Iggy Azalea – In My Defense (2019), recenzja Pawła Markiewicza

Inne recenzje

Po wielu perturbacjach, które trwały z przymrużeniem oka pięć lat, Iggy Azalea w końcu wydała drugi studyjny album. Tym razem na własnych zasadach. We własnej wytwórni i z własnym zamysłem artystycznym. Dziś raperka staje w ofensywie, a jak wiadomo najlepszą obroną jest atak. Jednak nie do końca udany. Kilka ciosów chybionych i ogólnie jakoś mdło, wtórnie. Nokautu nie ma.

Z nowym albumem Iggy Azalei jest troche tak jak z memami w stylu: „Expectations vs Reality”. Po takich przejściach raperka mogła stworzyć życiowe cudo. Przełomowy album w jej karierze, który będzie niósł wartość merytoryczną, ogromny bagaż doświadczeń, lekcję życia i stanowił swoistego rodzaju katharsis dla jej duszy. Sam tytuł obiecywał wiele. Wiele też obiecywał Sally Walker, który spełniał zamysł całego wydawnictwa – „W mojej obronie”. Jednak ta obrona jest słaba, bo tak naprawdę z tarczą wychodzi tylko Slap Back i Comme des Garcons. Na dobrą sprawę do wszystkich jej sytuacji życiowych, tj. przede wszystkim zdrady i rozstanie z narzeczonym, kłopoty z wytwórniami muzycznymi oraz ogromna fala krytyki, która przełożyła się na jej załamanie psychiczne, odnosi się jakieś 20% tekstów.

W zamian dostaliśmy album, który wturuje słowom Cardi B: „Rapuję o cipce, bo jest ona moją najlepszą przyjaciółką”. Jest jeszcze sporo o pieniądzach, splendorze, blichtrze i sławie. O ile na Survive The Summer i chociażby w utworze Kream należało traktować to z przymrużeniem oka, bo ironizujące „ass rules everything around me” pokazywało paradoks rynku muzycznego, tak teraz Iggy sama usilnie próbuje się do niego przebić. Właśnie w ten sam sposób, który rok temu otwarcie krytykowała.

Cieszy to, że w erze ghostwriterów, milionów co-writerów wpisanych w credits, na In My Defense występuje przede wszystkim Iggy Azalea i J. White. I jest to dość niezłe, jeżeli przymkniemy jedno oko, odrzucimy nasze oczekiwania co do merytoryczności i skupimy się jedynie na zabawie. Jednocześnie chciałoby się, żeby Iggy dała komuś te utwory do sprawdzenia. Zwłaszcza refreny, które psują w zasadzie każdy utwór. Irytują. Odśpiewanie tytułowych słów w dziesiątkach razy nie przekonuje. Niestety odsłania też wszelkie mankamenty – raperka nie do końca ma pomysł na kształt kompozycji. I nawet w najmocniejszych utworach, jak Fuck It Up i Slap Back – odrzuca refren. Z tego samego powodu Pussy Pop, pomimo ciekawych zabiegów, nigdy nie trafi do najlepszych utworów. A mogłoby. Być może Azalea chciała, żeby przez to piosenki stały się chwytliwe, zapamiętywalne. Efekt jest odwrotny.

Muzycznie też nie jest najlepiej. Zamknięcię się na wizję przede wszystkim jednego producenta – J. White’a nie zadziałało na korzyść wydawnictwa. Nie dzieje się tu zupełnie nic. Każda piosenka brzmi podobnie do poprzedniej, a każda poprzednia brzmi jak połowa tych, które wydaje się od początku 2018 roku. Różnice może stanowić jedynie szeptane Just Wanna i Comme des Garcons. Tu coś się dzieje. Bit ciężki i lekko przydymiony. W tym Iggy wpisuje się najlepiej. Pomijająć już elektronikę, dzięki której w niewydanym Digital Distortion, wydała najciekawsze single w swojej karierze. Wniosek? Może czas zmienić producenta.

Każdy kto mnie zna, wie, że gloryfikuję Iggy Azaleę. Ktokolwiek zapyta mnie o ukochanych artystów, bez zastanowienia w najlepszej dziesiątce umieszczę Amethyst. Oczekiwałem wiele. Dostałem marną składankę przypadkowych utworów z mocniejszymi wstawkami, które można byłoby wyciąć i zrobić genialny mini-album. To jest główny problem Iggy. Dokładnie tak samo jak w przypadku The New Classic, Azalea wydaje solidne single, dogrywa 2-3 świetne utwory i później dorzuca niesmaczne zapychacze. Jeżeli chcemy się bawić i nie poruszać ważnych tematów, to tego nie róbmy. Postawmy na zabawę. Jedną z głównych funkcji muzyki jest przecież rozrywka. Ale jeżeli robimy rozrywkę, to róbmy ją na poziomie (jak Started czy Freak Of The Week) i nie stwarzajmy przy tym fałszywej atmosfery. Zawartość albumu trafniej opisałby tytuł In Defense Of My Money bądź In Defense Of My Pussy.

Iggy Azalea - In My Defense
  • Data premiery: 19 07 2019
  • Single: Sally Walker, Started, Fuck It Up
Najlepsze utwory: Thanks I Get, Clap Back, Started, Fuck It Up, Comme Des Garcons
Najsłabsze utwory: Hoemita, Big Bag,


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Czytaj również

Po wielu perturbacjach, które trwały z przymrużeniem oka pięć lat, Iggy Azalea w końcu wydała drugi studyjny album. Tym razem na własnych zasadach. We własnej wytwórni i z własnym zamysłem artystycznym. Dziś raperka staje w ofensywie, a jak wiadomo najlepszą obroną jest atak. Jednak...Iggy Azalea - In My Defense (2019), recenzja Pawła Markiewicza