Piosenki Mistrza to ukłon w stronę Grzegorza Ciechowskiego, twórcy, którego dorobek muzyczny zapisał się w historii polskiej muzyki na zawsze. Komu z nas nie zdarzyło się nucić „ tak, tak, ten w lustrze to niestety ja..” ? Chyba nie ma takiej osoby.
Kovalczyk, tworząc zestaw dziewięciu utworów, chciał uniknąć ich nadinterpretacji – chociaż zmienił aranżacje na elektroniczne, zadbał o ich rozpoznawalność i unikatowość. Subiektywnie najmocniejszą piosenką na płycie jest Nie pytaj o Polskę, która została wydana jako ostatni singiel jeszcze przed premierą. Chórki dodają dramaturgii kompozycji i wzmacniają jeszcze bardziej tekst, który pomimo upływu czasu nie traci absolutnie nic na wartości. Saksofon, pojawiający się zarówno w tej, jak i reszcie piosenek jest w zgodzie z melancholią towarzyszącą kompozycjom Ciechowskiego. Drugim instrumentem charakterystycznym dla twórczości obu artystów jest flet poprzeczny.
Telefony to moim zdaniem ukłon w stronę lat 80-tych, o czym wyraźnie daje znać syntezatorowe intro. I, choć Republika tworzyła w tamtych czasach, podobna stylistyka była im obca (przynajmniej na początkowym etapie kariery), tutaj ten zabieg sprawdza się całkiem nieźle. Elektroniczne wstawki pokazują zupełnie inne spojrzenie na tę piosenkę, która mimo to nie traci na charakterze.
Osobiście najbardziej zastanawiałam się, jak wyjdzie Biała flaga. Jest to poniekąd utwór bliski mojemu sercu, pełen wzburzenia i frustracji. Protest song, gdzie pojawia się wachlarz emocji. I szczerze mówiąc, trochę tych emocji zabrakło mi u Kovalczyka. Ale to chyba tak naprawdę jedyne, do czego mogę się przyczepić.
Miłym zaskoczeniem była kończąca płytę Śmierć na Pięć, piosenka, którą Ciechowski nagrał jako ostatnią tuż przed swoją niespodziewaną śmiercią, tak jakby coś przeczuwał. Myślę, że nieprzypadkowo znalazła się jako ostatnia na wydawnictwie. Nieprzekombinowane proste dźwięki oddały idealnie dramaturgię tego utworu. Gra dźwięków sprawia wrażenie, jakby słuchacze siedzieli razem z wokalistą na jednej wielkiej karuzeli i ekscytowali się razem z nim tym, co ma nadejść.
Panująca atmosfera niepokoju przeplata się z dreszczykiem emocji. Brawo, panie Kovalczyk. I do tego ostatni wers „Moja śmierć na pięć”, który został stłumiony tak, jakby podmiot liryczny wypowiadając czy też wyśpiewując go faktycznie rzucał się w otchłań, kończąc ze swoim życiem.
Cieszę się, że Kovalczyk ujął na albumie utwory z przekroju działalności Ciechowskiego, co otworzyło mu wiele nowych dróg do interpretacji, a słuchaczom dało możliwość bliższego zapoznania się z twórczością Republiki. Wszystko zostało pięknie skondensowane w albumie trwającym nieco ponad 30 minut.
Całość jest zdecydowanie bardzo spójna. Żaden z utworów nie odbiega zdecydowanie od reszty, czy to w warstwie wokalnej czy muzycznej. Charakterystyczny wokal Kovalczyka doskonale wpasowuje się w rockowe kawałki, nawet jeśli dostają one drugie życie.
Płyta paradoksalnie jest powiewem świeżości na polskim rynku. Mam wrażenie, że Kovalczyk, choć na scenie znajduje się od wielu lat, wciąż czeka na swoje przysłowiowe pięć minut, na które z pewnością zasługuje. Elektroniczne aranże sprawiają, że dobrze znane wszystkim kompozycje zostały odkryte na nowo. Wszystko jest wyważone i wysublimowane, w granicach dobrego gustu, brak tu miejsca na przekombinowane efekty. Być może dlatego tak dobrze udało się artyście zachować ducha Ciechowskiego. Czuć, że jest on wśród nas pomimo upływu tylu lat.
- Data premiery: 11 10 2019
- Single: Nie pytaj o Polskę
