Tom Odell po raz kolejny przyjechał do Polski i po raz kolejny nie zawiódł fanów.
Mało powiedziane!
Swoją energią rozsadził Torwar. Spokojne wersje piosenek z albumów i pozorna nieśmiałość Brytyjczyka na scenie ustępują miejsca szalonej pasji, z jaką Tom podchodzi do każego utworu. Tom doskonale wie, jak utrzymać dynamikę koncertu – raczył nas przepięknymi solówkami na fortepianie, a zaraz potem na tym samym fortepianie skakał do zawrotnego rytmu wybijanego przez perkusję przy wsparciu gitary basowej. Widać było jego brytyjską nonszalancję i poczucie humoru, ale wszystko utrzymane było w ryzach absolutnego profesjonalizmu. Na ogromne słowa uznania zasługuje oświetleniowiec, gdyż wszelkie formy światła były niesamowitym atutem tego występu, dodawały mu uroku, piękna, a czasem pazura.
Oprócz świetnych wykonań, zespół tworzył też niesamowite show. Tom Odell zaskoczył widownię schodząc ze sceny i wchodząc prosto w tłum. Jego spacer trwał aż do dźwiękowców, gdzie się zatrzymał, żeby wraz z tłumem odśpiewać refren do „Hold Me”. Wielu emocji dostarczył też zabawny duet z chłopakami z Jane’s Party (którzy grali jako support) do piosenki „Half as Good as You”. Tom nie zapomniał o akcencie polskim – scenografia emanowała bielą i czerwienią, a na koniec wokalista przykrył ramiona polską flagą.
Tym wszystkim, którym nie udało sie dotrzeć na koncert w Krakowie ani w Warszawie, polecam koniecznie wybrać się przy najbliższej okazji, bo nie wyobrażam sobie lepszego pomysłu na sobotni wieczór, niż słuchanie, jak Brytyjczyk w marynarce śpiewa ballady przy (i na) fortepianie ;)

