Wielu zgodzi się z opinią, że Młody Matczak to jedna z najbardziej hajpowanych polskich płyt roku. Jeśli mielibyśmy policzyć rekordy, które pobiły pojedyncze single z albumu (takie jak Patoreakcja, której tekst zna chyba pół Polski), czy jeszcze przedpremierowo sam album, to nie starczyłoby nam palców u obu rąk. Czy płyta Maty, która zdobyła podwójną platynę jeszcze przed wydaniem, spełniła stawiane jej kolosalne oczekiwania? I czy w ogóle musi spełniać jakiekolwiek oczekiwania?
21 utworów i prawie godzina materiału, będącego tematycznym misz-maszem. Na Młodym Matczaku znajdziemy zarówno wakacje jak i love songi, ale prócz lekkich letniaków, niektóre kawałki poruszają też cięższe tematy. Na albumie nie zabrakło kilku gości – oprócz Quebonafide, z którego zwrotką w Papudze mogliśmy się już trochę oswoić, Mata pojawił się w studiu z White 2115, Taco Hemingwayem, Malikiem Montaną czy… Popkiem, który szczerze mówiąc, najbardziej zaskoczył mnie w tym zestawieniu. Ciekawie jest też pod względem producenckim, ale o tym zaraz.
Płytę otwiera Ikea (intro) – hymn wkraczających w samodzielne, dorosłe życie millenialsów i pokolenia Z. Każdy, kto przeprowadzał się z rodzinnego domu “na swoje”, nawet jeśli wcześniej nie mieszkał w willi, raczej polubi się z tym utworem. Mata zrywa z bananowym życiem i (o szok), musi sam zrobić pranie i zapłacić terminowo rachunki, bo przecież, cytując samego autora tych słów, „ile k*rwa można być bananem?”. Rozumiemy ból.
Kolejny numer, poprzedzony krótkim skitem, to jeden z moich ulubionych kawałków na MM. W Bloku Mata razem z całą ekipą Gombao 33 zaprasza nas na wakacyjną domówkę, która z pewnością, ku uciesze sąsiadów, robiona była we wtorek. Wiadomo, imprezy w środku tygodnia niekoniecznie mogą cieszyć pobliskich lokatorów, ale przecież każdy był kiedyś młody. Z drugiej strony, wtorkowe posiadówki mogą lekko kłócić się z odpowiedzialnym Matą z zeszłego kawałka, więc mamy tu mały dysonans.
Ciekawie wygląda też kawałek Nasza Klasa ale to DRILL, ze wspomnianym wcześniej Popkiem. Po zdaniu matury, dla wielu przychodzi czas na studia, na które czasem wyjeżdżamy bardzo daleko. Nie dziwi, że rozłąka ze znajomymi, którzy wyjechali studiować na zagranicznych uczelniach niekoniecznie podoba się Michałowi. Nawiązując do legendarnego już wersu bogini polskiego rapu Young Leosi, Mata “czeka aż znowu będą popijać browarki ze szklanki, w klubie z kolegą, na Mazowieckiеj”, a nie przez Zooma czy innego Discorda. Tutaj też, jak wspominałam wcześniej, robi się całkiem interesująco producencko. Za bit odpowiedzialny jest młody klakson, który słynie z wszelkich przeróbek polskich piosenek na drillowy styl. Jeśli nie wiecie czym jest drill, przychodzę z pomocą: generalnie, w naprawdę dużym skrócie, jest to podgatunek rapu o ciężkim trapowym brzmieniu i mocnym, często agresywnym tekście. Młody klakson w swoich przeróbkach puszcza oko do słuchaczy, bo remixując utwory Sanah czy Kombi, raczej ciężko mówić o ostrym, mrocznym tekście. Z resztą, po odsłuchaniu Naszej Klasy, klikając tutaj, polecam samemu sprawdzić, jak inaczej brzmią słowa “twe dłonie, jak konwalie na mej skroni tańcują już”, kiedy nagrane są pod ciężki, “uliczny” bit.
Mocną pozycją na płycie jest też Szmata, która wydana została kilka dni przed premierą albumu, jako ostatni singiel. Jeśli jeszcze nie słyszeliście tego utworu, koniecznie polecam odpalić go w duecie z odważnym teledyskiem, w którym jako Burdel Tata wystąpił znany z roli Jędruli w Rodzinie Zastępczej, Tomasz Dedek. Fajne jest to, że utwór ten doczekał się wielu różnych interpretacji. Jedni widzą w nim stosunek Maty do seksu i skupiają się na odwróceniu poniekąd stereotypowych ról, gdzie to kobieta jest uległa wobec mężczyzny. Michał nazywa siebie “męską szmatą” i prosi drugą stronę, aby zrobiła z nim co tylko chce. Inni natomiast (i ja raczej skłaniam się w ich stronę) traktują piosenkę jako opowieść o koszcie, który młody raper musiał ponieść, stając się człowiekiem o najbardziej rozpoznawalnej ksywie w kraju.
Zostając przy singlach, pomimo prawdopodobnego oburzenia wielu osób przyznać muszę, że nie zachwyciła mnie Papuga – wynika to głównie z faktu, że zdecydowanie nie należę do grona fanów Malika Montany. Plusem utworu, nawiązującego do ojca Maty, profesora Marcina Matczaka, jest natomiast zwrotka Quebonafide, a zwłaszcza jej ostatni wers, który zdarza mi się mimowolnie podśpiewywać w głowie. Zdecydowanie szybciej serce skradł mi Kiss Cam (podryw roku) – uroczy letni love song z przyjemnym gitarowym riffem i bitem zrobionym przez Pedro & Francisa, w którym Mata nieco nieśmiało, ale w bardzo ujmujący sposób wyznaje swoje uczucia. Aż ciężko uwierzyć, że posiadający miliony słuchaczy i setki fanek chłopak wstydzi zagadać się do dziewczyny.
Najbardziej wzruszający moment płyty to pośmiertny list, napisany do dziadka Michała, który zmarł podczas pandemii. Tytułowy 67-410 to kod pocztowy miasta Sława, czyli rodzinnej miejscowości dziadków Maty. Właśnie do tego miejsca i wspomnień z nim związanych wraca raper. Rozmowy o życiu w wielkim mieście, ciepło, bijące od jednej z najukochańszych osób dla dwudziestolatka, widmo śmierci, koncert pełen bólu i przeogromna, nieustająca miłość – o tym wszystkim usłyszycie w tym numerze nie tylko w warstwie lirycznej, ale też w pełnym emocji głosie Maty. “Mam kurtkę po Tobie, więc nic się nie stanie, gdy uśniesz / Mam uśmiech po Tobie”. Ciary.
Czy Młody Matczak mnie zachwycił? Muzycznie albumowi nie można nic zarzucić; bity na krążku, poza wcześniej wspomnianym młodym klaksonem, Francisem oraz Pedro, zrobili też m.in. Kubi (a umówmy się, on zawodzi rzadko) oraz pochodzący ze Szwajcarii duet Joskee, i wyszło im to świetnie. Tekstowo i tematycznie też jest różnorodnie, wybieramy się przecież w podróż przez ostatnie lata życia Maty, gdzie każdy poruszany przez niego problem ma dwie strony medalu – słyszymy o walce odpowiedzialności z beztroską czy niezobowiązującym szybkim seksie (posłuchajcie utworu Faka!) kłócącym się z Matą romantykiem. Rozumiem koncept, doceniam spójność, nie czuję zachwytu. Do utworów typu Szafir (mimo całej jego słodyczy), Kurtz (mimo… Taco) czy 15,2 (FREESTYLE) (mimo bardzo catchy follow-upu do Biblioteki Trap) już pewnie nie wrócę; ot piosenki do posłuchania dwa razy. Nie miałam wygórowanych oczekiwań, więc nie było czego spełniać, natomiast w sieci krąży wiele głosów o “płycie średniawce”. Na szczęście, Mata nie musi nic nikomu udowadniać, przeprowadzać wielkiej rewolucji w rap-grze czy zaspokajać wszystkich muzycznych fantazji milionowej publiki, bo bycie sobą wychodzi mu po prostu dobrze.
- Data premiery: 01 10 2021
- Single: Patoreakcja, Kisscam (podryw roku), Papuga, Skute bobo, Szmata, La la la (oh oh)
