MENU

    25 lat to za mało! Anita Lipnicka świętowała jubileusz w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza

    Jak dobrze jest znowu pójść na koncert i cieszyć się muzyką na żywo! Takie hasło przyświecało mi przez cały wczorajszy wieczór. Od czasów lockdownu był to bowiem dopiero drugi koncert w którym uczestniczyłem. Doceniłem również po raz kolejny, że spotkania na żywo są nieodłączną częścią mojego życia. Nic nie zastąpi mi koncertów na żywo – żadne livestreamy i koncerty on-line. Prawdziwą siłę ma dopiero muzyka grana na żywo i emocje, jakie się tam przeżywa.

    Dla Anity Lipnickiej miał być to wyjątkowy rok. Wokalistka świętuje właśnie 25-lecie kariery artystycznej i z tej okazji przygotowała dla swoich fanów wiele niespodzianek, w tym wyczekiwaną trasę koncertową. Sytuacja w Polsce i różne obostrzenia niestety odbiły się szeroko na tym jubileuszu. Niektóre koncerty zostały przeniesione na inne daty, kolejne wydarzenia są anulowane, a jeszcze inne nie wiadomo czy się odbędą. Tym bardziej cieszy mnie, że koncert w Toruniu odbył się zgodnie z planem. I choć na widowni z wiadomych względów sala wypełniła się w połowie, to pasowało to do charakteru koncertu, który z zamysłu miał być intymny i sentymentalny. Również wokalistka podkreśliła, że w tych niepewnych czasach dziękuje za możliwość zagrania każdego kolejnego koncertu, bo w sumie nie wiadomo co nas czeka i trzeba się cieszyć każdym z nich.

    Zdjęcia Domnik Malik

    Trasa Intymnie. 25 lat na scenie to wyjątkowe spotkanie wokalistki z fanami. Chyba nigdy do tej pory wokalistka tak często nie podejmowała kontaktu słownego z fanami. Każda piosenka była zapowiadana zabawnymi lub sentymentalnymi opowieściami jak powstały i jakie głębsze znaczenie miały dla niej, gdy je pisała. Powstała także specjalna roślinna scenografia, która ubogaciła doznania muzyczne. Wokalistka na scenie zaprezentowała cały wachlarz muzyczny swojego repertuaru, choć chyba każdy z nas zgodnie stwierdzi, że taki dwugodzinny koncert nie pokazuje jej wszystkich dokonań, których dokonała na 14 albumach. Cieszę się, że oprócz największych przebojów takich jak I wszystko się może zdarzyć, Tokyo czy Zanim zrozumiesz, można było usłyszeć piosenki lekko zapomniane, ale jak podkreśliła bardzo ważne. Nie sposób tu nie wspomnieć o Zimy czas (napisane w Londynie), Wolnych ptakach czy Car Door. Tym bardziej cieszy fakt, że przypomniała swój okres muzyczny (i prywatny) z Johnem Porterem piosenką Bones of Love, oraz tytułową piosenką z albumu Vena amoris, o której mówi, że opowiada o wszystkim tym dobrym, co spotkało ją w tym związku. Na deser dostaliśmy jej najnowsze kompozycje w nowych odsłonach – Ptasiek, Lot anioła czy Tęczowa. To właśnie ten ostatni utwór był jednym z dwóch wykonanych na bisie i tym, który ma nieść głębsze przesłanie. Aby się szanować i nie dyskryminować mimo różnic, aby zadbać o środowisko, bo już wkrótce nasza Ziemia nie będzie tą Ziemią jaką znamy. Anicie Lipnickiej na scenie towarzyszyło po raz pierwszy trio smyczkowe, które świetnie wzbogacało akustyczne brzmienie utworów.

    25 lat to spory kawałek czasu na muzycznej ścieżce. Anicie Lipnickiej życzę jednak kolejnego tak zacnego jubileuszu i jeszcze wielu nagranych płyt. Jak sama mówi najlepiej poznać ją można po tym, co pisze w swoich tekstach, a nie po tym, co mówi w wywiadach. Czekam więc na nowe piosenki, bo taką wokalistkę warto obserwować przez kolejne lata.

    Łukasz Jaćkiewicz
    Łukasz Jaćkiewicz
    Fan muzyki alternatywnej, dobrego bitu i niespotykanej wrażliwości. Szukający nowych wrażeń, alternatywnych perełek i ludzi z pasją. Najbliższe są mu klimaty R&B, ale jest otwarty na wiele innych, ciekawych gatunków.

    Ostatnio opublikowane