
Mówi się o nim, że jego twórczość solowa jest bardzo liryczna. Najbardziej godny uwagi, jest u niego styl opowiadania historii w swoich kompozycjach, w stylu narracji osoby trzeciej. To właśnie zaintrygowało mnie w tym artyście i skłoniło do bliższego pochylenia się nad jego najnowszym albumem. Albumem artysty, którym jest Craig Finn, w naszym kraju postać raczej znana tylko w węższych gronach słuchaczy. Jego trzecia solowa płyta nosi tytuł I Need A New War.
Na początek warto wspomnieć, głównie znany jest z jako frontman amerykańskiego zespołu rockowego The Hold Steady, gdzie poza śpiewanie, gra również na gitarze. Ich styl opowiadania utworów, to również zwarte, liryczne opowieści. Jest on również członkiem zespołu Lifter Puller, grającym w stylu indie rocka. Ciekawym faktem jest, że często utwory komponowane przez Finna w obu zespołach mają wspólne, łączce je mianowniki. Jak np. pewne miasta, historie, zdarzenia i postaci. O Craigu Finnie mówi się, że obecnie jest jednym z najlepszych stroytellerów , który swoim talentem dorównuje mistrzom takim jak Leonard Cohen.
Na jego trzecim już solowym albumie znalazło się 10 kompozycji. Opowiada on o ruszaniu na przód, cieszeniu się i docenianiu małych sukcesów, oraz pozostawaniu otwartym na nowe. Trzeba mu oddać fakt, że wszystko zostało tu dobrze przemyślane. Już od pierwszych dźwięków z utworu Blankets intryguje słuchacza ciekawą melodią i oczywiście swoim charakterystycznym głosem. Myślę, że obecnie, na rynku muzycznym mało jest artystów o tego typu barwie głosu, co tym bardziej czyni go wyjątkowym i wartym uwagi. Z kompozycji, na kompozycję mamy do czynienia z co raz to ciekawszymi rozwiązaniami muzycznymi. I tak na przykład w utworze Magic Marker, występuje moim zdaniem dodająca sporego smaku punktowana melodia wyraźnie słyszana w zwrotkach, w refrenach zaś nieco przytłumiona ale dająca się wysłyszeć w linii basowej. Pojawiają się również instrumenty dęte. Kolejne utwory to A Bathhub In The Kitchen oraz Indications. Drugi z nich nieco w stylu retro, szczególnie jego początek. Spokojna, liryczna melodia, znów idealnie pasująca do klimatu sekcja dęta. Warto również zwrócić tu uwagę na przyjemne dal ucha chórki, pozwalające słuchaczowi wczuć się w klimat i popłynąć razem z melodią. Słuchając tego utworu, polecam usiąść wygodnie i dać się ponieść melodii.
Grant At Galena, to utwór o dość nietypowym tempie, wyraźnie akcentowanym przez perkusję. Do tego zapętlona melodia gitary. Na pierwszy rzut oka, można by pomyśleć, że całość jest dość chaotyczna i niezbyt do siebie pasuje, jednak po głębszym zasłuchaniu się, okazuje się, że wszystko jest idealnie zgrane i zaplanowane. Something to Hope For, jest zdecydowanie pogodniejsze od poprzednika. Żywsza melodia, sekcja dęta. Fajne wstawki klawiszy z efektami dźwiękowymi. Kolejne dwa utwory to Carmen Isn’t Coming In Today, a także Holyoke. Melodia Holyoke oraz sam jego styl bardzo przypomina Grant At Galena. Wynika to zapewne ze stylu artysty, który lubi łączyć pewne motywy. Her With The Blues, jest moim zdaniem chyba jednym z najbardziej finezyjnych utworów na tym albumie. Jego tempo być może nie porywa, ale głos Craiga, i wysokich lotów linia melodyczna, tworzą pewną otoczkę, w której chce się pozostać na dłuższą chwilę. Dużym plusem. są interesujące drobne wstawki pianina oraz gitary. Dłuższe momenty solowe ma tutaj saksofon, co również pozytywnie wpływa na całokształt kompozycji. Album zamyka utwór Anne Marie & Shane. Stylizowany na wysublimowane jazzowe granie. Bardzo dobry wybór i posunięcie na to, by umieścić go na końcu. Refreny są tu przeciwieństwem zwrotek, bardzo melodyjne i skoczne. Melodia stylizowana jest na rytm lekko i swobodnie płynącego foxtrota.
Po wysłuchaniu całego albumu odnoszę wrażenie, że moje oczekiwania co do niego zostały spełnione. Spodziewałem się ciekawych, muzycznie ale też i lirycznie utworów i tak też było. Na pochwałę zasługują muzycy biorący udział w nagraniach, gdyż wykazali się wysokim kunsztem grania. Każde dźwięki były dokładnie zagrane, wiele było ciekawych muzycznie smaczków. Podoba mi się styl zaprezentowany na całosci albumu. Chociaż wiele motywów się powtarzało w różnych utworach, to jednak mimo wszystko, nie należy tego uznawać jako pójście na łatwiznę. Taki był zamysł artysty, dzięki temu tworzyło to w moim odczuciu zgraną całość. Myślę, że w najbliższym czasie będę wracał do tego krążka, może nie do jego całości, ale wiele utworów takich jak Indications, czy też Anne Marie & Shane zagoszczą na mojej playliście. Album polecam wszystkim tym, którzy lubią posłuchać muzyki wysokich lotów, nie nastawionej na mainstreamowy odbiór.
- Data premiery: 26 04 2019
- Single: Blankets
