydaje, jest bangerem. Natomiast Feed The Beast jest zlepkiem przypadkowych piosenek, które mają stworzyć poważny projekt muzyczny, jakim jest debiutancki album. Pierwszy raz mam wrażenie, że mimo większości dobrych pozycji, album nie jest zgrany ze sobą. Jak bardzo lubię Castle In The Sky, tak nie rozumiem, dlaczego Kim wolała umieścić tę piosenkę na tym albumie. Odnoszę wrażenie, że jest na Feed The Beast zbyt chaotyczną pozycją. Oczywiście się wyróżnia na tle innych, ale nie pasuje mi tutaj kompletnie.
Podobne wrażenie mam z brrr. Swoją drogą jest to swego rodzaju hołd dla SOPHIE i jak dla mnie Kim to wykonała rewelacyjnie. Nawet należy do grona moich ulubionych piosenek Kim, ale ze względu na to, iż jest na końcu i jest dosyć powolną hyper popową piosenką pełni rolę takiego odmóżdżacza, a mam wrażenie, że nie takie było zadanie. Zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się jako utwór otwierający. Jednak najbardziej będzie mnie bawić przejście z melancholijnego hyper popowego Minute do hymnu gloryfikujący w żartobliwy sposób Coconuts. Lepszym wyborem byłoby umieszczenie na to miejsce If Jesus Was A Rockstar, który nie znalazł się ostatecznie na debiucie.
Na Feed The Beast znalazły się także utwory z niewydanego Problematique, którym Petras dała drugie życie. Revelation na tym albumie jest jedną z najmocniejszych pozycji, a Hit It From The Back, pomimo swojej skróconej wersji, dalej porywa do tańca, ale cięcia w oryginalnej wersji są słyszalne dla osoby, która słyszała utwór w całości. Petras broni się tutaj rytmicznym Claws, co w pewnym sensie wypełnia ten niedosyt, ale dalej ma się odczucie, że chce się jeszcze więcej. Ostatecznie i tak najlepiej tę pustkę wypełniłaby pełna wersja Hit It From The Back lub posłuchanie alternatywy dobrze zmiksowanych piosenek podczas imprezy w klubie (o ile by do takiego miksu doszło, co by mnie na pewno usatysfakcjonowało).
Warto wspomnieć, że debiut zawiera dwie mocne kolaboracje. Unholy raczej nie trzeba nikomu przedstawiać – ten utwór dostarczył ogromną promocję dla Niemki, a także liczne wyróżnienia. Jestem zdania, że lepiej piosenka wypada na Feed The Beast niż na Glorii Sama Smitha, ale nie jest także jakoś wysoko w moim osobistym rankingu. Lepszą kolaboracją zdecydowanie jest Alone z Nicki Minaj łączące w sobie klimat lat 90. dzięki samplowi Better Off Alone. Odświeżenie tego klasyka zdecydowanie dostarczy nutki nostalgii, a na pewno więcej tekstu. Na albumie znajduje się jeszcze BAIT z BANKS niewyróżniające się niczym szczególnym i na tle takich kolaboracji wypada po prostu blado.
Mam naprawdę mieszane uczucia co do tego albumu. Piosenki w większości są przepisem na dobrą imprezę, a nawet są fenomenalnymi radiówkami (King Of Hearts, Castle In The Sky). Jednak Kim nie spisała się z doborem utworów na Feed The Beast. Nie jest to projekt zrobiony estetyczny, dla mnie nie ma jakiejś głębi jak poprzednie mixtape’y niemieckiej artystki i nie zostałam usatysfakcjonowana. Mimo wszystko warto utworów posłuchać i wzbogacić playlistę kilka pozycji.


