Andrzej Piaseczny – 25+ (2018), recenzja Jonatana Paszkiewicza

Jubileusz 25-lecia działalności artystycznej to wymarzony moment na wydanie płyty. Ćwierć wieku na scenie robi wrażenie, tym bardziej, że Andrzej Piaseczny cały czas cieszy się sporą popularnością wśród odbiorców i prezentuje nienaganną formę wokalną. W miniony piątek ukazał się koncertowy album artysty, na którym znalazły się jego największe przeboje oraz dwie piosenki premierowe.

Andrzej Piaseczny mógł przecież pójść na łatwiznę. Ze swoim całościowym repertuarem, którego dorobił się na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat, mógł równie dobrze wydać najzwyklejszą płytę The Best of ze studyjnymi wersjami swoich największych przebojów. Zrobił inaczej. Przy okazji jubileuszowych koncertów pn. 25 TOUR, które miały miejsce w 2017 roku, zarejestrował kilkanaście piosenek w odświeżonych aranżacjach. W ten oto sposób, 26 października koncertowy album artysty trafił na sklepowe półki.

Na płycie zatytułowanej 25+ (skromnie, ale z klasą) znalazło się w sumie aż 19 utworów. Zdecydowaną większość stanowią dobrze znane utwory artysty z różnych etapów jego działalności – począwszy od współpracy z zespołem Mafia (Krótka piosenka o miłości, Gabinety marzeń, Moja mafia, Ja – moja twarz, Nic przeciw nam, Noc za ścianą), następnie z Robertem Chojnackim (Niecierpliwi, Prawie do nieba), Sewerynem Krajewskim (Rysowane tobieChodź przytul przebacz), aż po karierę solową (Jeszcze bliżej, Częściej proszę, Pół mnie ciebie pół, 15 dni, Śniadanie do łóżka, QQ, Wszystko dobrze). Ostatnie dwie pozycje, które zasiliły album, to utwory premierowe, nagrane specjalnie na tę płytę: Czekając na sobotę i Słowa.

Praktycznie wszystkie utwory, które znalazły się na płycie, zostały w pewien sposób odświeżone (duża w tym zasługa kwartetu smyczkowego), przy czym nie straciły swojego oryginalnego brzmienia. Jest to dość istotna zaleta, ponieważ artyści mają często tendencję do nadmiernego zmieniania aranżacji piosenek, które publiczność lubi najbardziej w tradycyjnych wersjach. Indywidualną kwestią pozostaje ocena poszczególnych utworów. Piosenki Andrzeja Piasecznego, które ktoś lubi w studyjnych wersjach, najprawdopodobniej spodobają mu się również w wersji koncertowej z płyty 25+. Moimi osobistymi faworytami stały się następujące utwory: NiecierpliwiJeszcze bliżej, Rysowane tobie, rozpoczynająca album Krótka piosenka o miłości oraz Wszystko dobrze z wydanej w zeszłym roku O mnie, o tobie, o nas. Zbyt wiele eksperymentowania pojawiło się za to w piosence Prawie do nieba. Piękno oryginalnej wersji tego utworu tkwi w jego minimalizmie – saksofon, gitara i perkusja to wszystko, czego tam potrzeba; wersja koncertowa jest zdecydowanie przerysowana.

To, co rzuca się w oczy, to brak chronologii w spisie piosenek. Pierwsze cztery pozycje stanowią piosenki Mafii, następnie dostajemy Niecierpliwych, aby później znowu powrócić do repertuaru Mafii i tak dalej. Nie jest to jednak wadą. Zwróćmy uwagę, że mamy do czynienia z wydawnictwem koncertowym – piosenki nie mają być poukładane chronologicznie, ale być dobrane pod względem nastroju, dynamiki, emocjonalności – w tej kwestii wszystko się zgadza. Dyskusyjny może być za to dobór utworów. Moim zdaniem za dużo na płycie Mafii, a za mało Piaska solo, znanego z tak wielkich i pięknych przebojów jak Teraz płacz, Z głębi duszy albo Komu potrzebny żal.

Singlem promującym album została jedna z dwóch premierowych piosenek, które znalazły się na końcu płyty. Utwór Czekając na sobotę jest jednak sporym rozczarowaniem. Dla repertuaru Andrzeja Piasecznego charakterystyczne było od zawsze brzmienie prawdziwych, żywych instrumentów, z kolei w premierowym singlu dostajemy do bólu banalną elektronikę, do której Piaseczny kompletnie nie pasuje. Nieporównywalnie lepiej wypada drugi premierowy utwór – Słowa – i to właśnie on powinien promować koncertowy album.

Koncertowy album Andrzeja Piasecznego – mimo pewnych niedociągnięć – to naprawdę mocna pozycja w dyskografii artysty. Słychać, że Piaseczny czuł się na scenie swobodnie, czerpał przyjemność ze śpiewania i miał świetny kontakt z publicznością. To wszystko złożyło się na całkiem udany efekt końcowy.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje