Macklemore i Ryan Lewis – The Heist (2012), recenzja Marty Mrowiec

Przy okazji rubryki Rising Stars, którą mieliście okazję dzisiaj przeczytać, a której bohaterem był Macklemore i Ryan Lewis postawiłam napisać recenzję ich najnowszego krążka. Albumy, który co tu dużo mówić jest świetny. Czym mnie zauroczył? W czym tkwi jego genialność?

W świecie muzycznym istnieją takie duety, które dobrane są wręcz idealnie. Niewątpliwie takim duetem jest Macklemore i Ryan Lewis. Muzycznie tworzą bardzo dobre rzeczy i na pewno jedną z nich jest najnowszy album The Heist. Krążek został wydany 9 października ubiegłego roku nakładem wytwórni Macklemore LLC. Album to zbiór 15 kawałków, z których każdy zaciekawia i wciąga. Płyty słucha się przyjemnie nie zauważając kiedy mija czas. Macklemore czaruje nawijką a Ryan bitami.

Macklemore to mądry facet, który wie co chce przekazać, nie boi się trudnych tematów i w każdym ma coś do  powiedzenia. Krążek otwiera The Thousden Hours z wyśpiewanym przez kobietę refrenem idealnie komponuje się z nawijką Mackelmore i łączy się z ciekawym bitem. Ben opowiada w nim o swojej drodze na miejsce, w którym właśnie jest. Jest świadomy tego kim jest:

I stand here in front of you today all because of an idea / I could be who I wanted if I could see my potential.

Cant’t Hold Us to głównie  genialny refren Raya Doltona, sam numer wpada w ucho ze względu na swoją rytmiczność. Jest wesoły i skoczny, Macklemore mówi w nim o dążeniu do celów i realizacji swoich marzeń. O tym, że możemy wiele wystarczy, że zrobimy coś w tym kierunku.

Learn from that failure, gain humility and /Then we keep marching ourselves.

Macklemore-Ryan_Lewis

Dobrze brzmi klaskanie w tle z pojedynczymi dźwiękami tamburyna. Thrift Shop najbardziej znany, jak do tej pory utwór to kawałek o konsumpcjonizmie, który robi furorę na  większości list przebojów. To zabawny numer, w którym Ben namawia do zakupów w lumpeksach obalając zasadę, że liczy się metka. W ucho wpada szczególnie refren:

I’m gonna pop some tags / Only got twenty dolars in my pocket / I-I-I’m huntin’ lookin’ for a come-up / This is fucking awesome

Thine Line jest nieco spokojniejsze pozwala złapać oddech przed kolejnymi numerami. W podobnym klimacie jest Some Love. Mc Nie zapomina w tekstach  o swoich doświadczeniach z uzależnieniem od używek, o którym często wspomina a tym samym przestrzega przed nimi swoich słuchaczy. Każda linijka jest trafiona i nie ma tutaj słabych momentów. Warstwę liryczną podkreślają bity, które są miejscami wolne, z drugiej strony są też energiczne. Lewis wykorzystuje bogate instrumentarium: od tamburyna po pianino. Podkłady są ciekawe tym samym  wpadają w ucho i tworzą specyficzny klimat płyty. Miejscami jest on wręcz nie hip-hopowy. W Can’t Hold Us mamy wrażenie, że ociera się to o bardzo subtelny flirt z popem. Niemniej jednak Lewis  niesamowicie sprawnie żongluje stylami i bawi się instrumentami trzymając, jednak wszystko w granicach hip-hopu. Majstersztyk! Kwintesencją świetnej pracy jest znajdujący się w połowie płyty instrumentalny kawałek BomBom, gdzie Lewis świetnie bawi się muzyką, tworząc coś fenomenalnego. Ciekawie brzmi również gitarowe Covboy Boots, mimo tego, iż nie należy do najmocniejszych kawałków na krążku.

http://youtu.be/eBItbPi-ZU8

Album to również, a może przede wszystkim, wysyp featów. Na palcach jednej ręki można policzyć numery bez gościa. Jest ich dokładnie cztery tj.: The Thousden Miles, Make the Money, Wing$ i Covboy Boots. Reszta to ciekawie łączące się duety uzupełniające Maclemore’a w refrenach. Każdy refren jest na swoim miejscu, każdy zrobiony i zaśpiewany w odpowiedni sposób. Genialne dopełnienie całości. Na uwagę zasługuje wspomniany już Ray Dalton w Can’t Hold Us, Wanz w rewelacyjnym Thrift Shop czy łagodny wokal Mary Lambert w Some Love. Ciekawie brzmi chórek dziecięcy w Wing$. Jedno jest pewne, podczas słuchania płyty nie możemy narzekać na nudę.

Warto zwrócić uwagę na teksty, które są inteligentne i mądre. Macklemor to facet, który ma wiele do przekazania i nie boi się o tym odważnie mówić. Podoba mi się tekst w Wing$ mówiący o niespłnionych dziecięcych marzeniach o konsumpcyjnym stylu życia , która na pierwszy rzut oka (może na pierwszy rzut ucha?) jest piosenką opowiadającą o… butach. Odwagą wykazał się na pewno w numerze Some Love, który to cały poświęcony jest miłości homoseksualnej. I w dodatku Macklemore ją całkowicie popiera. Chociaż jest świadomy, co by było gdyby sam był homoseksualistą:

If I was a gay / I would think hip-hop hates me.

Duet Macklemore & Ryan Lewis, nawiązując do tytułu płyty, serwuje nam swoisty muzyczny napad, jednak bez pistoletu i kominiarek. To napad z mikrofonem i świetnym wykorzystaniem instrumentarium przez Lewisa. To napad, w którym siedzimy urzeczeni i wcale nie mamy ochoty żeby się skończył. A po wszystkim po prostu wciskamy replay, i pozwalamy na kolejną muzyczną rozróbę. The Heist to przede wszystkim mądry album a takiego duetu długo by szukać. To album pełen autentyzmu i muzycznej szczerości. Bez powielania schematów i monotonności. Ale początku do końca przemyślany. Na takie produkcje warto czekać a co ważniejsze warto do nich powracać. Nie słuchałeś jeszcze The Heist? Namawiam żebyś czym prędzej nadrobił zaległości. Warto.

The Heist Album Macklemore & Ryan Lewis

Czytaj również