Artysta wyjaśnił, dlaczego porzucił swoje plany dotyczące międzynarodowej kariery. Co stoi za tą decyzją?
Wyprzedane stadiony, diamentowe płyty, szereg nagród. Nieważne czy jest się fanem jego muzyki, trzeba przyznać, że Dawid Podsiadło osiągnął ogromny sukces. Wielu osobom zdaje się, że międzynarodowa kariera wręcz stoi przed nim otworem. Sam Dawid planował spróbować swoich sił na zagranicznej scenie muzycznej już w 2014 roku, kiedy przybrał pseudonim David Ross, zainspirowany postacią Rossa z serialu Przyjaciele.
Temat jednak szybko ucichł, ale wątek zagranicznej kariery artysty wielokrotnie powracał na przestrzeni lat. Tak stało się również w rozmowie dla Gazety Wyborczej z Jarkiem Szubrychtem, podczas której artysta wyznał, że ostatecznie zrezygnował ze swoich planów.
Marzenie o tym, żeby być „sławnym na cały świat”, było trochę na wyrost. Przesadziłem. Do promowania muzyki w skali globalnej potrzebna jest ogromna machina. Potrzebna jest historia i kontekst, który będzie możliwy do opowiedzenia gdzieś tam, muzyka, która odróżni się czymś od tej, którą tam mają. Dziś wiem, że to miks szczęścia i polityki. Wtedy myślałem, że skoro śpiewam po angielsku i nauczycielka chwaliła mój akcent, że skoro słucham muzyki stamtąd i nagrywam piosenki, które mi się z tamtą muzyką kojarzą, to wystarczy. Byłem naiwny, wierząc w ten swój disnejowski scenariusz
– wyjaśnia Dawid Podsiadło
W Trofeach Podsiadło śpiewa: „Anonimu smak poczuję, gdy za granicę zrobię drobny skok. Jakoś dziwnie tęskno wtedy mi kiedy przezroczysty stawiam krok”. W rozmowie również poruszył temat swojej rozpoznawalności oraz tego jakie konsekwencje ze sobą niesie.
Nie czuję już potrzeby, żeby być sławnym na cały świat, bo jestem sławny w jednym kraju i już to jest wystarczająco trudne. Przez jeden sezon byłoby super, ale prognozy wskazują, że jeszcze przez parę lat będę rozpoznawalny, a to już jest wyzwanie. Skupiam się więc na swoim podejściu do sławy. Pracuję nad tym, żeby wysyłać tylko dobrą energię, bo ludzie najczęściej zaczepiają mnie, żeby powiedzieć coś miłego. Zarazem muszę dbać o siebie i być asertywny, jeśli ktoś jest nachalny. Uświadomiłem sobie jednak, że ci ludzie spotkają w ciągu dnia tylko jednego Dawida, a ja spotkam kilka takich osób, które mnie rozpoznają. Chciałbym, żeby każda z nich dostała ode mnie przesłanie: „Żyj, bądź zdrowy i szczęśliwy. Jeżeli ci się nie podobam, to sorry, że przeszkadzam swoim pojawieniem się w pobliżu. Jeżeli natomiast się podobam, to bardzo mi miło i piona
– mówi Dawid
Co sądzicie o takiej decyzji? Czekaliście na międzynarodową karierę Dawida?


