
Najnowszy album Andrzeja Piasecznego – 50/50 – ukazał się tydzień temu, a artysta nie schodzi z nagłówków portali muzycznych i plotkarskich. Czy płyta rzeczywiście jest warta uwagi?
Kiedy usłyszałem, że Andrzej Piaseczny zamierza wydać nowy album, nie byłem tym zbytnio zainteresowany. Pomyślałem, że będzie to kolejna płyta dla Teresek, czy Irenek, którą grać będą głównie na dancingach w sanatoriach w Ciechocinku.
Jednak z czasem moje zainteresowanie wzrastało poprzez posty Piaska na Instagramie, w których nosił niejednoznaczne koszulki, czy słynną banię u Andrzeja, na której zabawa ewidentnie była przednia. Pomyślałem, że może jednak Piasek nas czymś zaskoczy na nowej płycie.

Chciałbym na początku pochwalić autora zdjęć do sesji promocyjnej – Oskara Szramkę. Wersje fizyczne, CD i winyle, są pięknie wykonane. Chociaż okładka CD podoba mi się bardziej, to jednak obie przykuwają wzrok. Cieszę się też, że Andrzej idzie z biegiem czasu i dostrzegł wzrastającą popularność płyt winylowych i postanowił wydać album na kolorowym – białym – krążku. Mam nadzieję, że doczekamy się jego poprzednich płyt na kolorowych winylach w przyszłośći, bo większość z nas wie jak bardzo SONY nawaliło z jakością jego poprzednich płyt. Ukłon w Twoją stronę za to, Andrzeju.
Jednak najważniejsza jest muzyka. Jeżeli szukasz tutaj smutnych ballad typu Imię Deszczu, czy Chodź, Przytul, Przebacz, możesz się zawieść. Płyta ta jest naszprycowana wesołymi kawałkami. Biorąc pod uwagę głośny ostatnio coming out Piaska, można wnioskować, że taki był zamiar artysty. Cały krążek ma w sobie tyle pozytywnej energii, jakby został stworzony w sam raz na odmrażanie gospodarki pandemiczną rzeczywistość.

Bardzo ważna jest kwestia tematów poruszonych przez Andrzeja na tej płycie. W końcu postanowił odejść od typowych „piaskowych” utworów o złamanym sercu, czy o wielkiej miłości. Artysta poczuł się na tyle swobodnie, by w końcu wyrazić swoje zdanie na otaczajacą nas rzeczywistość. Kojarzony wcześniej z The Voice i TVP, zdaje się nawet krytykować rząd. Utwór otwierający album – Przedostatni – to, jak mówi sam artysta, protest song. Jest to dowód na to, że gdy artysta wykazuje się odwagą i zaczyna się wypowiadać na ważne tematy, wychodzi z tego coś wspaniałego i ciekawego. Był to dobry wybór na pierwszy singiel, bo świetnie wprowadza w resztę albumu.
Oczywiście trzeba też wspomnieć o TEJ piosence – Miłość. Pomijając fakt, że to coming out song Piaska, to jest ona naprawde największym atutem tego albumu. Chwytliwa, taneczna i poruszająca ważny temat społeczny. Tak wygląda przepis na świetny utwór, który się sprzeda jak trafi na streaming. Chociaż cały ten coming out to ewidentnie część promocji albumu, to jednak cieszę się, że Andrzej wyszedł w końcu z szafy. Mam nadzieję, że piosenka, gdy będzie już oficjalnym singlem, odniesie sukces i pokaże innym artystom, którzy boją się ujawnić, że bycie częścią społecznosci LGBTQ+ nie oznacza końca kariery i porażki życiowej. Majka Jeżowska odwaliła kawał niezłej roboty przy tej piosence, a tekst Piaska chwyta za serduszko. Mam nadzieję, że będziemy od teraz go widywać na marszach równości.
Warto wspomnieć też o utworach Swoje Rób, Hendzup i Wizje. Są to lekkie, taneczne utwory w sam raz na lato. Kawałek Wizje spokojnie mógłby być singlem na początek lata, bo z łatwością mogę sobie wyobrazić nasze polskie radiostacje grające go. Piosenka No to co…? trochę przypomina mi wczesną solową muzykę Andrzeja co jest miłym akcentem.

Cały album jest bardzo dobry, ale niestety ma wady. Miałem wielkie oczekiwania co do duetu z Kayah, a okazał się on jedną z najsłabszych kompozycji na albumie. Gdy posłuchałem dzisiaj nowego utworu Kayah z Krzysztofem Iwaneczko Nie Dzielcie Nas, to od razu pomyślałem, że właśnie taką piosenkę powinna dać Piaskowi na płytę. Idealnie by tu pasowała tematycznie i przełamałaby trochę wesołość płyty. Drugim najsłabszym utworem jest zamykające płytę Zenze. Piosenka brzmi jak odrzut z płyty Pauliny Przybysz. Kompletnie nie pasuje do całego albumu muzycznie, ani lirycznie. Utwór jednym słowem – nijaki.
Chociaż nieidealny, to uważam, że najnowszy album 50/50 Andrzeja Piasecznego jest godny polecenia. Każdy powinien znaleźć w nim trochę pozytywnej energii i pocieszenia. Jeżeli jeszcze go nie macie, to dajcie mu szansę, bo choćby Miłość, jest warta uwagi, a reszta poprawi Wam humor i może nawet zachęci do tańca. Album dostępny jest na CD i na winylach.


