Koncert dopracowany od A do Z czyli Bastille na warszawskim Torwarze. Relacja Karoliny Babik

W listopadzie 2016 roku po raz pierwszy miałam okazję wysłuchać twórczości Bastille na żywo, również na Torwarze. Wtedy zespół wywarł na mnie niezwykle pozytywne wrażenie i całkowicie rozkochał w swojej twórczości. W tym roku z góry nastawiłam się więc na to, że spędzę kolejny udany wieczór z Brytyjczykami i… nie zawiodłam się!

Muzyczne wydarzenie na Torwarze rozpoczęły występy dwóch supportów. Pierwszym z nich była grupa ONR. Od pierwszej piosenki nie czułam się porwana, wręcz przeciwnie. Koncert szybko mnie znudził i wyczekiwałam jego końca. Jednak to tylko moje osobiste wrażenie, bo przy scenie dało się zauważyć fanów grupy, którzy zdecydowanie nie wyglądali na zawiedzonych.

Drugi support okazał się być zdecydowanie bardziej interesujący. Lewis Capaldi, bo o nim mowa, posiada nieprzeciętny wokal, który doskonale sprawdza się w kompozycjach wykonywanych przy akompaniamencie klawiszy, czy w towarzystwie gitary. Niczego szczególnego bowiem poza wokalem tu nie potrzeba, broni się on sam. Pana Capaldiego zdecydowanie zapamiętam na dłużej!

Równo o 21 na scenie pojawiła się wyczekiwana przez fanów grupa Bastille. Panowie nie zawiedli oprawą wizualną koncertu. Wyświetlane elektroniczne animacje nawiązywały do aktualnie wykonywanego numeru, co potęgowało dobry odbiór prezentowanego przez zespół materiału.

Występ gwiazdy wieczoru rozpoczęło intro coveru Wild World. Spokojna atmosfera szybko została rozgrzana i podkręcona energicznym kawałkiem Quarter Past Midnight, pochodzącym z drugiego albumu zespołu. Jako następna wybrzmiała kolejna świetnej pozycja z Wild WorldSend Them Off. Fani mieli również okazję wysłuchać utworu I Know You wykonywanego w oryginalne z Craigiem Davidem, hitu Things We Lost In The Fire, czy też znakomitego kawałka Blame.

Po chwili ciemności, która opanowała Torwar, na scenie pojawiła się kanapa z napisem „DOOM DAYS”, stanowiąca zapowiedź najnowszego albumu grupy, którego dokładnej daty premiery jeszcze nie znamy. To właśnie leżąc na wspomnianej kanapie, Dan zaśpiewał nową, urokliwą kompozycję – 4AM oraz znaną już wcześniej pozycję World Gone Mad, która wykonana została akustycznie.

Po balladowym momencie nadszedł czas na kolejny zastrzyk energii. Zespół zagrał dwa numery w towarzystwie piosenkarzy supportujących. W Fake It Danowi towarzyszył wokalista ONR., natomiast w Bad Blood Lewis Capaldi. Pierwszy duet nie przypadł mi do gustu. Głos Dana jest na tyle unikalny, że całkowicie przyćmił, dość powszechny z kolei, głos frontmana ONR. Piosenka zaśpiewana z Lewisem wypadła już nieco lepiej, choć nadal, wolałabym wysłuchać jej w całości zaprezentowanej przez niezastąpionego Pana Smitha. Mimo to doceniam ten miły i dość niepowszechny zabieg duetu z supportami.

W dalszej części koncertu wybrzmiały m.in. piosenki Laura Palmer, Daniel In The Den oraz przebojowe Good Grief.

Nie zabrakło też oczywiście największego hitu zespołu – Pompeii, który nadal cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród fanów. Co znaczące, nie jest tak, jak w przypadku niektórych zespołów, gdzie tylko w trakcie wykonywania największego przeboju grupy, fani naprawdę się bawią. W trakcie tego występu słuchacze okazywali pełnię energii przez cały występ, co z pewnością stanowi pewnego rodzaju miłe wyróżnienie dla zespołu (który zresztą pochwalił i zaznaczył, że przy każdej okazji zachwala Polską publiczność!).

W trakcie grania Of The Night pojawił się element znany zapewne części uczestników wydarzenia, biorących udział we wcześniejszych koncertach zespołu. Mowa o kucaniu i wyskakiwaniu w rytmie muzyki. Nie dość, że daje to po prostu swego rodzaju frajdę, to widok tego z sektorów naprawdę robił wrażenie!

Na zakończenie Panowie zagrali jedną z najnowszych piosenek – Happier, stworzoną we współpracy z Marshmello oraz znany z pierwszej płyty numer Flaws, w trakcie którego wokalista zszedł do fanów i wśród nich śpiewał tekst piosenki.

Bastille zaserwowało polskim fanom występ od A do Z. Dopracowane było wszystko. Od set-listy, która zawierała mieszankę kompozycji z przestrzeni całej kariery grupy, przez wyświetlane animacje, po interakcje z publicznością. Miejmy nadzieję, że Brytyjczycy nadal regularnie będą odwiedzali nasz kraj, bo kto jak kto, ale ten zespół za każdym razem przekazuje fanom maksimum radości i energii!


Czytaj również