Teyana Taylor – The Album (2020), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Teyana Taylor jest jedną z najbardziej niedocenianych artystek XXI wieku, jaką przyszło mi podziwiać za sprawą jej talentu oraz wyrazistej osobowości. Choć dotychczasowy muzyczny katalog tej wyjątkowej Amerykankidoceniałem dość wybiórczo, tak dzięki premierze jej najnowszego, trzeciego już krążka pod tytułem The Album, postanowiłem w pełni doświadczyć kim jest dziś artystka, co zowie się Teyana „Spike Tey” Taylor.

Stream Teyana Taylor's New Project The Album | Consequence of Sound
https://www.youtube.com/watch?v=lP3PZrr-iOg

Na dobry początek trzeba rozprawić się z dość nietypową strukturą The Album, którego zawartość opiewa na aż 23 (!), choć tak naprawdę 22 kompozycje, dzieląc je według kolejności na pięć pomniejszych rozdziałów. Każdy z nich charakteryzuje się dość luźnym motywem przewodnim, co jak mniemam miało dodać całemu projektowi konceptualnego oblicza. Niestety to właśnie sposób realizacji tego pomysłu okazał się największą wadą The Album, dlatego też, aby właściwie oddać jego specyfikę, postanowiłem dogłębnie, acz po krótce, przeanalizować dla Was wszystkie pięć rozdziałów na niego się składających.

Pierwsza część, czyli część „A” została poświęcona miłości, jednak ta nie pozostawiła mnie ani zauroczonym, ani co gorsza wkurzonym. W istocie najbardziej rozkosznym momentem było jedyne niemuzyczne nagranie, czyli Intro, gdzie możemy usłyszeć jak jeszcze ówczesny narzeczony Teyany TaylorIman. – zawodnik ligi NBA, a po godzinach aspirujący raper, dzwoni po pogotowie, gdy Teyana rodzi ich wspólnie dziecko na podłodze w łazience. Następnie możemy jeszcze zapoznać się jako tako rozczulającą Come Back To Me, która niestety jak wszystkie piosenki w tej części cierpi z powodu nieznośnej wręcz monotonii. Choć już teraz mógłbym spokojnie porzucić The Album i uznać go jako coś wtórnego i nie godnego dalszego zainteresowania, tak najgorsze, ale i najlepsze dopiero przed nami.

Część „L” to bezapelacyjnie najsłabszy rozdział The Album. Pomimo ciekawej tematyki jaką jest seks, tak tutaj jego obecność sprowadza się wyłącznie do wypowiadania kluczowych słów. Podobnie jak w przypadku części „A”, brak tu jakichkolwiek intrygujących pomysłów w przedstawieniu seksu jako emocji – za pomocą słów, oraz gestów – za pomocą melodii. Jako jedyny na plus wyróżnił się dość krótki 1800-One-Night, jednak twórcy nie wykorzystali potencjału drzemiącego w tej piosence. Brak wykorzystania dostępnych zasobów tyczy się również muzycznych gości Teyany, których obecność nic, a nic nie wniosła do współtworzonych przez nich piosenek.

Część „B” idealnie stanęła pomiędzy tym, co zrealizowane dobrze, a co już niekoniecznie. W tym rozdziale Teyana chce pokazać nam swoją wytrwałość, jednak tak jak w przypadku poprzednich dwóch części, to, co ma to wyrazić, zupełnie tego nie robi. Tak naprawdę wszystko, na co składają się trzy pierwsze części The Album to materiał do dalszego doskonalenia prze Teyanę oraz jej muzyczną ekipę. Jednak na szczęście wszystkich słuchaczy, trzeci rozdział jest jak do tej pory najlepiej dopracowany pod względem produkcji, zwiastując przy okazji postęp, jaki niespodziewanie dokona się wraz z ostatnią dziewiątką utworów.

Po tych wszystkich trudach, triumfalnie wchodzimy w część „U”, która okazała się być najbardziej zaskakującym elementem całego The Album. Niezwykle odświeżającym było w końcu usłyszeć, co Teyana ma nam naprawdę do powiedzenia. W dodatku doświadczyłem tego w całkiem sympatycznej oprawie muzycznej, która choć nadal był bliższa sztampie R&B z lat 90. XX wieku, tak miało to tutaj sens, gdzie smutek idzie w barze z wiarą w lepsze dni. W szczególności mogę Wam polecić Lose Each Other oraz Still, z delikatnym skazaniem na ten pierwszy.

Ostatnia część, czyli część „M” to najlepsze, co Teyana Taylor stworzyła w ramach The Album. How You Want It? mógłby obdarzyć seksapilem całą część „L”, a i tak by jeszcze trochę zostało dla pozostałych utworów. W tej wydanej jeszcze w zeszłym roku piosence mieści się cały zbereźny urok Teyany, gdzie nie trzeba być ciągle śmiertelnie poważnym i można się bawić swoją scenicznym charakterem. Made It i We Got Love to pieśni z silnym przekazem na cześć tego, co się w życiu udało i co trzeba pielęgnować z całych ludzkich sił. Natomiast Try Again oraz Friends, choć nie zapadają tak łatwo w muzyczną pamięć, tak z przyjemnością można do nich wrócić, gdy już reszta piosenek się nam najzwyczajniej znudzi.

Mogę zatem powiedzieć, że The Album to dzieło pozbawione głębszego przesłania, które by sensownie uzasadniało jego długość oraz pomysł na siebie. Wielokrotnie mając poczucie przeciąga sprawy, nawet najbardziej niewiarygodne przebłyski muzycznego geniuszu umykają i nie mają szansy należycie zabłysnąć. Choć do tworzenia The Album powołano całą armię gwiazd, na nic się zdała ich obecność, gdy to, co powstało, zupełnie nie komplementuje ich umiejętności. The Album to niespełnione pokłady ambicji i niewykorzystanych należycie muzycznych szans.

Teyana Taylor już dziś może mówić i myśleć o siebie per artystka, stając w szeregu gwiazdami, które postanowiły wystąpić na jej dziele The Album. Pozostaje jedynie umacniać swoją pozycję, idąc artystycznie na całość, nie bojąc się odrzucenia z żadnej ze stron muzycznego świata. Dziś Teyana Taylor ma jeszcze dużo pracy przed sobą, jednak wysiłek ten pozwoli jej na wzbicie się ponad przeciętność jaką jest The Album.

Teyana Taylor - The Album
  • Data premiery: 19 06 2020
  • Single: How You Want It?, Morning, We Got Love, Made It / Bare Wit Me, Wake Up Love
Najlepsze utwory: How You Want It?, We Got Love, Made It, Lose Each Other, Come Back To Me
Najsłabsze utwory: Let's Build, Boomin', Morning


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Teyana Taylor jest jedną z najbardziej niedocenianych artystek XXI wieku, jaką przyszło mi podziwiać za sprawą jej talentu oraz wyrazistej osobowości. Choć dotychczasowy muzyczny katalog tej wyjątkowej Amerykankidoceniałem dość wybiórczo, tak dzięki premierze jej najnowszego, trzeciego już krążka pod tytułem The Album, postanowiłem w...Teyana Taylor – The Album (2020), recenzja Christiana Cieślaka