„Wszyscy pragniemy nowego, a jednocześnie bardzo się tego boimy” – wywiad z MoMo

MoMo, czyli Ania Ołdak, to kobieta, która żadnej pracy się nie boi – śpiewa, czyta, uczy. Jest zafascynowana ludzkim głosem i sama używa go w każdy możliwy sposób – ostatnio wyczarowała nim całą płytę „Różowy/Niebieski”. Jak sama mówi, ta płyta „nie ma płci”, stąd można ją dostać zarówno w kolorze różowym i niebieskim. Na krążku znajduje się dziesięć osobistych piosenek, które ukazują różne odcienie miłości.

Zobaczcie, co MoMo sama miała do powiedzenia o nowym albumie, który jest już dostępny w Empiku i na serwisach streamingowych.

Marta Umiejewska: Spotkałyśmy się na Placu Zbawiciela. Taki tytuł nosi też jedna z Twoich nowych piosenek. To celowe?

MoMo: Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Ale chyba coś w tym jest – lubię to miejsce.

MU: Mówisz o tej płycie jako o bardzo osobistej. Osobistej w jakim sensie?

MoMo: Zawarłam tam bardzo dużo przemyśleń dotyczących relacji międzyludzkich. Każda piosenka opowiada o kolejnych etapach związku, a właściwie różnych relacji, nie tylko damsko-męskich. Ta płyta nie ma płci, więc to nie jest tak, że skupiam się na historiach między mężczyzną a kobietą. Stąd też różne kolory płyty. Myślę, że my wszyscy próbujemy sobie uporządkować świat. A świat nie jest uporządkowany.

Kolejność piosenek ma przeprowadzić słuchaczy od początku związku po jego rozpad. Płyta nie ma happy endu ale kończy się powiedzmy początkiem czegoś. Po premierze singla „Różowy / Niebieski” dostałam mnóstwo wiadomości od mężczyzn, którzy pisali, że mi dziękują i że puszczają go swojej dziewczynie. Odebrali ten tekst jeden do jednego: „jestem jaki jestem i albo mnie kochasz, albo nie”. Kobiety z kolei pisały „To o moim! To mój jest takim wariatem, ale i tak go kocham!”.

Ale to nie jest tylko o mężczyznach. Dla mnie te słowa oznaczają tyle, że pewnych rzeczy nie da się zmienić. Nawet jeśli byśmy bardzo chcieli cofnąć czas albo wpłynąć na kogoś. Trzeba się pogodzić z tym, co nieuniknione i nieodwracalne, jak śmierć czy rozstanie. Nieprzyjmowanie pewnych rzeczy przysparza ludziom cierpienia, mnie również. Myślę, że wszyscy pragniemy nowego, a jednocześnie bardzo się tego boimy.

MU: Czy bycie matką wpłynęło jakoś na kształt tej płyty?

MoMo: Moje życie po urodzeniu dziecka zmieniło się w taki sposób, że żadne rozstanie nie boli już tak bardzo jak wcześniej. Myślę, że każda matka to rozumie. Dziecko daje mi poczucie spełnienia, ale również mniejszej koncentracji na sobie, bo mam kogoś ważniejszego ode mnie. Nie oznacza to oczywiście tego, że nie cierpię po rozstaniach, po prostu masz mniej czasu na tak zwane zatracenia.

MU: Pierwszy singiel z tej płyty to duet. Jedyny duet na tym albumie. Dlaczego akurat ta piosenka?

MoMo: Bo PabloPavo jest wspaniałym artystą. Wystąpił też na pierwszej mojej płycie. Bardzo go podziwiam i nie wyobrażałam sobie, żeby ktoś inny zaśpiewał tę partię. Paweł doskonale się sprawdził, świetnie zrozumiał tekst i przesłanie utworu. Moim zdaniem to był strzał w dziesiątkę.

MU: Oprócz śpiewania, jesteś też lektorką i nauczycielką. Wszystkie te zawody łączy praca głosem. Skąd takie zamiłowanie do głosu?

MoMo: Głos od zawsze mnie fascynował, dlatego po maturze poszłam na logopedię. To mama podpowiedziała mi ten kierunek. W wieku kilkunastu lat jeździłam do Eli Zapendowskiej na prywatne lekcje. Powiedziała mi wtedy: „Słuchaj, Ty świetnie śpiewasz, ale Ty też świetnie mówisz”. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, o co jej chodzi. Pierwszą pracę dostałam właśnie dzięki niej – przyjechałam na casting do reklamy w Warszawie i i wygrałam. I tak to już trwa od 17 lat. Zwracam dużą uwagę na to, jaki ktoś ma tembr głosu – Krystyna Czubówna do dziś działa na mnie kojąco ;)

MU: Zdarza Ci się słuchać siebie samej?

MoMo: Muszę słuchać, bo wyłapuję, kto mi jeszcze nie zapłacił ;) Oraz jestem bardzo krytyczna wobec siebie, ciągle uważam, że mogłabym coś zrobić lepiej. Jeśli chodzi o album, to jestem akurat bardzo zadowolona, bo jest organiczny. Jest zapisem tamtych emocji i ja to czuje. Pierwszy raz w życiu nie chce niczego poprawiać. Na przykład piosenka PIES jest zarejestrowana za pierwszym razem. Jestem tam wzruszona i załamuje mi się głos ale postanowiliśmy to zostawić.

MU: We wrześniu wstawiłaś na Instagram zdjęcie z Robertem Biedroniem z hasztagiem #family. Co was łączy?

MoMo: Robert jest wieloletnim partnerem mojego brata. Poprosiłam go i wszystkich moich bliskich o udział w klipie do utworu „Zajmij się mną”, który pojawił się 1. lutego. Nie chciałam wynajmować aktorów, dlatego wystąpiła tam moja rodzina i moi przyjaciele. Nie jest to żaden zabieg promocyjny – po prostu nie chciałam się ograniczać. Chciałam się kompletnie wyluzować i zrobić tę płytę tak, jak chcę i tak, jak czuję, z tymi ludźmi, których kocham i szanuję.

MU: Nie boisz się, że ludzie będą hejtować występ polityka w teledysku?

MoMo: Może tak być, ale przecież Robert nie wygłasza tam swoich politycznych przekonań, tylko jest człowiekiem z krwi i kości, który po prostu lubi muzykę. Ja sama nigdy nie rozmawiam z nim o polityce – jak się spotykamy, to pokazuję mu raczej nowości na YouTube’ie. Mimo to mam jasne poglądy, jestem świadomą obywatelką, głosuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że żyjemy w kraju, w którym chętnie się ocenia i problem hejtu jest duży. Ale może tym razem tak nie będzie. Na tej zasadzie wszystko można hejtować, a ta pętla w ogóle nie ma sensu. O tym też jest ta płyta.

MU: Popierasz inicjatywę „Artyści przeciw nienawiści”?

MoMo: Absolutnie tak! Samo rozpatrywanie tego w kategoriach fajne/niefajne, czy Doda powinna to organizować czy nie, już wypływa z hejtu. To jest super pomysł i dla mnie, jako dla osoby, która uczy dzieci, już samo to, że ktoś chce być lepszy, coś poprawić na świecie, daje mi radość i nadzieję. Uważam, że człowiek z natury jest dobry i należy docenić takie gesty.

Ostatnio opublikowane