Minęło dwadzieścia lat od pierwszej, udanej próby połączenia sił metalowej legendy oraz orkiestry symfonicznej na jednej scenie. Po dwóch dekadach Metallica postanowiła ponownie przekąpać się w tej samej rzece…Jaki był tego skutek?
Nieustanny apetyt na ryzyko i oddanie się innowacjom to cechy określające wielkich muzyków. Nie jest więc rzeczą dziwną, że Metallica siedzi na szczycie metalowego panteonu jako jedni z najbardziej lub nawet najbardziej doceniani synowie tego właśnie gatunku muzyki. Nie usatysfakcjonowani z milionów sprzedanych płyt, rozwijającego się pioniersko thrash metalu, kwartet z San Francisco spędził lata na eksperymentowaniu ze swoim brzemieniem, by uzyskać często dramatyczne a nawet polaryzujące efekty.
Z jednej strony mamy komercyjnego giganta i muzyczny majstersztyk w postaci Black Albumu z 1991 roku czy też Master Of Puppets z 1986, a z drugiej okrutnie określana przez fanów i krytyków kolaboracja z Lou Reedem o nazwie Lulu z roku 2011. Ponad dwie dekady temu Metallica postanowiła połączyć swoje muzyczne dokonania z akompaniamentem i aranżacjami orkiestry symfonicznej z San Francisco, co zaowocowało albumem S&M. Dla sceptyków takiego ruchu metalowej grypy, ta kolaboracja zaowocowała ogromnym sukcesem. Efektem były żywiołowe koncerty w San Francisco, Nowym Jorku i Berlinie, gdzie materiał Metalliki pokazany został w innym, ciekawym i co najważniejsze dobrym wymiarze. Dodajmy, że album S&M sprzedał się w ponad pięciu milionach kopii.
We wrześniu ubiegłego roku zespół świętował dwudziestą rocznicę pierwszych koncertów z orkiestrą symfoniczną z San Francisco, jednak tym razem było to wydarzenie na dużo większą skalę. W porównaniu do oryginalnego występu z orkiestrą z 1999 roku, gdzie było około trzy i pół tysiąca fanów, zeszłoroczne koncerty w świeżo otwartym Staples Centre w San Francisco opiewały na ponad dwadzieścia tysięcy chętnych zobaczenia tego wydarzenia na żywo.
Rozpoczynające koncert The Ecstasy Of Gold Ennio Morricone przyprawia o gęsią skórkę, a przy akompaniamencie orkiestry wykonanie tego utworu można śmiało określić jako elektryzujące dźwięki wypływające z głośników. Następny w kolejce The Call Of Ktulu i jego powolne, pełzające intro ożywa z królewskim rozmachem orkiestry przypominając ścieżkę dźwiękową z najlepszych hollywoodzkich produkcji. Trzeba podkreślić, że współpraca zespołu wraz z orkiestrą symfoniczną to idealne uzupełnienie i gęstość brzmienia. Utwory takie jak For Whom The Bell Tolls, The Outlaw Torn czy The Unforgiven lll wydają się być stworzone do tego, by wykonywać je właśnie w akompaniamencie orkiestry. Wymienione kawałki nabierają jednocześnie witalności i dramatyzmu. Miłą niespodzianką jest wykonanie Halo On Fire z ostatniego albumu Metalliki Hardwired – To Self Destruct. Ognista aranżacja orkiestry i duże zaangażowanie publiczności w wokalną pomoc zespołowi jest pięknym elementem koncertu, który zamyka jego pierwsza część. Piękniejszym momentem jest jednak muzyczny hołd Scotta Pingela dla zmarłego basisty Metalliki Cliffa Burtona. Utwór Anesthesia (Pulling Teeth) został wykonany przez muzyka przy użyciu elektrycznego pionowego basu stworzonego specjalnie na tę okazje. Elektryzująca, muzyczna wariacja, która w pozytywnym sensie przeszywa uszy i duszę słuchacza na wskroś. Ten tribute jest jednym z najbarwniejszych, a dla fanów Metalliki z pewnością również najbardziej wzruszających momentów S&M2.
Orkiestra pod batutą Edwarda Outwatera świetnie poradziła sobie z utworami takimi jak One, Wherever I May Roam czy też Enter Sandman, które są ulubieńcami większości fanów. Zgodnie z oczekiwaniami właśnie te kawałki rozsadzają klatkę piersiową od środka i sprawiają, że okna są narażone na pęknięcia – orkiestra postarała się o to, by do doświadczenie było jeszcze bardziej odczuwalne i zdecydowanie jej się to udało. Jedyne momenty i podkreślam MOMENTY gdzie można poczuć się trochę niezręcznie, to utwory takie jak Master Of Puppets czy też Moth Into Flame, gdzie aranżacja orkiestry musi pędzić na łeb na szyje za szaleńczymi riffami panów z Metalliki i nie zawsze wychodzi z tego obronną ręką.
Ktoś kto uważa, że S&M2 to rzecz tylko dla fanów Metalliki lub narzeka na utwory będące stałymi fragmentami setlist metalowego kwartetu jest w ogromnym błędzie. Jest wręcz przeciwnie – S&M2 oferuje inspirujące i otwierające spojrzenie nie tylko na wspólne dziedzictwo muzyki klasycznej i heavy metalu, ale również na ducha innowacji i nieustannej chęci eksploracji nowych, muzycznych horyzontów. Poza tym to cholernie fajne, że Metallica po niespełna czterdziestu latach na scenie nie osiada na laurach i nadal chce zmieniać zasady gry.
- Data premiery: 28 08 2020
- Single: All Within My Hands, Nothing Else Matters, For Whom The Bell Tolls, Moth Into Flame, No Leaf Clover
