Ashley Tisdale – Symptoms (2019), recenzja Adrianny Małolepszy

Inne recenzje

Czego można spodziewać się po powrocie po dekadzie od wydania ostatniego krążka? Czy muzyka jest inna?

Od momentu, gdy album Ashley Tisdale, Guilty Pleasure trafił na półki sklepowe minęło 10 lat. Przez ten czas gwiazda najbardziej znana z roli Sharpay w produkcji Disney Channel, High School Musical kontynuowała przygodę z aktorstwem, ale nie tylko. Ashley wypuściła też na rynek swoją linię kosmetyków, jednak większość jej zawodowej uwagi skupiona była na własnej firmie produkcyjnej Blondie Girl Productions. Stoi ona między innymi za znanym w USA serialem Young and Hungry. Wydawało się, że kolejna płyta, a nawet muzyka jako taka, nie jest jej celem.

Zmieniło się to w 2016 roku, kiedy to na oficjalnym kanale na YouTube pojawiła się seria Music Sessions. Tisdale zapraszała tam gości by wspólnie z nimi wykonywać covery popularnych utworów w akustycznych aranżacjach. Jak sama się wyraziła, był to sposób na powrót muzyki oraz próba odnalezienia swojego stylu.

To właśnie przy okazji Music Sessions mieliśmy okazję usłyszeć pierwsze wzmianki na temat nowej płyty. I oto już jest. Symptoms.
Nie dajcie się jednak zmylić. Materiałowi bardzo daleko do akustycznego. 9 zawartych na płycie utworów jest bardzo spójne stylistycznie, a podkłady zawierają podobny ładunek energetyczny. W odróżnieniu od pop rockowego Guilty Pleasure jest to czysta muzyka popularna z przewijającymi się przez całość efektami komputerowymi.
Te ostatnie bardzo wyraźnie słychać w pełnym luzu Vibrations przybliżającym nam zmiany w podejściu i stylu życia przychodzące z dojrzałością emocjonalną.

spotify:track:0EyiddyMP5pdvZEZIMlvd1

Właśnie w warstwie lirycznej albumu dostrzega się największe zmiany i rozwój względem wcześniejszych krążków Ashley. Wyraźnie słychać większą świadomość. Dziewczyna doskonale wiedziała co chce przekazać. Teksty są osobiste i prawdziwe, a ich dwoma głównymi tematami są związek oraz walka z lękami i depresją. Artystka przyznała, że od lat zmaga się z tą chorobą.

Codzienna batalia, która jej towarzyszy naprawdę dobrze oddana jest w utworze Under Pressure. Siłowanie się z własnymi myślami, poranne próby wstania z łóżka i wypełnienia zadań wyznaczonych na dany dzień bez zupełnego spalania się… To wszystko opatrzone chwytliwym podkładem i przekazane znacznie lepiej i celniej, niż w nie wiedzieć czemu singlowym Voices In My Head opisującym podobne emocje.

spotify:track:2QcKvqfQQXNzB3YG4TavQ0

Na szczęście już przy drugim singlu wybór padł moim zdaniem idealnie. Niesamowicie chwytliwe Love Me & Let Me Go to, pod względem produkcyjnym, chyba najlepszy utwór z całego zestawu dziewięciu piosenek. Dzięki świetnemu, idealnie wpisującemu się w obecne trendy podkładowi oraz zastrzykowi energii jaki ze sobą niesie, naprawdę ma potencjał na to by stać się małym hitem.


Czy Symptoms jest arcydziełem z wokalami na miarę Adele czy Ariany Grande? Nie. Ale nikt po nim tego nie oczekuje. Jest to przyjemna, popowa płyta ze szczerym przekazem i energią. Na dodatek jej produkcja naprawdę trzyma poziom, a niektóre utwory mają szanse na radiowy sukces.

Ashley Tisdale - Symptoms
  • Data premiery: 03 05 2019
  • Single: Voices In My Head, Love Me & Let Me Go
Najlepsze utwory: Love Me & Let Me Go, Under Pressure, Insomnia
Najsłabsze utwory: Voices In My Head


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również