Jeden zespół, dwie osoby w chórze i Torwar wypełniony po brzegi- tyle wystarczyło, aby stworzyć niesamowity koncert, który na długo pozostanie w pamięci nie tylko fanów, ale także muzyków, którzy – jak sami powiedzieli – traktują Polskę jak drugi dom.
O tym, że koncerty Years & Years to niesamowita energia, która udziela się wszystkim, bez względu na stopień zainteresowania grupą, słyszałem od dawna, jednak to właśnie 1 lutego miałem okazję przekonać się o tym samemu. Artyści z Olly Alexandrem na czele przyjechali do Warszawy ze swoją trasą koncertową Palo Santo Tour, która promuje ich drugi album studyjny Palo Santo, a fani ustawiali się w kolejce przed halą od samego rana, aby być jak najbliżej swoich idoli.
Już na samym wstępie członkowie Years & Years udowodnili, że bardzo szanują swoich fanów, którzy wykupili wszystkie bilety, rozpoczynając koncert zgodnie z planem. O godzinie 21:00 na ekranach pojawiły się specjalnie przygotowane wizualizacje wprowadzające w nastrój kawałka otwierającego całe show, czyli Sanctify. Witając się z publicznością, Olly wykrzyczał w jej stronę „Cześć, Warsaw” i podkreślił, jak bardzo cieszy się na każdą wizytę w Polsce, którą traktuje jak swój drugi dom. Nie ma się co dziwić, polska publiczność po raz kolejny udowodniła, że potrafi się świetnie bawić, wyśpiewując głośno słowa piosenek, tańcząc i wiwatując w trakcie przerw.
W związku z tym, że trasa koncertowa ma na celu promocję ostatniego krążka zespołu, to właśnie kawałki z niego zdominowały setlistę, jednak nie zabrakło dobrze znanych przebojów, takich jak Desire czy King. W trakcie wykonywania singla Desire, Olly wziął od fanów zgromadzonych pod sceną tęczową flagę, owinął się z nią i dynamicznie tańczył. Nie inaczej było przy finałowym King, kiedy to ktoś z widowni rzucił mu opaskę z napisem „king”.
Jeśli chodzi o samą produkcję i walory wizualne, pomimo tego, że nie było żadnego wybiegu, robiły one niesamowite wrażenie. Jednym z najmocniejszych punktów całego koncertu było z pewnością wykonanie utworu Palo Santo, kiedy to Olly wzniósł się na ogromnej platformie. Co ciekawe, nie było też żadnych tancerzy. Główną gwiazdą był sam wokalista wsparty chórzystami, którzy również spisali się znakomicie. No Tears Left To Cry Ariany Grande oraz Like A Prayer Madonny w ich wykonaniu brzmiały po prostu przepięknie.
Po warszawskim koncercie, jestem przekonany, że Years & Years wrócą do nas jeszcze niejeden raz, a frekwencja za każdym razem będzie zadowalająca. To, jaką energią emanują Olly i pozostali muzycy jest wręcz nie do opisania. To po prostu trzeba przeżyć samemu! Fani ich kochają, a oni kochają wszystkich fanów, bez względu na płeć i orientację seksualną. „Welcome to Palo Santo, where every star is a Human”.

