
Obecnie trudno jest stworzyć muzykę świeżą, oryginalną i niesztampową – słowem taką, o której nie moglibyśmy powiedzieć „ale to już było”. Znajdują się jednak tacy artyści, którzy czerpiąc z dorobku muzyki popularnej, wracając do niektórych jej etapów, kreują własny, niepowtarzalny styl. Do takich twórców można zaliczyć amerykańską grupę The Soft Moon – ich najnowsza płyta Criminal to mieszanka przeróżnych gatunków, którą spaja jedna rzecz: indywidualna estetyka zespołu.
The Soft Moon raczej nie należą do rozpoznawalnych na szerszą skalę kapel. Zważywszy na fakt, jak brzmi ich muzyka, nie jest to nic dziwnego; ludzie lubujący się w elektroniczno-punkowych, industrialnych wręcz dźwiękach należą do zdecydowanej mniejszości. Criminal nie jest łatwą płytą: chaotyczne, eksperymentalne kompozycje w pewnym momencie mogą przyprawić o ból głowy, próba nadążenia za hałaśliwym rytmem prędzej czy później spełznie na niczym, ale nie zmienia to faktu, że jest to płyta bardzo interesująca i niecodzienna. Tylko wymaga nieco cierpliwości.
Utwór otwierający stawkę, Burn, charakteryzuje się mocnym początkiem, miarowym tempem utrzymującym się przez cały czas trwania piosenki oraz połączeniem wpływu synthowych lat 80. z punkowo-rockową tonacją. I zasadniczo w ten sposób można określić cały album. W poszczególnych kawałkach niektóre z tych cech nasilają się, pozostawiając w cieniu pozostałe, niemniej żadna piosenka nie wykracza poza przyjętą konwencję. Gdy już przyzwyczaimy się do specyficznego klimatu krążka, nie musimy spodziewać się zaskoczeń w dalszych fragmentach – bo ich po prostu nie ma.
Tak, pod względem brzmieniowym The Soft Moon zachowują nieszablonowość, jednak w kwestii wokalu oraz warstwy tekstowej wypadają dość przeciętnie. Barwa głosu Luisa Vasqueza zwykle chowa się pod cyfrową obróbką – czego w przypadku tej płyty nie można uznać za zbyt duży mankament, „zwykły” wokal wypadłby tu nienaturalnie – ale kiedy już słyszymy go saute, z niejakim rozczarowaniem dociera do nas, że ten wokal nie wyróżnia się niczym szczególnym. To samo z tekstami – nie traktują o niczym konkretnym, sporo tutaj powtórzeń i zwyczajnych zwrotów używanych na co dzień. Chyba właśnie niedopracowane teksty należy przyjąć za największą wadę Criminal.
Na szczęście muzyka broni się sama. Przy tym albumie można puścić koło uszu niesatysfakcjonujące teksty i zrobić miejsce psychodelicznym, mrocznym, tajemniczym i niebezpiecznym melodiom. Od pierwszych dźwięków Criminal wydaje mi się odpowiedni jako soundtrack to jakiegoś filmu science fiction, którego akcja dzieje się w dalekiej przyszłości – jest to bowiem bardzo nowoczesny i postępowy album, choć niejednokrotnie czerpie z muzyki lat 80. Fanom takich awangardowych, elektronicznych brzmień przypadną do gustu przestrzenne, rozciągnięte Give Something, niepokojące The Pain oraz pełne różnorodnych, przenikających się nawzajem rozwiązań Criminal. Właśnie te trzy piosenki są, w moim przekonaniu, najlepszymi momentami Criminal.
Można sporo zarzucić temu albumowi – jest wymagający, mało przystępny, teksty oraz wokal pozostają sporo do życzenia, ale w gruncie rzeczy jest to naprawdę udana płyta. Poniekąd wykraczająca poza obecne czasy i modę w nich panującą, spójna i wyróżniająca się na tle pozostałych dzisiejszych propozycji. Każdy znudzony współczesną muzyką powinien spróbować zakolegować się z The Soft Moon i Criminal. New wave powoli się odradza – może nie pod czystą postacią, bo w komitywie z post punkiem, jednak wciąż jest to połączenie godne uwagi.


