Lato na Pradze trwa w najlepsze. Wakacyjne wydarzenie wypełnione jest koncertami najpopularniejszych i najgorętszych nazwisk polskiej sceny. Do tej pory warszawskiej publiczności zaprezentowali się: Krzysztof Zalewski, Mery Spolsky, Daria Zawiałow, Beata Kozidrak czy Sanah. Organizatorzy zaprosili także jeden z najważniejszych obecnie zespołów – Clock Machine. Miałam okazję spędzić wtorkowy wieczór z muzyką krakowskiej grupy i mogę tylko potwierdzić – ogień, to był po prostu ogień.
Pierwsze co od razu rzuciło się w oczy to ilość zgromadzonych osób. Koncert był prawie wyprzedany, a na kilka godzin przed występem zostało kilkanaście biletów. Mimo, iż byłam w tym roku na kilku sold out’ach na Pradze, to można było odnieść wrażenie, że na spotkanie z Clock Machine przyszły ogromne tłumy. Czemu jednak się dziwić? Zespół wystąpił ostatnio w Warszawie rok temu, dokładnie w tym samym miejscu, więc oczekiwanie na ich powrót rosło z każdym pandemicznym miesiącem. Clock Machine przyciągają swoim ogromnym talentem, Kuba Wojtas i Konrad Nikiel władający gitarami, Piotr Wykurz czarujący na perkusji i charyzmatyczny Igor Walaszek, o którym śmiało można mówić jako jednym z najlepszych głosów w Polsce.
Koncert rozpoczął się kilka minut po 20.00, zabierając publikę w półtoragodzinną muzyczną podróż z krakowskim zespołem. Budujące napięcie intro wprowadziło wszystkich w ten charakterystyczny klimat „clockowych” występów, który z pewnością znany jest fanom kwartetu. Poprzez kilkanaście utworów z setlisty (o których wspomnę później, a jest o czym opowiadać), przeszliśmy przez kawałek historii Clock Machine, zrzucając energetyczną bombę na zgromadzony tłum. Od pierwszych minut koncertu nie sposób było ustać w miejscu, jeśli show otwierało m.in. Igo’s Flow. Niesamowita atmosfera wprowadzona od początku trwała aż do zniknięcia zespołu na backstage’u. Koncerty Clock Machine to śpiew, taniec, wzruszenie, a także śmiech. Rozmowy artystów pomiędzy piosenkami są świetną równowagą do często trudnych teksów utworów. Za to uwielbiam występy chłopaków, ponieważ można aż przesiąknąć tą muzyką i oddać się w pełni, uwalniając wszelkie emocje. Praski wieczór był tego solidnym dowodem, jak i również reakcje członków grupy na odbiór występu, którzy sami zachwycali się fantastycznym wydarzeniem i bardzo dziękowali za przybycie.
Setlista:
- Intro
- Igo’s Flow
- Desire
- Red Lipstick
- Noc
- Podniosę się
- Sense Of Space
- Z Tobą lżej
- Only Water
- Prognozy
- My Brother
- So Slow
- Wonderland
- Spadać i Latać
- Kiedy śnisz
- …
- Watermelon Sugar – cover
- Lustro
Setlista koncertu to istne piękno. Przede wszystkim skupiono się na ostatnim albumie grupy, Prognozy, z którego zagrano znakomitą większość utworów. Odniosłam wrażenie, że niektóre pozycje na liście zyskały nowe aranżacje, co jest ogromnym plusem. Clock Machine nie chcą tylko odegrać dane utwory, a stworzyć je na nowo z każdą kolejną trasą. Ku mojemu zachwytowi, usłyszeliśmy kilka starszych kawałków, jak Red Lipstick, Wonderland (!), Spadać i Latać – klasyk i mój ulubieniec, My Brother. Niestety, Clock Machine przekazali smutną informację o zagraniu po raz ostatni w historii Desire. Mam cichą nadzieję, że był to tylko żart i jeszcze nie raz pojawi się na setlistach. Oczywiście, jak to zazwyczaj bywa, był bis. I to nie byle jaki. Clock Machine wzięli na warsztat hit ostatnich kilkunastu miesięcy – Watermelon Sugar Harry’ego Stylesa. Przy ogromnym aplauzie, można uznać że publika chętnie wysłuchała wersji grupy. Zobaczyliśmy także Igora Walaszka grającego na gitarze, który od dłuższego czasu coraz śmielej udziela się na scenie również instrumentalnie. Koncert zamknęło genialne Lustro, idealnie kończąc dynamiczne show. Natomiast oklaskom i podziękowaniom towarzyszył już stały element występu zespołu – utwór Welcome To Miami Willa Smitha, przy którym każdy mógł wytańczyć ostatnie chwile.
Obserwując koncerty chłopaków, to jak rozkwitli na scenie i stali się tak popularni, napawa mnie pewną dumą. Przyznam, że w momentach kiedy tłum pełną piersią śpiewał m.in. Prognozy, przechodziły mnie ciarki. Niesamowite jest oglądanie tak utalentowanego zespołu (każdy z chłopaków udziela się także w innych projektach), który jest naprawdę doceniany i przyjmowany przez fanów z otwartymi ramionami. Fun fact – wtorkowy, wyprzedany koncert wydarzył się równo 3 lata po innym ich warszawskim koncercie. Wtedy odbył się w klubie Rejs nad Wisłą, mieścił z pewnością ok 100 osób, ze wstępem wolnym. Nieważne czy to Rejs, czy Praga Centrum – Clock Machine to sceniczni i muzyczni geniusze.



























