Śmiertelny „Klub 27” – teorie spiskowe na temat śmierci wielkich gwiazd

„Klub 27” to nazwa, która niesie ze sobą bardzo ponure znaczenie. Jest to lista, która zawiera w sobie jedne z największych talentów jak Kurt Cobain, Jimi Hendrix, czy Amy Winehouse. Co ich łączy? Fakt, że każdy z nich zmarł, gdy mieli zaledwie 27 lat.

Samo pojęcie „klubu 27” powstało około lat 1969-1971, kiedy to świat stracił kilkoro artystów, którzy byli właśnie u szczytu swojej kariery; wszystkich w wieku 27 lat. Byli to Brian Jones, Jimi Hendrix, Janis Joplin i Jim Morrison. Jednak dopiero w roku 1994 ten termin został oficjalnie zatwierdzony. Stało się to po tym, jak zmarł frontman zespołu Nirvana – Kurt Cobain. Obecnie lista zawiera 80 nazwisk z całego świata. W tym artykule opowiem o największych artystach, którzy odeszli zbyt wcześnie.

Jest wiele teorii na temat tego klubu. Jedną z nich jest, że owe gwiazdy zawarły satanistyczny pakt i sprzedały swoje dusze za talent i sławę, a miały go spłacić w wieku 27 lat. Łączono tą teorię już z pierwszym „członkiem” tego klubu, czyli Robertem Johnsonem. Inna teoria mówi, że to wpływ planety Saturn, który można poczuć w wieku 27 lat. Ponoć Saturn powoduje, że niektórzy ludzie zaczynają zachowywać się „nierozważnie”, co kończy się śmiercią.

  • Robert Johnson

Robert był amerykańskim gitarzystą bluesowym, wokalistą i autorem piosenek. Gdyby brać pod uwagę pierwszą teorię, o której wspominałem wyżej, to jego historia wydaje się być dosyć fascynująca. W 1930 roku, Robert poszedł na występ muzyków bluesowych Sona House’a i Williego Browna. Podczas ich występu, chwycił za gitarę jednego z muzyków i zaczął grać na scenie własne utwory. Niestety, jego występ nie spodobał się widowni, która domagała się, by opuścił scenę. Robert miał wtedy 19 lat. Właściciele lokum, w którym odbywał się koncert, dosłownie wyrzucili go za próg. Po jakimś czasie, na koncercie tych samych artystów w innej miejscowości, Johnson znowu się pojawił, tylko tym razem ze swoją gitarą. House, gdy go zobaczył, zażartował, że pewnie przyszedł, by zamęczyć widownie na śmierć. Jednak, gdy Robert wszedł na scenę i zaczął grać, okazało się, że nauczył się wielu nowych technik. Grał na 7-strunowej gitarze, która była na tamte czasy rzadkością. To właśnie przed tym występem Johnson miał podpisać rzekomy pakt z diabłem. Szybko potem zaczął być rozpoznawalny. Niestety, chociaż jego kariera trwała zaledwie 6 lat, to jego utwory nagrywane były dopiero na rok przed jego śmiercią. Efektem tego, w swoim dorobku zostawił jedynie 29 piosenek. Po wielu latach, Eric Clapton nazwał go „najważniejszym gitarzystą bluesowym, jaki kiedykolwiek żył”. Jego teksty mówiły o alkoholu, kobietach, szatanie i śmierci. Co więcej, śmierć muzyka jest sama w sobie zagadką. Notka prasowa z 1938 roku mówi, że został on otruty przez męża jednej z jego kochanek, co potwierdzili także znajomi muzyka. Jednak właściciel plantacji, na której pracował Robert stwierdził, że przyczyną śmierci był syfilis, co później zostało napisane na jego akcie zgonu. Miejsce jego pochówku jest także nieznane do tej pory. Istnieją 3 teorie i 3 symboliczne nagrobki, ale nikt nie wie gdzie dokładnie znajduje się jego ciało.

  • Brian Jones

Brian był brytyjskim muzykiem i kompozytorem. Jest najbardziej znany z tego, że był pierwszym frontmanem i założycielem kultowego zespołu The Rolling Stones. W 1969 roku, muzyk został znaleziony martwy w swoim basenie. Wiadomości podawały, że artysta był pod wpływem alkoholu i narkotyków przez co potknął się i utopił w basenie. W 15-stą rocznicę śmierci artysty, jego córka stwierdziła, że nie wierzy, że był to nieszczęśliwy wypadek, a że ktoś go zamordował. W dzień jego śmierci, w jego posiadłości obecne były 3 osoby: jego dziewczyna Anna Wohlin, dziewczyna jego kierowcy Toma Keylocka, Janet Lawson i Frank Thorogood, który był robotnikiem modernizującym jego posiadłość. Brat Toma, który był policjantem wyznał mu później, że przyczyna śmierci w rzeczywistości nigdy nie została zbadana, a utonięcie pod wpływem alkoholu i narkotyków, było jedynie przykrywką maskującą zaniedbania policji, która nawaliła prowadząc śledztwo. Ponoć mieli trop dowodzący temu, że Frank mógł mieć swój udział w morderstwie, ale dostali nakaz „z góry”, by zaniechać tą sprawę. Podobno, Frank i Brian mieli pokłócić się o pieniądze. Inna teoria mówi, że do śmierci muzyka miał przyczynić się Tom Keylock. Kierowca wyznał w wywiadzie, rok przed swoją śmiercią, że był obecny w posiadłości artysty w ten fatalny dzień, chociaż wcześniej temu zaprzeczał. Były manager The Rolling Stones, Sam Cutler, stwierdził, że za sprawą śmierci Briana stoi właśnie Tom. Według szofera grupy, Frank Thorobood wyznał mu, 2 dni przed śmiercią, że to on zabił Briana. Manager zespołu jednak nie uwierzył z tę historię i stwierdził, że Tom wymusił na budowniczym, który był jego przyjacielem, to wyznanie. Sam wspominał dziwne zachowanie Toma po śmierci artysty. Ponoć chodził on do jego posiadłości i zabierał lub niszczył jego rzeczy. Zachowanie Toma i rzekome wyznanie Franka są dosyć podejrzane, ale raczej nigdy nie dowiemy się prawdy na temat śmierci Briana. Tom do tej pory wypiera się wszystkiego, co może jedynie wskazywać, że czuje się winny.

  • Jimi Hendrix

Chociaż kariera mainstreamowa Jimiego była krótka, bo trwała jedynie 4 lata, to jednak stał się on legendą dzięki swojej grze na gitarze elektrycznej. Był on także prekursorem roztrzaskiwania gitar na swoich koncertach, co robi obecnie wielu muzyków rockowych. Jego śmierć, jak w przypadku innych „członków” klubu 27, także jest owiana tajemnicą. W noc śmierci, w roku 1970, Jimi wraz ze soją dziewczyną Moniką Dannemann pili wino i palili haszysz. Następnie para udała się na imprezę organizowaną przez partnerów biznesowych Hendrixa, po czym wrócili do apartamentu Moniki około godziny 3 w nocy. Nad ranem muzyk już nie żył. Udusił się własnymi wymiotami po zażyciu zbyt dużej ilości leków nasennych. Tak wynika z raportu autopsji, która wskazuje, że muzyk mógł popełnić samobójstwo, lub był to nieszczęśliwy wypadek. Para pokłóciła się na imprezie, ponieważ Monika nie odstępywała Jimiego na krok. Muzyk był tym mocno poirytowany, jednak udało im się pogodzić. Muzyk cierpiał na przepracowanie i bezsenność w tamtym czasie i gdy wrócili do apartamentu Moniki ,poprosił ją o jej lek nasenny. Dziewczyna odmówiła, po czym sama go zażyła. Jeden z gości imprezy twierdzi, że widział Hendrixa zażywającego amfetaminę, przez co mógł potem być mocno pobudzony. Dziewczyna twierdzi, że gdy wstała 4 godziny później, Jimi spał i nic nie wskazywało, by działo się z nim coś niedobrego. Wyszła z apartamentu, by kupić papierosy, lecz gdy wróciła, Jimi był nieprzytomny, więc zadzwoniła po karetkę. Gdy ratownicy dotarli do pokoju, Jimi już nie żył, a Monika zniknęła. Ponoć ratownicy zastali otwarte na oścież drzwi, a muzyk był pokryty wymiocinami. Stwierdzili, że artysta nie żył już od jakiegoś czasu, co jest dosyć zadziwiające, ponieważ gdy Monika wzywała karetkę, ponoć jeszcze żył. Lekarz twierdzi, że gdy zastali Jimiego, był on zimny i niebieski. Nie miał pulsu, a jego serce nie biło. Monika później stwierdziła, że brakuje w jej lekach 8 tabletek nasennych, co byłoby 18-krotnością zalecanej dawki. Co bardziej zaskakujące, człowiek, który dokonywał autopsji stwierdził, że Hendrix umarł poprzez utopienie się w winie, a nie wymiotach, podczas gdy w jego krwi było mało alkoholu. Ponoć z jego brzucha i płuc wylewało się czerwone wino. Niektórzy wierzą, że za jego śmiercią stoi jego manager Michael Jeffery. 2 lata przed śmiercią, jego manager ubezpieczył go tak, że po ewentualnym zgonie, miał on dostać pieniądze z polisy po muzyku. Przełom w sprawie Hendrixa nastąpił dopiero w 2009 roku. James „Tappy” Wright, który był członkiem ekipy wielu artystów, w tym Hendrixa, napisał książkę o swoim życiu, w której wyznał, że Michael Jeffery przyznał się do zabójstwa. Nie wiadomo na ile te słowa są prawdą, ale wiadomo, że manager Jimiego zgarnął 2 miliony dolarów po jego śmierci. Podobno Jeffery powiedział Tappiemu:

Musiałem to zrobić. Chyba mnie rozumiesz. Wiesz o czym mówię. Byłem tamtej nocy w Londynie, gdy Jimi zmarł, ze swoimi starymi kumplami. Poszliśmy do pokoju hotelowego Moniki i nafaszerowaliśmy jego buzię tabletkami. Póżniej wlaliśmy kilka butelek czerwonego wina do jego nosa. Musiałem to zrobić. Jimi był dla mnie warty o wiele więcej martwy. Ten skurwiel by mnie zwolnił i zostałbym z niczym.

Niestety, Michael zmarł 3 lata po Hendrixie, a jeden z ratowników, który próbował ocalić artystę w reakcji na książkę stwierdził, że to morderstwo jest możliwe.

  • Janis Joplin

Janis Joplin jest legendą. Wykonywała muzykę z pogranicza rocka, bluesa i soulu. Jest jedną z najpopularniejszych artystek rockowych. Co jest warte wspomnienia to fakt, że Janis zmarła 16 dni po Hendrixie. Niestety, Joplin była znana nie tylko ze względu na swoją muzykę, ale także za swoje umiłowanie do używek. Jej przyjaciółka Peggy Caserta wyznała póżniej, że często dzieliły się heroiną. W październiku 1970 roku, Paul Rothchild, producent Janis, zmartwił się, gdy ta nie pojawiła się na nagraniach. Jej ciało zostało odnalezione w pokoju hotelowym na podłodze przez jej przyjaciela i managera trasowego Johnego Cooke’a. Janis miała zażyć śmiertelną dawkę heroiny i alkoholu, zejść na dół do lobby hotelowego, by kupić papierosy, i wrócić do pokoju, gdzie zmarła. Jednak przyjaciółka artystki stwierdziła, że gdy weźmiesz taką dawkę heroiny, tażasz się na podłodze i nie ma takiej opcji, by być w stanie pójść kupić papierosy i wrócić do pokoju jak gdyby nigdy nic. Według jej przyjaciela Billa Grahama, Janis nie potrafiła poradzić sobie ze sławą.Gdy schodziła ze sceny, była bardzo bojaźliwa, przerażona i naiwna. W jej pokoju nie było narkotyków, ale był alkohol. Później wyszło na jaw, że jeden z jej znajomych usunął narkotyki z pokoju, by policja się o nich nie dowiedziała, ale później zdał sobie sprawę, że i tak wykryją je we krwi artystki, więc zwrócił narkotyk. Chociaż przedawkowanie było stwierdzone jako przyczyna śmierci Janis, jej przyjaciółka Peggy stwierdziła, że to nieprawda. Według niej, był to nieszczęśliwy wypadek. Twierdzi, że zahaczyła obcasem o dywan i upadła łamiąc sobie nos o stolik nocny, po czym utopiła się w swojej krwi. Ciało artystki zostało skremowane, a jej rodzina rozsypała prochy z samolotu nad Pacyfikiem. Na szczęście, podczas sesji nagraniowych została stworzona wystarczająca ilość piosenek, a ostatni, już pośmiertny, album Janis zatytułowany Pearl, pokrył się poczwórną platyną.

  • Jim Morrison

Jim był amerykańskim artystą i liderem grupy The Doors. Muzyk znany był z tego, że lubił spotykać się z kobietami, nadużywać alkoholu i narkotyków. Mówiąc o jego śmierci, można znaleźć bardzo dużo artykułów i wersji tego co się dokładnie wydarzyło. Morrison nie radził sobie ze sławą. W 1969 roku zostal skazany za pokazanie swoich genitaliów podczas koncertu na Florydzie. Po tych wydarzeniach, Jim, wraz ze swoją partnerką Pamelą Courson, przeprowadzili się do Paryża. Muzyk przybrał tam na wadze, rozkoszował się specerami ze swoją ukochaną i szykownymi przyjęciami. Kiedy wydawać się mogło, że Jim staje na prostą, wszystko zmieniło się w 1971 roku, kiedy to Pamela znalazła go martwego w wannie w ich mieszkaniu. Jego akt zgonu wskazuje na niewydolność serca. Co najbardziej szokujące w jego historii, po śmierci nie wykonano autopsji, więc przyczyna zgonu teoretycznie mogła być inna. Jim został pochowany jeszcze przed tym, jak opinia publiczna dowiedziała się o jego śmierci. Policja miała wiele pytań, ponieważ muzyk był młody i od razu podejrzewali narkotyki. Jednak Pamela wyznała, że tego dnia poszli jedynie na kolację, do kina, a potem słuchali muzyki w domu przed pójściem spać. Morrison ponoć źle się poczuł w środku nocy i poszedł wziąć gorącą kąpiel, gdy jego partnerka spała. Przez niewykonanie autopsji, wzięto tę wersję za oficjalną. 3 lata później Pamela zmarła przez przedawkowanie heroiny i wydawać się mogło, że zabrała ze sobą prawdę na temat śmierci ukochanego. Jednak istnieją też inne wersje tego co się wydarzyło. Dziennikarz Sam Bernett, który niegdyś był managerem w klubie Rock’n’Roll Circus w Paryżu, wyznał w 2007 roku, że Jim nie zmarł w wannie. Otóż twierdzi on, że artysta odszedł z klubowej toalecie. Jim i Pamela mieli często gościć w danym klubie. Ponoć tragicznego dnia, Bernett widział Morrisona z dwoma dilerami, przed tym jak poszedł do toalety. Kiedy zamknięty w środku artysta nie odpowiadał, manager klubu poprosił ochroniarza o wyważenie drzwi. Jim był już nieprzytomny. W klubie był lekarz, który stwierdził zgon. Jim miał być znaleziony na podłodze z pianą w nosie i niewielką ilością krwi. Lekarz stwierdził, że było to przedawkowanie heroiny. Sam nie był jedyną osobą, która potwierdziła tę wersję wydarzeń. Patrick Chauvel, który był barmanem, potwierdził wiele z tych rewelacji dodając, że pomagał nieść ciało po schodach. Dodał także, że owi dilerzy, którzy mieli sprzedać Morrisonowi heroinę, mówili, że tylko zemdlał, po czym wynieśli ciało artysty. Chciał wezwać karetkę, ale jego szef mu zabronił. Jego zdaniem wywieźli jego zwłoki i wrzucili do wanny, gdy Pamela spała. Inna teoria mówi, że Pamela i Jim wciągali heroinę. Jim ponoć bał się igieł i postanowili wciągnąć ją nosem, co poskutkowało śmiercią. Jeszcze inna teoria mówi, że artysta myślał, że wciąga kokainę, zamiast heroiny. Nie wiadomo też jak znalazł się on w wannie. Jedna teoria mówi, że Pamela widząc nieprzytownego ukochanego, włożyła go do gorącej wody mając nadzieję, że to go ocuci. Gdyby przeprowadzono wtedy autopsję, zapewne byłoby mniej pytań, a tymczasem fani artysty muszą żyć z tym, że nigdy nie poznają prawdy co dokładnie wydarzyło się tej feralnej nocy.

  • Kurt Cobain

Kurt był liderem amerykańskiej grupy Nirvana. Był u szczytu swojej kariery, miał żonę i dziecko, ale był także uzależniony od narkotyków. W 2003 roku znalazł sie na 12 miejscu listy najlepszych gitarzystów wszechczasów magazynu Billboard. Jak w wielu przypadkach zgonów z Klubu 27, jego śmierć także pozostaje zagadką. Jakiś czas przed feralnym dniem, Kurt byl we Włoszech, gdzie przedawkował środek nasenny Rohypnol i zmieszał go z szampanem. Muzyk zapadł w śpiączkę i prawie zmarł. Na szczęście udało się go odratować i wrócił on do domu w Seattle. Courtney Love, jego żona, twierdziła później, że była to jego pierwsza próba samobójcza. Niestety, nie oznaczało to końca jego problemów. Jakiś czas później policja została wezwana przez Love do ich posiadłości, ponieważ groził, że się zabije. Chociaż Cobain wspominał w wywiadach, że nie cierpi broni, policja skonfiskowała 4 pistolety w jego domu. Sam stwierdził, że nie chciał się zabić, a jedynie chował się przed Courtney. Jego rodzina i znajomi patrzyli jak artysta się stacza, jednak nikt nie był w stanie mu pomóc. Love zorganizowała interwencję, podczas której 10 osoób, w tym przyjaciele, kierownicy wytwórni płytowej, jak i ona sama próbowali namówić Kurta, by zaczął się leczyć. Chociaż zareagował gniewem i zaczął wyzywać wszystkich zebranych, pod koniec marca 1994 roku, w końcu postanowił pójść na odwyk. W placówce nie zauważono żadnych dziwnych zachowań, które wskazywałyby na depresję. Spędził tam 2 dni rozmawiając z terapeutami i bawiąc się ze swoją córką Frances. Po tych 2 dniach, Cobain wyszedł zapalić, wspiął się przez płot i uciekł z kliniki. Wsiadł do samolotu i poleciał spowrotem do Seattle. Na podkładzie siedział obok Duffa McKagana z Guns N’ Roses i chociaż nie pałał sympatią do tego zespołu, zdawał się być szczęśliwy z tego spotkania. McKagan wyznał potem, że można było wyczuć, że coś jest nie tak. Gdy doleciał do Seattle, ślad po nim zaginął. Widywano go w różnych miejscach w Seattle. Love zatrudniła detektywa, by znalazł jej męża. 7 kwietnia Nirvana odwołała koncert na Lollapaloozie, co jedynie utwierdziło fanów, że plotki o rozpadzie zespołu były prawdziwe. Następnego dnia, elektryk, który miał zainstalować alarm w domu Cobaina, odkrył jego zwłoki. Nie było na jego ciele żadnych widocznych obrażeń poza małą ilością krwi wydobywającej się z jego ucha. Obok jego ciała znajdował się list pożegnalny zaadresowany do zmyślonego przyjaciela Kurta z dzieciństwa o imieniu Boddah.

Jego treść brzmiała następująco:

DO BODDAH

Piszę do Ciebie językiem doświadczonego prostaka, który zdecydowanie wolałby być zniewieściałym, infantylnym, wiecznie niezadowolonym człowiekiem. Dlatego też powinieneś bez problemu zrozumieć ten list. Wszystkie ostrzeżenia ze strony punk rocka w ciągu tych wszystkich lat, od czasu gdy po raz pierwszy zaznajomiłem się z tą tak zwaną etyką, związaną z niezależnością i przyłączeniem się do społeczności, okazały się jak najbardziej prawdziwe. Już od zbyt dawna nie czuję ekscytacji płynącej ze słuchania i tworzenia muzyki. Od wielu lat towarzyszy mi poczucie winy, które trudno wyrazić słowami. Kiedy stoimy za sceną, gasną światła i w ciemności rozlega się wrzask tłumu, nie robi to na mnie takiego wrażenia jak na przykład na Freddiem Mercurym, który go kochał i rozkoszował się nim. To coś, co bezgranicznie podziwiam i czego zazdroszczę innym. Chodzi mi o to, że nie potrafię was oszukiwać. Nikogo z was. Nie byłoby to sprawiedliwe, ani w stosunku do was, ani wobec mnie samego. Najgorszą dla mnie zbrodnią byłoby oszukiwanie ludzi i udawanie, że doskonale się bawię i że sprawia mi to ogromną przyjemność. Czasami czuję, że powinienem przed wejściem na scenę włączać stoper. Próbowałem, naprawdę bardzo się starałem, by móc to docenić i naprawdę tak jest. Boże, uwierz mi, że tak naprawdę jest – ale to nie wystarcza. Doceniam fakt, że wywieraliśmy wpływ na mnóstwo osób i pozwalaliśmy się bawić wielu, wielu z nich. Jestem chyba jednak jednym z tych narcystycznych osób, które potrafią docenić wartość pewnych rzeczy tylko wtedy, gdy je stracą. Jestem zbyt wrażliwy. Muszę się naszprycować, by odzyskać entuzjazm, który odczuwałem jeszcze w dzieciństwie. W czasie naszych ostatnich trzech tras czułem się znacznie lepiej w towarzystwie wszystkich przyjaciół i fanów naszej muzyki, ale wciąż nie potrafię poradzić sobie z frustracją, poczuciem winy i empatią, którą odczuwam w stosunku do wszystkich ludzi- We wszystkich z nas drzemie dobro, a ja po prostu za bardzo kocham ludzi. Tak bardzo, że przez to odczuwam jeszcze większy smutek… jestem takim małym, smutnym, nie potrafiącym niczego docenić człowiekiem. Dlaczego nie potrafisz po prostu się z tego cieszyć? Nie wiem! Mam cudowną żonę, pełną ambicji i empatii… i córeczkę, która za bardzo przypomina mnie takiego, jakim kiedyś byłem. Pełna miłości i radości, całuje wszystkich, których poznaje, bo wszyscy są przecież dobrzy i nikt nie zrobi jej krzywdy. A to przeraża mnie tak bardzo, że niemal przestaję w ogóle funkcjonować. Nie mogę znieść myśli, że Frances może stać się kiedyś godnym pożałowania, dążącym do samodestrukcji death rockerem, jakim stałem się ja. Było mi dobrze, bardzo dobrze i jestem za to wdzięczny. Ale już w wieku siedmiu lat zacząłem odczuwać nienawiść w stosunku do ludzi… tylko dlatego, że tak łatwo przychodzi im okazywać innym empatię. Empatię! Chyba tylko dlatego, że kocham ludzi za bardzo i za bardzo ich żałuję. Dziękuję wam bardzo z głębi mojego płonącego, skręcającego się z bólu żołądka za wasze listy i troskę przejawianą w ciągu tych ostatnich lat. Jestem osobnikiem zbyt kapryśnym, zwariowanym i ulegającym nastrojom. Nie mam już w sobie ani krzty pasji, więc pamiętajcie – lepiej jest szybko wypalić się niż znikać powoli. Pokój, miłość, empatia.

Kurt Cobain

Frances i Courtney, zawsze będę z wami. Courtney, nie poddawaj się. Żyj dalej dla Frances dla jej życia, które będzie o wiele szczęśliwsze beze mnie… Kocham was, kocham was.

Koroner stwierdził potem, że Kurt popełnił samobójstwo 3 dni przed znalezieniem go. Zabarykadował się on w szklarni w swoim domu i pod wpływem narkotyków zastrzelił się bronią, którą załatwił mu znajomy. 10 kwietnia odbył się wielki pochód na cześć Kurta, w którym wzięło udział 7 tysięcy osób. Courtney czytała fragmenty listu pożegnalnego męża, a pod koniec rozdawała fanom jego ubrania.

Są jednak teorie, które mówią, że Cobain sam się nie zabił. Policja z Seatlle do tej pory dostaje conajmniej jedną prośbę tygodniowo, by wznowić śledzctwo. Najbardziej znaną teorią jest ta, że wszystko uknuła żona muzyka. Kurt podobno chciał się rozwieść z małżonką, która nie dostałaby po rozwodzie ani grosza. Ich związek był bardzo nieodpowiedni dla obu stron. Courtney akceptowała jego nałóg narkotykowy. Istnieje filmik, w którym mocno naszprycowany muzyk rozmawia z Courtney, która stoi za kamerą, żartując ze swojego nałogu, podczas kiedy obok niego stoi wiadro wymiocin. Według prawnika Cobaina, Kurt miał przygotowywać wniosek o rozwód i o usuniecie Courntey z testamentu. Jedynym powodem odwołania koncertu na Lollapolooza, który miał przynieść mu 9 milionów dolarów, była niechęć do Courtney, która wydałaby jego pieniądze. Co więcej, Love miała próbować wyplątać się z intercyzy. Mogła to zrobić jedynie przyłapując Kurta na zdradzie. Ponoć to był główny powód, dlaczego wynajęła detektywa, by odnalazł Kurta. Podejrzewała, że jest on ze swoją kochanką Kirsten Pfaff, która dziwnym zbiegiem okoliczności zmarła 2 miesiące później w podobnych okolicznościach. Gdy zdjęcia ze szklarni wyciekły do internetu, ludzie zaczęli jeszcze bardziej spekulować ponieważ ułożenie broni było niepokojące. Ludzie twierdzili, że gdyby sam się zastrzelił, to broń byłaby w innym miejscu. Nie było na niej także odcisków palców. Eldon Hoke, perkusista grupy The Mentors wyznał w 1997 roku, że Courtney miała mu zaoferować $50 000 za zamordowanie jej męża i upozorowanie samobójstwa. Mężczyzna przeszedł pozytywnie badanie wariografem zdobywając wynik 95% prawdomówności. Zbiegiem okoliczności, zmarł pod kołami pociągu 2 dni później. Film dokumentalny „Kto Zabił Kurta Cobaina?” z 2015 roku świetnie ukazuje jak Courney mieszała się w zeznaniach i jak wiele rzeczy, które mówiła nie miały sensu.

Pozostaje jeszcze kwestia budzącego wiele wątpliwości listu pożegnalnego artysty. Analiza grafologiczna potwierdziła, że Kurt był autorem pierwszej części listu, jednak słowa dopisane po podpisie niekoniecznie należą do niego. Wątpliwości budzi także miejsce, gdzie charakter pisma się zmienia. W pierwszej części napisanej przez muzyka nie ma słowa o samobójstwie. Dopiero w tej drugiej części artysta zdaje się żegnać przed śmiercią. Co więcej, tydzień po zgonie, w torebce Love znaleziono podobny papier, na którym ktoś eksperymentował z charakterem pisma. Ponadto, w całym liście Kurt zwracał się do żony i córki w trzeciej osobie, a ostatnie linijki skierowane są bezpośrednio do nich. Poza tym, w 1993 roku u Kurta stwierdzono skoliozę, która objawiała się uczuciem piekącego żołądka. Jednak artysta wyznał, że te dolegliwości całkowicie ustały, więc albo miał nawrót choroby, albo list został napisany wcześniej. Jest też bardzo możliwe, że list został napisany wcześniej, a pózniej pod wpływem narkotyków, Kurt postanowił dopisać ostatnie linijki, po czym się zabił, jednak jaka jest prawda, raczej nigdy się nie dowiemy.

  • Amy Winehouse

Ostatnim wielkim „nabytkiem”, jeżeli można to tak nazwać, klubu 27 jest brytyjska artystka Amy Winehouse. Jej życie w blasku reflektorów nie było bajeczne. Wprawdzie można się rozpisywać na temat jej życia, więc jeżeli chcielibyście przeczytać cały artykuł poświęcony jej życiorysowi, dajcie znać w komentarzach. Tutaj chciałbym skupić się jedynie na jej śmierci. Trudno uwierzyć, że w tym roku obchodziliśmy już 10 rocznicę tego smutnego wydarzenia. 23 lipca 2011 roku policja została wezwana do posiadłości Amy w Londynie i gdy przybyli na miejsce, artystka już nie żyła. Nie jest tajemnicą, że za życia, zmagała się ona z wieloma problemami, głównie z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu oraz zaburzeniami odżywiania. Ochroniarz Winehouse twierdził, że w dzień zgonu była ona w dobrym humorze. Podobno śpiewała i oglądała filmy do 2 w nocy. Niestety nad ranem, znalazł ją martwą w łóżku. Koroner stwierdził zatrucie alkoholowe. Brat artystki twierdzi jednak, że do jej śmierci znacznie przyczyniło się jej zaburzenie odżywiania, które nie było nigdy leczone. Twierdzi on, że gdyby nie owe zaburzenia, Amy nie byłaby tak narażona na zatrucie alkoholem. Jej życie, w odróżnieniu do pozostałych członków klubu 27,jest bardzo dobrze udokumentowane. Amy swego czasu była jak Britney Spears. Paparazzi wszędzie ją śledzili czekając aż się potknie. Jej problemy z narkotykami i alkoholem nigdy nie były tajemnicą, a kolorowe pisma wręcz wyśmiewały ją tworząc memy z mało korzystnymi zdjęciami. Przy martwej Amy znaleziono 2 duże i jedną małą butelkę po wódce. Wiele osób obwinia o jej śmierć jej ojca, który dostał wraz z żoną w spadku cały majątek Amy. Jednak największym problemem był niewątpliwie nieleczony nałóg. W tym przypadku, przyczyna śmierci nie zostawia wątpliwości i nie ma wielu teorii spiskowych na jej temat. Amy w dniu, kiedy odeszła, pobiła rekord Guinessa w liczbie utworów znajdujących się równocześnie na liście przebojów UK Charts z ośmioma pozycjami.

Śmierć wielkich gwiazd zazwyczaj owiana jest tajemnicą i istnieje wiele wątpliwości, jak i teorii z nimi związanych. Wywodzi się to z zaniedbań śledczych, potencjalnych prawdziwych spisków, które nie zostały nigdy oficjalnie potwierdzone, bądź od fanów, którzy nie potrafią pogodzić się ze śmiercią idola i snują teorie, by wytłumaczyć sobie ich śmierć. Czy Klub 27 to rzeczywiście jakaś klątwa? Wszelkie badania wykluczyły taką możliwość. Wpływ Saturna, czy pakty z diabłami raczej też brzmią malo przekonująco. Znaczna większość tych artystów nie radziła sobie ze światłem reflektorów. Media zniszczyły ich psychikę i doprowadziły ich do nałogów, które później kończyły się tragicznie. Miejmy nadzieję, że Klub 27 zostanie zamknięty i nie przyjmie do siebie już więcej członków.

Jeżeli chcielibyście poczytać więcej na temat życia gwiazd, teoriach spiskowych itd. piszcie swoje pomysły w komentarzach na facebooku :)

Autor

Share

Ostatnio opublikowane