Throwback Review: Czesław Śpiewa – Debiut (2008), recenzja Karoliny Babik

Czesław Mozil to jedna z najbardziej interesujących postaci na polskim rynku muzycznym. Niestety, dość mocno niedoceniana. W tym roku mija już 10 lat od premiery jego płyty Debiut. To album, który postrzegam jako jedno z najlepszych wydawnictw krajowego rynku muzycznego ostatniej dekady. Dlaczego? Tego dowiecie się czytając moją recenzję!

Wiele osób kojarzy Czesława z bycia jurorem niegdyś popularnego muzycznego show- X-Factor. Jego nietypowy, momentami wręcz zabawny akcent i przyjazne usposobienie sprawiły, że stał się ulubieńcem publiczności. Szkoda tylko, że to nie do końca pomogło mu w zdobyciu większej, bardziej długotrwałej popularności muzycznej w naszym kraju, bo zdecydowanie na nią zasługuje.

Muzyka towarzyszyła mu w życiu od dziecka. Swoją pasję rozwijał między innymi w Duńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej, czy też w trakcie koncertowania wraz ze swoim pierwszym zespołem Tesco Value. Prawdziwą popularność w świecie artystycznym przyniosło mu jednak dopiero wydanie płyty Debiut, która pokryła się podwójną platyną. To wtedy Polacy usłyszeli więcej o akordeoniście Czesławie i jego niecodziennej twórczości. Co ciekawe i co warto zaznaczyć na wstępie, za część tekstów na płycie odpowiadają… internauci! Drugim ojcem sukcesu lirycznego wydawnictwa jest Michał Zabłocki, który współpracował z Mozilem m.in. przy płycie Księga Emigrantów. Tom 1.

Album otwiera piękne intro, z akordeonem na czele, w utworze Ucieczka z wesołego miasteczka. Specyficzny klimat wywołany zarówno przez warstwę instrumentalną, liryczną, jak i sam wokal artysty, od pierwszych sekund pochłania nas całkowicie w muzycznym świecie piosenkarza. Tego rodzaju zatracenie utrzyma się przy każdym następnym utworze, o ile twórczość artysty nas nie przytłacza i nie uważamy jej za totalny miszmasz.

Tyłem do przodka jest piosenką nieco bardziej energiczną, w której króluje gitara. Solówka gitarowa oraz charakterystyczna linia basu sprawiają, że staje się jeszcze ciekawsza. Monotonia instrumentalna? Nie na tej płycie!

Kolejny numer- Maszynka do świerkania- to największy, albo raczej, jak sam muzyk na koncertach przyznaje, jedyny hit Czesława. Ma w sobie coś niepowtarzalnego, coś co czyni ją absolutnie jedną z moich ulubionych polskich kompozycji. Akordeon, saksofon, kontrabas, melodyjka, wibrafon- to połączenie tworzy coś niesamowicie pięknego. Dodajmy do tego świetny tekst Zabłockiego: „Będziemy piękni jak dawniej / Będziemy działać sprawniej” i nietypowy, stworzony do tego albumu wokal Mozila. Muzyczne arcydzieło!

To oczywiście nie koniec muzycznych znakomitości jakie serwuje nam Debiut. Następny utwór- Żaba tonie w betonie to ponownie rewelacyjny tekst, wyśmienita melodia oraz potrafiący całkowicie w sobie rozkochać głos Czesława wspomagany przez chór. W Wesołym Kapeluszu na pierwszy plan kolejny raz wysuwa się akordeon. Jego partie w tym utworze zachwycają mnie zawsze równie mocno i nie wyobrażam sobie, aby mogły zostać zastąpione przez jakikolwiek inny instrument. Z tej spokojnej kompozycji przechodzimy do bardzo żywego numeru Mieszko i Dobrawa jako początek Państwa Polskiego. Szybkie tempo plus mocniejsze niż dotychczas brzmienie gitar i perkusji. Czesław pokazuje, że w jego muzyce nie ma miejsca na nudę i odnajduje się w mocno zróżnicowanych utworach.

Dalej powracamy do delikatnych piosenek. Kolejna z nich to Pożycie Małżeńskie. Mocny i szczery do bólu tekst to zdecydowanie jej największy plus. „Miało być miło i pięknie / A zaraz serce mi pęknie / Czuję się osamotniona / Spuszczona na kant jako żona”. Czesław idealnie wpasował się swoim głosem w warstwę liryczną. Zaśpiewał piosenkę spokojnie, z odpowiednim wyczuciem, z adekwatnymi emocjami. Coś wspaniałego! Porzućmy jednak ten nieco mroczny klimat i wróćmy do utworów weselszych (przynajmniej w warstwie instrumentalnej). Kradzież Cukierka zdecydowanie do nich należy! Szczególnie warta uwagi jest końcowa część kompozycji. Po chwilowym spowolnieniu od słów „Przypadkiem rzucił pracę i wylądował w pace” piosenka nabiera coraz szybszego tempa. Nogi same rwą się do tańca!

Język węża rozpoczyna się spokojną partią pianina, która towarzyszyć nam będzie także w pozostałych fragmentach utworu. Choć nie dzieje się tu zbyt wiele, nie można odmówić piosence pewnego rodzaju magicznego charakteru, który potrafi zaczarować nas wyjątkowo mocno na cały czas jej trwania. Tym oto sposobem niestety dotarliśmy do końca albumu. Zamyka go Efekt uboczny trzeźwości. Cóż mogę powiedzieć… Znakomity tekst, urzekająca melodia ze wspaniałymi trąbką, akordeonem i perkusją oraz głos Czesława, który niezmiennie brzmi równie interesująco.

Jedni Mozila kochają, inni nie mogą znieść brzmienia jego wokalu. Jedni zachwycają się tekstami i melodiami w jego utworach, inni uważają je za zbyt przekombinowane. Jedno jest pewne- artysta wie co robi, krąży śmiało wytyczoną przez samego siebie unikalną ścieżką i nie brnie na siłę w czystą komercję. Oby Debiut nie został prędko całkowicie zapomnianym albumem, ponieważ zdecydowanie zasługuje na to, aby go słuchać.

Czytaj również