Baasch powraca z trzecim albumem. Noc zazwyczaj jest konkretnie nacechowana – kojarzy się z dzikością, niepokojem. Na tej płycie Bartek Schmidt ukazuje nam Noc jako intensywną, neurotyczną, ale pełną energii. Znajduje w niej czas na spotkanie z samym sobą.

Załóż słuchawki i zamknij oczy. Te dźwięki,nawet przez samego twórcę określane mogą być soundtrackiem do obecnych czasów. Dla mnie są totalną odskocznią, choć w wielu tekstach człowiek odnajduje samego siebie. Baasch powracając do korzeni i śpiewając na tym albumie w całości po polsku zaciera bariery na granicy artysta – słuchacz. Otwierając się, prowadzi nas przez kolejne odsłony swojej Nocy. Całość zaczyna się od Impulsu, żeby u kresu sięgnąć po tytułowe Wszystko.
Impuls trwa niecałe półtorej półtorej minuty. Jednocześnie krótko (można odnieść wrażenie, że tyle potrzebują bodźce, aby wpłynąć na efektor), ale na tyle długo, aby zatopić się w jego dźwiękach. Jest mrocznie i bardzo zachęcająco – zarówno ciało, jak i umysł nie mogą doczekać się dalszego ciągu. Słychać skrzypce. Wychodzicie z domu.
Dosłownie chwilę później zostajecie obsypani Brokatem. Jest on dosłownie wszędzie. “Popatrz, masz jeszcze w ustach brokat”– autor daje nam znać już w pierwszym wersie. No widzicie, nie kłamałam! Utwór jest zdecydowanie jedną z najbardziej tanecznych propozycji na płycie, przywodzi na myśl balety do białego rana. Tekstowo nie jest już tak wesoło – “oddechy płytkie masz, nad ranem znika ci twarz, musisz przez kaptur je brać” – kojarzycie to z autopsji? Czujecie ten szept na karku, pozostawiający gęsią skórkę?
Impreza się kończy, chwiejnym krokiem nad ranem wracacie przez Miasto. Jedyne co siedzi wam w głowie, to po prostu zniknąć, wyjechać stąd, nie zostawiając po sobie żadnego śladu. W uszach brzęczy jeszcze muzyka, jednak echo ostatnich wydarzeń w kraju i na świecie dobitnie nie pozwala o sobie zapomnieć. Czujecie się trochę jak w transie. Generalnie trudna sytuacja, szukacie ukojenia.
Wraz z pojawieniem się Dualu, niepokój narasta. Ciężko odróżnić prawdę od fałszu, granice się zacierają. Rozdwojenie jaźni? Nie wiecie, po której stronie barykady jesteście. Zbyt wiele pytań pojawia się w waszej głowie.
Cienie przynoszą kolejną falę przeczących sobie emocji. “Nie było cię, a może cie nie było widać?” – zaczynacie się zastanawiać, czy to już nie urojenia. Gra słów tutaj jest godna mistrza, oparcie całości na jednym słowie/jednej sylabie nie jest czymś prostym. “Jednak ten chłód pali” – przepiękna metafora, której chyba nie trzeba tłumaczyć. Zmieniające się tempo muzyki przyprawia was o szybsze bicie serca. Czy słyszycie te niemalże anielskie wstawki? Obłęd.
Powrót do mieszkania jest jak wylanie kubła zimnej Wody na głowę. Macie złe przeczucia, jednak nie potraficie zrozumieć tego, co się stało. Dajecie tej drugiej osobie wolną rękę – “jak lubisz to płyń” i wychodzicie. “Za płytko, by żyć – nie mogę” – na całe szczęście jesteście świadomi tego, że wasze dobro jest ważniejsze. Bit w tle zdaje się przyklaskiwać tej decyzji. Pulsująca muzyka syntezatorów przypomina kapiącą wodę.
Ciężko wam przetrawić tę sytuację, próbujecie wyprzeć to z pamięci. “Nim wypluję to na Język wezmę, czy też tam jesteś” – chcecie się upewnić, czy na pewno dokonaliście słusznego wyboru. Czujecie, jak wszystko wokół wiruje w rytm muzyki. Jednostajny bit nie przynosi ukojenia.
Wracacie i kładziecie się do łóżka. “W głowie mam przeciąg, wieje we mnie strach” – pojawiają się lęki i obawy, przytłacza was to wszystko. Jakaś wyższa siła każe wam wstać i biec. Kiedy jednak zrywacie się, łapie was za Przegub uniemożliwiając dalszą ucieczkę.
Nadchodzi ten moment, kiedy jesteście w stanie postawić wszystko na jedną kartę. Mimo spoconych dłoni, choć kurczowo trzymacie się postawionych sobie zasad, zdajecie sobie sprawę, że “nadzieja śliska jest”. Czujecie jednak w sobie wewnętrzną siłę i idziecie po Wszystko. Postanawiacie obrać znajomą już ścieżkę. Dociera do was, jedna rzecz. Że nie chodzi tu już o was. “Mnie już nie ma tu” – siedzi w głowie każdego z was. W porę pojawia się fantastyczny wniosek “spojrzę znów na siebie jak na wszystko, jak dawniej Ty”. Muzyka w uparcie kojarzy się z wyścigami szybkich aut, albo rave’ową imprezą. Nic pomiędzy. Do was należy decyzja, która drogą pójdziecie.
Baasch to artysta kompletny, konsekwentnie dążący postawioną sobie ścieżką. Album nieprzypadkowo opiera się na koncepcie, jakim jest noc. Choć wydawać by się mogło, że zmiana języka wpłynie na odbiór, nic bardziej mylnego. Dalej jest bardzo tanecznie, elektroniczne bity pozostają na długo w głowie, a niebanalne i nieco abstrakcyjne teksty są tak bardzo aktualne i uniwersalne. To soundtrack idealny nie tylko pod osłoną tytułowej Nocy, całość po wsłuchaniu się nadaje się idealnie na ścieżkę dźwiękową obecnych czasów, idealnie wpasowuje się w rytm dużego miasta.
- Data premiery: 28 08 2020
- Single: Brokat, Cienie, Język, Miasto
