Nine Inch Nails – Ghosts V: Together, Ghosts VI: Locusts, recenzja Wojtka Chabera

Inne recenzje

Trent Reznor i Atticus Ross wydali jednocześnie dwa ambientowe albumy, które stanowią idealny soundtrack do czasów pandemii koronawirusa.

Nine Inch Nails to jeden z najbardziej rozchwytywanych duetów kompozytorskich w Hollywood ostatniej dekady. Oscar za muzykę do filmu The Social Network otworzył duetowi drzwi do kariery w branży filmowej. Po sukcesie z soundtrackiem do filmu o historii powstania Facebooka, NIN stworzyli jeszcze ścieżkę dźwiękową między innymi do Dziewczyny z tatuażem, Bird Boxa (polski tytuł to Nie otwieraj oczu) czy serialu Watchmen. Teraz, mistrzowie filmowych soundtracków postanowili stworzyć muzykę towarzyszącą naszej rzeczywistości, w której zwykłe wyjście z domu może skończyć się zarażeniem śmiertelną chorobą.

Pandemia koronawirusa dogoniła wyobraźnię twórców filmowych i napisała scenariusz apokalipsy, której nikt się nie spodziewał. Reznor i Ross zaprosili nas do rozważań, swoistej wiwisekcji naszych lęków, związanych z perspektywą utraty życia własnego lub bliskich. Postawili na ambient, wahający się nastrojem między lękiem przed śmiercią, a nadzieją na przetrwanie w post-pandemicznym świecie, pełnym niepewności. Ghosts V i VI to prawdopodobnie jedne z pierwszych (jeśli nie pierwsze) muzycznych dzieł zainspirowanych bezpośrednio światową pandemią koronawirusa. To inspiracja jednocześnie przerażająca i w pewien sposób przynosząca uspokojenie i wyciszenie.

Dlaczego tytułowe duchy oznaczono piątką i szóstką? Powód jest bardzo prosty – dwanaście lat temu zespół wydał czteroczęściową płytę o tym samym tytule, na który złożyło się aż trzydzieści sześć instrumentalnych kawałków w stylistyce industrialnego ambientu. Materiał zyskał generalnie pozytywne opinie i stał się niejako punktem zwrotnym w karierze Trenta Reznora, w którym dostrzeżono talent kompozytora ścieżek dźwiękowych do filmów. Po kilkunastu latach, Reznor i Atticus Ross już oficjalnie jako członek zespołu, a nie współpracownik i muzyk sesyjny, wydali swego rodzaju kontynuację, której kontekst nadaje nieco inny, niż części I-IV, poważniejszy wydźwięk albumów.

Skoro wydano dwa albumy naraz, to pewnie czymś się różnią. Ano różnią, najbardziej nastrojem. Ghosts V: Together jest materiałem nieco bardziej optymistycznym (o ile da się być jeszcze optymistą, widząc to, co dzieje się za oknem). Szóstka z podtytułem Locusts nie pozostawia już złudzeń i żadnych nadziei – czeka nas zagłada, którą niewielu zdoła przetrwać. Pewne sugestie interpretacyjne dają nam tytuły poszczególnych utworów (których w częściach I-IV nie było), jednak nie należy traktować ich jako twardej wykładni.

Ghosts V: Together to muzyka tętniąca życiem, delikatna, momentami kojąca. Poszczególne utwory, wielominutowe, powoli rozwijają się i budują klimat odprężenia. Często słyszymy fortepian i przestronną elektronikę. Najbliższy klimatowi starych płyt Nine Inch Nails jest Still Right Here, kończący płytę i niejako zapowiadający cięższy klimat szóstki. Ghosts VI: Locusts to płyta trudniej przyswajalna od swojej poprzedniczki, choć muzycznie ciekawsza. Otwiera ją The Cursed Clock z charaktersytycznym, hipnotyzującym dźwiękiem fortepianu, który jeszcze długo po wysłuchaniu zostaje w głowie. Dalej mamy trochę eksperymentu ze stylistyką jazzową, w Run Like Hell słyszymy trąbkę na trip-hopowym kwasie. I tak do Turn This Off Please, mocno industrialnego punktu kulminacyjnego, rozprzestrzeniającego się niczym szarańcza z podtytułu szóstki.

Trent Reznor i Atticus Ross dali nam świetny materiał towarzyszący naszej obecnej, zamkniętej w czterech ścianach egzystencji. Możemy czerpać z nadziei i cieszyć się małymi rzeczami, zainspirowani Ghosts V: Together, albo melancholijnie pogrążyć się w rozmyślaniach o rzeczach ostatecznych przy Ghosts VI: Locusts. Pandemia koronawirusa zmieni nasz świat, na nowo zdefiniuje nas jako społeczeństwa, przewartościuje wiele pojęć i założeń, którymi kierowaliśmy się w naszych dotychczasowych działaniach, czy to na polu prywatnym, czy zawodowym. Nic już nie będzie takie samo, stare recepty odejdą do lamusa, a dotychczasowe mechanizmy napędzające nasz świat właśnie kompletnie się zatrzymały. O tym jest ta muzyka, o tym, jak wymyślimy siebie na nowo, o tym, że dla części z nas koronawirus będzie swoistym limes, za którym czeka nas nieznane, może gorsze, może lepsze, ale na pewno inne, niż do tej pory. Nine Inch Nails skłania do refleksji nad tym, co przyniesie nam post-pandemiczna rzeczywistość.

Nine Inch Nails - Ghosts V: Together, Ghosts VI: Locusts
  • Data premiery: 27 03 2020
  • Single: -
Najlepsze utwory: Together, Still Right There, Run Like Hell, Turn This Off Please
Najsłabsze utwory: -


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Wojtek Chaber
Wojtek Chaberhttps://open.spotify.com/user/wojtek.chaber?si=qfm4waT0Sj2TqsPrFJfU2w
Złośliwi mówią, że mam gust muzyczny siedemdziesięciolatka. Lubię klasyków rocka - Rolling Stonesów, Led Zeppelin czy Pink Floyd. W długie jesienne wieczory zasłuchuję się w muzyce Massive Attack i Nine Inch Nails. Lubię Linkin Park, ale ze starych płyt, a złego nastroju pozbywam się przy dźwiękach Nirvany.

Czytaj również