Alicia Keys – gwiazda, artystka, laureatka 12 nagród GRAMMY. Każdy ma jednak jakieś początki, w tym roku mija 15 lat od premiery drugiego albumu wokalistki – The Diary of Alicia Keys. Jak album ten wypada na tle późniejszej dyskografii piosenkarki i czy dalej zachwyca tak, jak robił to w przeszłości?
Pierwsza płyta Alici (Songs in A Minor) przyniosła jej zasłużone 5 nagród GRAMMY, sprzedała się w milionach egzemplarzy na całym świecie i zyskała znakomite recenzje. Oczekiwania względem kolejnego wydawnictwa były więc ogromne. The Diary of Alicia Keys ukazało się dwa lata po udanym debiucie i, co tu dużo mówić, nie tylko sprostała, ale i przekroczyła wszelkie wymagania fanów.

Album naładowany jest hitami i nie mówię tu o hitach jednego sezonu, ale o kompozycjach do których wracam do dzisiaj, które zajmują szczególne miejsce na mojej playliście. I to jest jedna z największych wartości tego krążka, jest to wydawnictwo do którego się wraca, które nie nudzi się po paru przesłuchaniach. Alicia dopilnowała, by wszystko było na jak najwyższym poziome – od emocjonalnych, bardzo osobistych tekstów, przez zróżnicowane, świeże linie melodyczne, aż po samą produkcję za którą też w części odpowiadała.
Wszystko to skutkuje powstaniem takich przebojów jak If I Ain’t Got You, You Don’t Know My Name, Dragon Days, Diary (długo można by wymieniać). Tak naprawdę trudno w przypadku tego albumu (a to bardzo rzadkie!) mówić o jakiś najgorszych/najlepszych utworach. Tych pierwszych po prostu tu nie ma, a drugie zależą od prywatnych preferencji każdego słuchacza.
https://www.youtube.com/watch?v=Ju8Hr50Ckwk
Mnie najbardziej ze wszystkich urzekły singlowe ballady If I Ain’t Got You i Diary oraz Dragon Days. Porusza mnie w nich niezwykła emocjonalność, niezwykle szczere i osobiste teksty oraz świetne aranżacje z fortepianem (jak zwykle) w roli głównej. I mimo, że ten instrument jest na pierwszym planie w niemal każdym kawałku to nie nudzi się ani na chwilę. Dlaczego? Bo za każdym razem dostajemy go w 'nowym’, świeżym, ciekawym wydaniu. I to kolejna ogromna wartość tej płyty – jest nietuzinkowa i wyjątkowa w swojej pozornej prostocie.
https://www.youtube.com/watch?v=SLCtH9lRj7Q
The Diary of Alicia Keys nie jest wydawnictwem przełomowym, stylem i klimatem bardzo przypomina debiutancki krążek artystki. Jednak robi w to najlepszy możliwy sposób, pokazując wszystkie atuty Alici – jej mocny głos, uwielbiany przez nią fortepian oraz świetne teksty (napisane przez samą wokalistkę). Dostajemy tu porządną dawkę R&B pomieszanego z popem, wachlarz kompozycji od delikatnych ballad po mocne soulowe kawałki, ale przede wszystkim artystka pozwala nam 'zajrzeć w siebie’. Mówi o tym zresztą sam tytuł albumu, który jest bardzo osobisty i tym urzeka. Cały czas tak samo, mocno i trwale. Alicia udowodniła tym samym, że jaki nikt inny potrafi dotknąć naszych uczuć, naszego wnętrza. I robiła to za każdym kolejnym razem, przy swoich późniejszych albumach. Dla mnie jednak The Diary of Alicia Keys jest szczególne i jest to oczywiście subiektywna opinia, ale na tle innych wydawnictw artystki wyróżnia się delikatnością, otwartością i dużą dozą prywatności. Biorąc pod uwagę to i wysoki poziom (techniczny) wszystkich kompozycji można uznać ten krążek za jeden z najlepszych (jak nie najlepszym) w karierze wokalistki.
