Przez liczne publikacje nazywani „nadzieją post-punku”. Belgijski zespół Whispering Sons ma na swoim koncie debiutancki album, Image, oraz koncerty w całej Europie. Niedawno wystąpili w warszawskim klubie Hydrozagadka. O wyrastaniu z lokalnej sceny, radzeniu sobie z krytyką oraz magii występów na żywo opowiedzieli nam wokalistka Fenne Kuppens, gitarzysta Kobe Lijnen oraz basista Tuur Vandeborne.

Izabela Zadura: Pochodzicie z Belgii. Jak wygląda post-punkowa scena w Waszym kraju? Czy czujecie się z nią związani?
Fenne Kuppens: Scena jest dość mała i niezbyt trendy. Większość należących do niej zespołów przeżyła lata osiemdziesiąte… Jest kilka grup tworzących muzykę podobną do naszej, ale nie są zbyt popularne. Jesteśmy pierwszym zespołem, który zdobył uznanie poza Belgią. Początkowo byliśmy może częścią lokalnej sceny, ale z tego wyrośliśmy. W Belgii powstaje jednak dużo różnego rodzaju muzyki.
IZ: Jakiej muzyki słuchaliście, dorastając? Czy wpłynęła w jakiś sposób na Waszą twórczość?
Kobe Lijnen : Kiedy miałem 13, może 14 lat, zacząłem słuchać zespołów z nurtu new wave revival, jak Editors. Miały na mnie ogromny wpływ. Przez tę muzykę odkryłem też wiele grup z lat osiemdziesiątych. W tym samym czasie uczyłem się również grać na gitarze, dlatego wydaje mi się, że te klimaty odcisnęły na mnie swoje piętno.
Fenne: Ja nie słuchałam post-punku ani new wave przed dołączeniem do zespołu. Dorastałam w punkowych klimatach typu Sex Pistols. Myślę, że wpłynęło to na ogólną mentalność naszej grupy.
IZ: Ponad rok temu wydaliście swój debiutancki album, Image. Jak długo nad nim pracowaliście?
Fenne: Najpierw wydaliśmy pierwsze EP, następnie jeszcze kilka singli. W tym czasie zagraliśmy wiele koncertów i napisaliśmy liczne utwory, które zaczęły żyć własnym życiem.
Kobe: Graliśmy je na żywo przez półtora roku, a później w dziesięć dni nagraliśmy w studio. I tyle.
Fenne: Album to swego rodzaju dokument o tym okresie w historii naszego zespołu.
IZ: Liczne publikacje określiły Was “nadzieją post-punku”. Czy taki tytuł może czasami być ciężarem?
Kobe: Raczej nie myślę tymi kategoriami. W ostatnich latach w Belgii miało miejsce wiele wydarzeń, które są dla nas zdecydowanie bardziej stresujące i obciążające niż oczekiwania krytyków.
IZ: Jak radzicie sobie z negatywną krytyką, jeśli się taka pojawia?
Fenne: Staram się nie czytać negatywnych komentarzy. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie pasuje nasza twórczość. To normalne. Prasa w Belgii zwykle jest jednak dla nas bardzo życzliwa.
Kobe: Są pewne osoby na social media, które nas nie lubią, ale to nie szkodzi.
Fenne: Jest taka holenderska strona, na której można recenzować i oceniać albumy. Pojawiła się na niej jedna negatywna tyrada na temat mojego wokalu. To wręcz zabawne. Nie bardzo wiem, jak sobie z takimi rzeczami radzić, więc po prostu ich nie czytam lub staram się z nich śmiać.
IZ: Co Was inspiruje podczas tworzenia muzyki?
Fenne: Kiedy piszę teksty, inspiruje mnie moje codzienne życie i uczucia, często też literatura lub filmy. Odkrywam w nich nowe znaczenia, przekształcam w coś osobistego. Ponieważ piszę swoje teksty do gotowej już muzyki, często to właśnie brzmienie inspiruje mnie najbardziej.
IZ: Wasz proces kreatywny rozpoczyna się więc od warstwy muzycznej?
Kobe: Tak, najpierw powstaje muzyka. Pojawia się jakiś pomysł, zespół robi swoje, a Fenne próbuje napisać piękny tekst.
IZ: Jesteście znani ze znakomitych występów na żywo. Czego może spodziewać się publiczność na Waszych koncertach?
Kobe: Staramy się zapewnić widowni szczery występ i dać z siebie wszystko.
Fenne: Nasze występy to nie performance z fajerwerkami i niesamowitymi światłami. Skupiamy się raczej na graniu naszej muzyki, tak intensywnie i energetycznie, jak to możliwe. Mamy nadzieję, że publiczność to czuje.
IZ: Jakie emocje chcecie wywoływać w słuchaczach?
Fenne: Dobrze, jeśli się boją [śmiech].
Kobe: Mam nadzieję, że mają ciarki, kiedy gramy głośne utwory. Ciarki podczas grania na żywo to dla mnie najlepsze uczucie na świecie. Chciałbym, żeby publiczność też tego doświadczała podczas naszych występów.
IZ: Koncertowaliście w całej Europie. Czy możecie podzielić się ze mną swoimi ulubionymi wspomnieniami? Co szczególnie zapadło Wam w pamięć?
Tuur Vandeborne : Zimą trzykrotnie graliśmy w Budapeszcie, trzy razy w tym samym miejscu – Dürer Kert. To świetne miejsce. Trzykrotnie próbowaliśmy trochę pozwiedzać miasto lub pójść do fajnego baru, ale za każdym razem kończyło się na tym, że przez dwie godziny podążaliśmy za ludźmi, którzy chcieli nas gdzieś zaprowadzić i coś nam pokazać. Na trasie często tak bywa.
Kobe: W trasie to normalne – chcesz naprawdę pozwiedzać, a kończy się na bezcelowym chodzeniu po mieście.
Fenne: Mamy świetne doświadczenia z Club Control w Bukareszcie. Zagraliśmy dobry koncert, a atmosfera była naprawdę przyjemna.
IZ: Czy pracujecie obecnie nad nowym materiałem? Czy to w ogóle możliwe podczas trasy?
Fenne: W trasie jest z tym ciężko. Podróże są długie, a na scenie musimy być w dobrej formie. Pracujemy nad nowymi utworami, ale to bardzo powolny proces.
Kobe: To też nasza pierwsza trasa, podczas której gramy świeży materiał. Ostatnie dziesięć, piętnaście koncertów było dla nas czymś zupełnie nowym. Po roku grania tych samych utworów miło jest wreszcie skupić się na czymś innym.
