Warrior to kolejny krążek Ke$hy – amerykańskiej gwiazdy muzyki dance i electropop. Wcześniej wydała już dwie płyty – Animal oraz EP-kę Cannibal będącą w pewnym sensie kontynuacją longplaya. Po wydaniu singla Blow, który list przebojów nie zawojował, odsunęła się z show-biznesu i w zaciszu nagrywała kolejny album. Już dziś możemy podziwiać to, co dla nas przygotowała.
Nie śledzę jakoś bardzo uważnie wywiadów, które Ke$ha przeprowadziła, ale z tego co pamiętam, mówiła, że jej trzecia (druga długogrająca) płyta ma być rockowa. Zdaje mi się też, że deklarowała coś w stylu nie lubię muzyki popularnej / radiowej. To dlaczego taką nagrywa? Album Warrior niewiele różni się od dwóch poprzednich. Co najwyżej tym, że nie ma typowo hip hopowego kawałka pokroju Sleazy czy całkiem zgrabnej ballady (takiej jak np. Hungover lub Dancing With the Tears in My Eyes). Zamiast tego otrzymujemy zestaw dance-popowych piosenek. Niektóre z nich są bardziej elektroniczne, inne z kolei zawierają elementy dubstepu.
Z krążka zostały – póki co – wydane dwa single. Niestety ani jeden, ani drugi nie zachęcił mnie do sięgnięcia po album. Powiem nawet, że Die Young oraz C’Mon należą do najsłabszych i najbardziej pospolitych kawałków z płyty. Niczym ciekawym się
nie wyróżniają, są raczej dziecinne i infantylne. W Die Young strasznie irytuje mnie ten tandetny, dyskotekowy bit. W C’Mon natomiast nie lubię refrenu. Tak czy tak – słuchanie tych numerów to męczarnia.
Poprzednie krążki Ke$hy średnio mi się podobają. Znalazłem jednak na nich kilka utworów, które lubię (wyżej wspomniane Hungover, Cannibal czy chociażby Take It Off). A jak jest na Warrior? I na tym albumie znalazło się miejsce dla kilku znośnych piosenek. Ilu? Aż dwóch. Dirty Love to zdecydowanie mój ulubiony kawałek ze wszystkich nagranych przez wokalistkę. Gdyby pozostałe z tego krążka brzmiały podobnie, może nawet stałbym się fanem Ke$hy. Utwór jako jedyny zawiera wpływy rocka. Jest bardzo przebojowy i nawet oryginalny. Adekwatnie do tytułu – brudny, bezkompromisowy. Może i Ke$ha wybitnie nie brzmi, ale pojawiający się obok niej Iggy Pop w zupełności to nadrabia. Z pozostałych utworów tu zawartych podoba mi się jeszcze Only Wanna Dance With You. Bardzo taneczny, ale na szczęście nie kiczowaty kawałek. Jak widać zrezygnowanie z lipnej, elektronicznej muzyki wyszło jej na dobre.
Oprócz tych dwóch piosenek niewiele mnie niestety tu zachwyciło. W tytułowym Warrior podoba mi się rap Ke$hy. Przyznam nawet, że wolę, gdy rapuje niż śpiewa. Kawałek jest mocny, agresywny. Gdyby brzmiał podobnie jak Dirty Love, z miejsca trafiłby na listę najlepszych piosenek z tego krążka. Niestety – ta elektroniczna muzyka i dubstep pod koniec psują całkiem dobre wrażenie. W Crazy Kids podoba mi się tylko szept pod koniec refrenu. Nie przekonują mnie natomiast gwizdy. Przez to kawałek stał się tandetny. Od tego już niedaleka droga do Love Generation Boba Sinclara czy I Wanna Go Britney Spears (choć przyznam, że drugą z tych propozycji bardzo lubię). Do najsłabszych utworów zaliczam również (niestety) Thinking of You. Piosenka zawiera pop rockowe elementy. Na milimetr się jednak do Dirty Love nie zbliżyła. W zwrotkach słychać wyraźnie zarysowaną perkusję. Niestety nie przypadło mi to do gustu. Powiem nawet, że strasznie mnie drażni. Refren jest zwykły, popowy. Mało ciekawy.
http://www.youtube.com/watch?v=QZtZnCXPtkk
Na albumie znajdziemy jeszcze dwie spokojne piosenki. Może tu Was zaskoczę, ale poprzednie ballady wokalistki całkiem mi się podobają. Co prawda podszyte tanecznym bitem The Harold Song nie zdobyło mojego uznania, ale już Hungover, Dancing With the Tears in My Eyes czy
Blind jak najbardziej tak. Spokojne numery zawarte na Warrior nie zrobiły na mnie niestety dużego wrażenia. Wonderland jest po prostu nijakie. Szybko się nudzi. Jeszcze bardziej razi to, że kawałek jest zupełnie bez emocji. Gdyby Ke$ha zaśpiewała go z większą werwą, uczuciem, z pewnością patrzyłbym na niego łaskawszym wzrokiem. Podobnie mógłbym napisać o podszytym elektroniczną (nieco nawet dubstepową) melodią Love Into the Light. Przyznam jednak, że piosenka słusznie została wypchnięta na koniec płyty. Po pozostałych kawałkach z gatunku ‘umca umca’ ta stanowi przynajmniej częściowe wytchnienie.
Piosenkarka sama pisze teksty swoich piosenek. Dziś jest to rzadkość, ale sam nie wiem czy uznać to za plus, czy może raczej minus. Ke$ha śpiewa bowiem o imprezach, romansach. Podobnych tekstów jak ten:
I hear your heart beat to the beat of the drums Oh what a shame that you came here with someone So while you’re here in my arms Let’s make the most of the night like we’re gonna die young (PL: Słyszę, że twoje serce bije w rytm bębnów Oh, jaka szkoda przyszedłeś tutaj z kimś Więc póki jesteś w moich ramionach Dobrze wykorzystajmy tę noc, tak jakbyśmy mieli umrzeć młodo)
…było milion. Całkiem ładnie przedstawia się natomiast ten do Wonderland.
Jestem bardzo zasmucony, że Ke$ha nie pokusiła się o nagranie pełnej rockowej płyty. Póki co muszę się więc nacieszyć świetnym Dirty Love. Może kiedyś nagra więcej piosenek w takim stylu? Mam nadzieję. Jako całość Warrior prezentuje się niestety średnio. A mogło być tak dobrze…
Autor oceniał wersję standardową krążka.Warrior na All About Music
- Recenzja Filipa Wiącka – 2.5
- Recenzja Filipa Anioła – za godzinę
- Recenzja Zuzanny Janickiej – za dwie godziny
- Recenzja Łukasza Mantiuka – za trzy godziny
- Singiel C’mon
- Teledysk Die Young
- Ke$ha nazywa nowy album: Warrior



