Kasia Lins – Moja wina (2020), recenzja Pawła Markiewicza

Inne recenzje

Tak, to jej wina. To wina Kasi Lins, że na nowej płycie zebrała garść opowiadań, które chwytają za serca, ale przede wszystkim duszę. Artystka na premierowym wydawnictwie stawia na równi dwa światy – świecki i religijny, łączy ciężką i przenikającą muzykę mszalną z równie przytłaczającą pogańską warstwą liryczną. Efektem jest długogrający album – „Moja Wina”.

W naszym kraju nikt dawno nie wydał tak duszewnej i klimatycznej płyty, jak dziś zrobiła to Kasia Lins. Moja Wina to wydawnictwo przydymione, tajemnicze i pełne metafor. W całym chóralno-kościelnym rozgardiaszu, artystka znajduje miejsce na przemycenie nie tyle swoich poglądów religijnych, co zestawienie sfery sacrum ze sferą profanum – nieba i ziemi, raju i piekła.

Na Mojej Winie przenikają się dwa światy – świat religijny i świecki. Kasia stawia się na równi z Bogiem, poddaje w wątpliwość jego istnienie, co można interpretować jako wyzwanie do objawienia się: „Pomoż Boże pomoż, przetocz krew gorącą. Modlę się do Ciebie, choć wiem, że nie istniejesz. Mamy Twoją siłę – ona rodzi gniew. Jeśli jestem z Ciebie – I want me to die.”. To wydawnictwo ciekawe pod kątem interpretacyjnym – wielowarstwowość i wieloaspektowość liryczna sprawia, że opowieści o piekle i raju są niemożliwe do jednoznacznego odbioru.

Wieloaspektowość nie odnosi się tylko do kwestii religijnych. Kasia sięga do wielu sfer w swoim życiu i stawia im czoła. Moja Wina to nie tylko spis przemyśleń na temat religii, ale także miejsce do rozprawienia się ze swoimi demonami niepokoju i lęku w tytułowym utworze oraz platonicznej miłości w Rób Tak Dalej.

Artystka zahacza również o poezję i wyciąga z niej Charles’a Bukowskiego, który posłużył jej do napisania Kobiet By Bukowski. Inna wizja poetycka – dotycząca Arkadii znalazła swoje ujście w utworze – Boże: „Chcę kąpać w tej Arkadii – zepsuć się do granic. Tutaj grzech to moja karma – jak nie być mam ofiarą tych piekielnych światów? Nie! Nie chcę kary!”

Chóralny charakter wydawnictwa przywodzi na myśl chociażby pogańskie obrzędy dziadów. Nad albumem unosi się nieznana mistyczna mgła, która sprawia, że chce się chłonąć każdy obszar zebranego materiału. Kasia Lins hipnotyzuje i uwodzi niczym biblijny wąż. Niebezpiecznie owija się wokół odbiorcy i kąsi w najmniej oczekiwanym momencie.

Za sprawą wewnętrznej tajemnicy pragniesz wrócić do materiału z Mojej Winy. Pragniesz i żądasz odczytania prawdy płynącej z pióra artystki. Jej wizja Końca Świata jest zatrważającym truizmem: „Wiesz, że mały ogień – wielki las podpala”, „Jutro spadną deszcze – piekielne złowieszcze”, a słowa „To stado pozbawione wahań, to koniec tego świata” w aspekcie politycznym jeży włos na głowie jako samospełniająca się przepowiednia.

Minęły niespełna dwa lata, a Kasia Lins jawi nam się jako nowa postać na rynku muzycznym. Moja Wina to zbiór opowieści dojrzałej kobiety i świadomej artystki, której powołaniem jest pisanie i śpiewanie. To także podróż przez niezmierzone meandry piekła i raju w postaci nietuzinkowych tekstów, misternych klimatów i delikatnych, ale charakternych produkcji, którym pikanterii dodaje mroczny, nisko osadzony wokal i sowi chór.

Kasia Lins - Moja Wina
  • Data premiery: 29 05 2020
  • Single: Rób tak dalej, Koniec Świata, Moja Wina
Najlepsze utwory: Jeżeli kochasz, Koniec Świata, Rób tak dalej, Boże, Moja Wina, Morze Czerwone,
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Czytaj również

Tak, to jej wina. To wina Kasi Lins, że na nowej płycie zebrała garść opowiadań, które chwytają za serca, ale przede wszystkim duszę. Artystka na premierowym wydawnictwie stawia na równi dwa światy - świecki i religijny, łączy ciężką i przenikającą muzykę mszalną z równie...Kasia Lins - Moja wina (2020), recenzja Pawła Markiewicza