Historia kariery niezwykle utalentowanej w moim mniemaniu Nataszy Urbańskiej jest gotowym materiałem na pracę doktorską, a może i nawet pełnometrażowy film, chociażby dokumentalny. Efektem jej najnowszych starań jest drugi studyjny album pod tytułem RAJD 44. Czy dzieło tej czterdziestoczteroletniej artystki jest godne uwagi współczesnych melomanów takich jak ja? Polemizowałbym.
Podobno to nieładnie wypominać wieku, jednak Natasza Urbańska wypłynęła na wody medialnej kariery kiedy miałem dokładnie dziewięć lat. Do tej pory pamiętam te dyskusje na szkolnych korytarzach o tym kto powinien wygrać program „Jak Oni Spiewają?” – Agnieszka Włodarczyk, czy właśnie Natasza. Nie można też zapominać o jej dwóch eurowizyjnych próbach, które ostatecznie nie skończyły się jej wyjazdem do Helsinek (2007), czy Belgradu (2008), choć z pewnością zostały zapamiętane przez publiczność. A potem przyszedł czas niesławnego dziś Rolowania, który najwidoczniej tak źle się odbił na psychice Urbańskiej, że nie umieściła RAJDU 44 przy swoim debiutanckim albumie, czyli One. Wróćmy jednak do tego, co muzycznie Urbańska zrobiła 7 lat później…
RAJD 44 to album jak najbardziej poprawny – inspirowany aktualnymi trendami w muzyce oraz tym, czym poniekąd dała się nam już poznać, czyli ostrymi brzmieniami przywodzącymi na myśl Michaela, czy Janet Jackson. Jednak pomimo muzycznej spójności, zdaje się mi się, że album ten pozbawiony jest charakteru, bądź czegokolwiek, co by rzeczywiście mnie do niego artystycznie przyciągało. Na dobrą sprawę temu krążkowi niczego nie brakuje. Produkcja jest i to w zasadzie całkiem dobra, teksty co prawda mogłyby być lepsze, jednak w ostateczności nie są najgorsze, wokal Nataszy też w porządku, lecz brakuje tu opowieści.
Zdawałoby się, że RAJD 44 będzie poruszać temat tego kim jest dziś Natasza Urbańska jako dojrzała kobieta i bardzo doświadczona artystka. Może niekoniecznie artystycznie, ale jako osoba, której postać medialna ma tyle samo fanów, co wrogów, a to z pewnością jest świetnym źródłem inspiracji dla każdego artysty. Niestety, lirycznie tego nie dostałem, no może poza tytułowym utworem, gdzie można by było się tego doszukiwać. Natomiast cała reszta nie tworzy nic szczególnie inspirującego. Również czysto muzycznie, nie zaoferowano mi nic, czego bym już nie znał, bądź nie słyszał.
Kolejnym mankamentem dzieła Nataszy jest to, że pomimo RAJD 44 jest albumem skończonym, tak jest bardzo oszczędny w swoich dźwiękach, zdając się być doświadczeniem niepełnym. Tym bardziej to uczucie potęgują wydane na krążku remiksy przygotowanych przez zespół Kamp! oraz Dobrosława Jabłońskiego, gdzie być może piosenki te nie różnią się warstwą liryczną, czy wokalem samej Nataszy, jednak są o niebo ciekawsze od swoich pierwowzorów. Stąd też moje rozczarowanie, bo RAJD 44 mógłby być krążkiem zdecydowanie ciekawszym, do czego było potrzebne wyłącznie oko innych twórców.
Tym samym to, co najlepsze ten album mi zaoferował, to wspomniane już remiksy utworów Instynkt oraz Nieuchronne. Co do pozostałych propozycji, trudno wskazać na te, które się realnie udały, bo w zasadzie każdemu jestem wstanie coś zarzucić. Przykładowo, Psie Łzy mimo, że mają fajny tekst i fajnego gościa w postaci Macieja Maleńczuka, przegrywają jeśli chodzi o samą melodię. Z drugiej strony jest Ile, które i ma melodię, i pomysł, ale refren, gdzie słowo „ile” powtarzane jest w nieskończoność, po prostu mnie nuży i w ostatecznie odrzuca. Cała reszta jest absolutnie poprawnie przeciętna, co nie daje mi zbyt dużego pola do ich rozwlekłego zrecenzowania.
Pomimo ogromu sympatii dla Nataszy Urbańskiej, muszę przyznać, że jej drugi studyjny album ani nie zachwyca, ani szczególnie interesuje. RAJD 44 to kolejny poprawny krążek na polskim rynku, któremu w zasadzie nie brakuje dużo, aby być dobrym. Pomysły były, choć ich realizacja jest po prostu niewystarczająca, aby go szczerze polecić. Może doczekamy się „RAJDU 45” – lepszego, dynamiczniejszego i z większym czadem, czego sobie i Wam życzę.
- Data premiery: 26 11 2021
- Single: Nieuchronne, Ile, Psie łzy, Instynkt, Rajd 44
