Paul McCartney – Egypt Station (2018), recenzja Weroniki Oszajcy

Sir Paul McCartney to ktoś, kogo nie muszę przedstawiać. To właśnie on współtworzył legendarną grupę The Beatles, gdzie był autorem takich przebojów jak Yesterday czy Hey, Jude. Został określony mianem jednego ze 100 żyjących geniuszy, a Księga Rekordów Guinessa nazwała go osobą, która osiągnęła największy sukces w historii muzyki. 7 września 2018 roku miał swoją premierę najnowszy album muzyka, Egypt Station. 

Paul McCartney po raz kolejny udowodnił, że mimo upływu lat (Brytyjczyk skończył w czerwcu 76 lat!) nie tworzy w sposób schematyczny. Z młodzieńczą pasją stara się odnajdywać nowe brzmienia, wpadać w ucho i zdobywać serca młodych słuchaczy. Artysta sam napisał aż piętnaście z szesnastu kawałków, skomponował muzykę, samodzielnie zagrał na klawiszach, basie, różnych gitarach, czy nawet na bębnach. Co ciekawe, własnoręcznie namalował nawet okładkę płyty! Nie zabrakło też innych muzyków, bowiem McCartney zaprosił do współpracy sekcję dętą, chór i orkiestrę. Egypt Station jest albumem koncepcyjnym, pełnym optymizmu, lekkości i słońca, idealnym na zakończenie pożegnanego już lata. Rozpoczyna je krótkie, bo zaledwie 40 sekundowe intro rozbrzmiewające dźwiękami prawdziwej stacji, Opening Station. Zaraz potem przychodzi czas na dwa kawałki, znane nam już wcześniej jako single promujące. Są to nastrojowe, zaśpiewane w akompaniamencie nastrojowej gry na klawiszach I Don’t Know, a także prawdziwa petarda i mój faworyt, Come On To Me. To nuta pełna rockowej energii, gitarowej dynamiki i wpadających w ucho rytmów, myślę, że nie powstydziliby się jej nawet sami Beatlesi.

Każda piosenka jest kolejną stacją, na której zatrzymujemy się wraz z McCartney’em. Wraz z piosenkami, opowiada nam różne historie. Tak jest na przykład z kawałkiem Happy With You, który pozornie odwołuje się do niewinnego zakochania, równocześnie myśląc o przygodach narkotykowych. Od razu skojarzył mi się z kawałkami, znanymi z White Album.  Świetnym, psychodelicznym brzmieniem zaskakuje także Who Cares. No i przychodzi czas na Fuh You… Zarówno ja, jak i wielu znanych mi fanów Beatlesów, nie mogliśmy przekonać się do tej piosenki. Zarzucaliśmy mu zbytnią nowoczesność i naśladowanie współczesnego pop’u Jednak co w tym złego? Po czasie muszę przyznać, że przekonałam się, a Fuh You to naprawdę przyjemny utwór. Właśnie w nim najlepiej widać odważne eksperymenty, jakich podejmuje się McCartney. Nowoczesne brzmienie refrenu, podkręcone basy czy lekkie zastosowanie elektroniki w refrenie sprawiły, że to utwór na miarę naszych czasów. Ma szansę na zdobywanie serc nowych słuchaczy, którzy o ile lubią pogodne, popowe kawałki, niekoniecznie decydują się na sięganie po dzieła rodem z lat 60. XX wieku. 

Na wydawnictwie byłego Beatlesa nie mogło zabraknąć dawki pacyfizmu. People Want Peace to ballada o delikatnej melodii i lekki manifest samego McCartney’a. Warto zwrócić uwagę również na Despite Repeated Warnings, które każdemu fanowi Beatlesów przywodzi na myśl legendarne Live And Let Die. Śmiało mogę stwierdzić, że jest to mój ulubiony kawałek z całego wydawnictwa. W aż siedmiominutowym utworze nie zabrakło ciekawych, różnorodnych rozwiązań instrumentalnych czy nawet wokalnych. To właśnie w tym kawałku można poczuć klimat starego, dobrego Rock’N’Rolla, który wciąż nie opuścił serca jednego z weteranów gatunku. Na koniec zostaliśmy zaszczyceni kolejnym fenomenalnym eksperymentem o złożonym tytule Hunt You Down/Naked/C-Link. To już ostatnia podróż po nowych dla artysty rozwiązaniach, połączonych z dźwiękami znanymi z muzyki lat 70. To wyjątkowy utwór z rockowym pazurem, świetną grą na gitarze i swoistym powrotem do przeszłości. Wow!

Tym pięknym akcentem kończy się nasza wspólna podróż po egipskich stacjach. Śmiało mogę stwierdzić, że jest to jedno z najlepszych wydawnictw w karierze solowej muzyka. Nie ukrywam, że uwielbiam zarówno samego Paula McCartney’a, jak i całą twórczość The Beatles. Cieszy mnie, że tworzenie muzyki wciąż sprawia mu przyjemność mimo że artysta bez wyrzutów sumienia mógłby usiąść w bujanym fotelu i korzystać z zasłużonej emerytury. Egypt Station to przyjemny, pełen radości i chęci życia album, który poprawi humor nawet w najbardziej pesymistycznym nastroju. Na zakończenie warto przypomnieć, że już 3 grudnia Paul McCartney da koncert w krakowskiej Tauron Arenie! Nie mogę się doczekać.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje