Nie należę do osób, które można łatwo czymś zaskoczyć, a co dopiero sprawić najszczerszą przyjemność. Najłatwiej udaje się to tym, wobec których nie żywię praktycznie żadnych oczekiwań, pozostawiając im szansę na błyśnięcie swoją autorką inwencją. Empress Of za sprawą swojego trzeciego krążka I’m Your Empress Of z nawiązką spełniła znajdującą się w nim obietnicę bycia miejsko-wiejską cesarzową tegorocznej wiosny.
Nie oszukujmy się, każdy z nas ma tak zwaną kupkę wstydu, gdzie latami zbierają się piosenki i albumy na które nie było po prostu czasu i natchnienia, by się w końcu z nimi zapoznać i może również zaprzyjaźnić. Na tej mojej znajdowała się właśnie Empress Of, której imię jest na tyle charakterystyczne i pasjonujące, że nie sposób było mi o niej zapomnieć od dobrych paru miesięcy, czekając na okazję do pierwszego muzycznego spotkania. I tak znaleźliśmy się w roku 2020, gdzie przekaz na temat koronawirusa zamyka nas w chałupach, a Empress Of, szanowana artystka o intrygującym honduraskim pochodzeniu, wypuszcza w świat dzieło doprawdy nieprzeciętne. A co to dokładnie oznacza?
I’m Your Empress Of to eklektyczna podróż czerwonym kabrioletem z postojami w najfajniejszych klubach Nowego Jorku, gdzie tamtejsza klubowa muzyka perfekcyjnie łączy się z latynoską orkiestrą wprost wyciągniętą z amazońskiej dżungli. Choć pozornie brzmi to jak najbardziej nieznośna i irytująca rzecz na świecie, w tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Pomimo swojego tropikalnego temperamentu, album Empress Of potrafiłukoić moje nerwy, tym bardziej skołatane obecną sytuacją, zabierając mnie w taneczną, choć niekoniecznie dyskotekową podróż po świecie miłosnych rozterek. I’m Your Empress Of to nieco ponad półgodziny muzyki, co nie jest najbardziej imponującym wynikiem, jednak zostałem na tyle wciągnięty w jego opowieść, że nie sposób mi było jej szczególnie wydłużać, ani tym bardziej skracać. Dla niektórych może to być wada, jednak w tym przypadku powiem, że przynosi mi to więcej przyjemności, niż trosk.
Czysto muzycznie, I’m Your Empress Of to kojąca mieszanka popu oraz housu okraszona rytmami charakterystycznymi dla południowej Ameryki. Empress Of połączyła muzykę rodem z paryskich modowych wybiegów, co kiedyś fantastycznie czyniła Azealia Banks, z minimalizmem i artyzmem Robyn, przyprawiając o dźwięki swoich honduraskich korzeni. W brzmieniu album ten jest niezwykle ciepły i słoneczny – brakuje mi tylko jakiegoś lekko schłodzonego pomarańczowego bezalkoholowego drinka albo całego stołu pełnego pysznych południowoamerykańskich przysmaków, by dopełnić przyjemność z jego słuchania. I’m Your Empress Of niezwykle zadziałał na moje zmysły, a to nie udaje się wszystkim albumom, nawet tym, które mogę określi jako najulubieńsze na świecie.
Warstwa tekstowa również zdaje się inspirować twórczością Robyn, gdzie emocje są na wierzchu i nie potrzebują wielkich metafor, by wybrzmieć w uszach słuchacza. Teksty są proste, treściwe i szczere. Mamy tu do czynienia z prostą historią o miłości z perspektywy niezależnej i niezwykle walecznej kobiety, której inspiracją jest między innym osobista mama samej Empress Of. Choć nazwanie I’m Your Empress Of albumem feministycznym byłoby przesadą, to zdaje się dawać poczucie siły, że nawet w najbardziej trudnych emocjonalnie momentach, jest szansa na lepszy dzień i za to należy się wielkie uznanie.
Szukając najlepszych i najgorszych elementów tego albumu, nie sposób mi wskazać na te najgorsze. I’m Your Empress Of w swej spójności nie ma słabych momentów, co najwyżej niezrozumiałe, bądź niedocenione. Should’ve i Awful to najbardziej eksperymentalne utwory na krążku, jednak w przypadku tego drugiego zdaje się być bardziej udanym, tym bardziej w porównaniu do Should’ve. Jeśli natomiast oczekujecie ode mnie wskazania tych najlepszych momentów, również Was muszę rozczarować, mówiąc, że będzie zależeć to wyłącznie od was. Każda piosenka jest świetna i jej ewentualne działanie na Wasze muzyczne kubki smakowe, należy sprawdzić osobiście. Moi bardzo subiektywni ulubieńcy to Love Is A Drug, Not The One, Void, Bit Of Rain, oraz Give Me Another Chance.
I’m Your Empress Of nie jest najbardziej przebojowym albumem tego roku, tu ukłony trzeba oddać Dua Lipie. Natomiast to co zrobiła Empress Of jest ponad tylko i wyłącznie dobrą zabawę przy fajnych melodiach. Opowiadając o miłości zabrała mnie w wyprawę po ludzkich emocjach, gdzie nie wszystko układa się tak, jak by się tego oczekiwało. Choć nie zapamiętam tego albumu jako przepełnionego przebojowością i niesamowitymi singlami, to będę o nim pamiętać jako o dziele spełnionych w każdej możliwej kategorii. Empress Of jest cesarzową i nie mam co do tego wątpliwości.
- Data premiery: 03 04 2020
- Single: Give Me Another Chance
