
Na scenie występuje od kilkunastu lat. Znamy go dobrze z koncertów Marceliny czy Ani Dąbrowskiej. Niedawno ukazała się jego solowa płyta pełna różnorodnych dźwięków. Robert Cichy, bo o nim mowa, opowiedział nam o dążeniu do wydania swojej solowej płyty i pracy z nią związaną.
Łukasz Jaćkiewicz: Choć dla niektórych możesz być nową twarzą, to tak naprawdę działasz na polskim rynku od kilkunastu lat. Było Chilli, było June, było i jest granie jako muzyk dla wielu znanych artystów. Dlaczego dopiero teraz zdecydowałeś się wydać album pod swoim imieniem i nazwiskiem?
Robert Cichy: Zbierałem się do tego już jakiś dłuższy czas jednocześnie nie mając ciśnienia na to by koniecznie pokazać się solo. Poza tym wiadomo – poświęcanie się innym projektom też trochę czasu zabrało, dlatego postanowiłem z kilkoma projektami pożegnać się i poświęcić energię na własne dzieło. Wiem też że dobre rzeczy muszą dojrzeć… Dlatego ciesze się, że płyta wydana została teraz.
Łukasz Jaćkiewicz: Miałeś wcześniej głosy od artystów z którymi grasz, że to jest już ten moment w którym musisz nagrać coś solowego? Kto Cię w tym wspierał?
Robert Cichy: Te głosy słyszałem już dawno temu, nawet podpisałem parę lat temu kontrakt ze znaną wytwórnią, ale nie byłem pewny materiału, brzmienia i charakteru. Do wzięcia się do solidnej pracy nakręcił mnie management, osoby, które odsłuchiwały te utwory w wersji roboczej i po prostu przyszedł taki moment kiedy przestałem już w tym grzebać. Stwierdziłem, że nadszedł koniec prac nad płytą.
Łukasz Jaćkiewicz: Granie z tak dużą ilością artystów uczy pewnych rzeczy. Co wyniosłeś z tych wszystkich współpracy i jak pomogło Ci to w funkcjonowaniu na polskim rynku muzycznym?
Robert Cichy: Od każdego czerpie coś innego. Od jednych pracowitość, pewność siebie, perfekcjonizm, a od innych luz i dystans. Bardzo lubię pracę z innymi, od siedzenia w studiu do tras koncertowych. Mieszanka charakterów, emocji i to, co możemy wykrzesać z połączenia instrumentów, dźwięków, daje mi to dużo radości. Samo funkcjonowanie na rynku w kontekście swojej osoby odczuwam teraz dość stabilnie, ponieważ są to już spore lata doświadczenia. Pamiętam jednak stale i jest to moja kluczowa zasada, że po pierwsze najważniejszy jest człowiek, a potem muzyk.

Łukasz Jaćkiewicz: Do tej pory obserwowałeś nasz rynek muzyczny trochę z ubocza, grając między innymi z Anią Dąbrowską czy Marceliną. Jak według Ciebie zmieniał się on na przestrzeni lat i czy są pewne momenty, do których chciałbyś wrócić a już nie masz takiej możliwości?
Robert Cichy: W obecnych czasach widzę mnóstwo nowych artystów i projektów, które powstają z dnia na dzień.W tym roku gdy otworzyłem kartę ZPAV do oddania głosów fryderykowych, w zakładce debiut roku nie było widać końca. Parę lat temu te listy były dużo krótsze.To znaczy,że w naszym kraju rozmnożył się 'blok produkcyjny’ i kompozytorski. Muszę jednak przyznać, że spora część jest do siebie bardzo podobna. Jak jest na coś moda to podobne projekty powstają jak grzyby po deszczu. A czy chciałbym do czegoś wrócić i coś zmienić? Nie sądzę.
Łukasz Jaćkiewicz: Smack można nazwać Twoim debiutanckim solowym albumem. Postanowiłeś nagrać go niezależnie i z dala od wytwórni. Nie kusiło Cię aby skorzystać z „rad” jakiegoś labelu i wydać krążek pod ich opieką?
Robert Cichy: Nie. Patrząc na bagaż doświadczeń chciałem przy pierwszym solowym krążku postawić na niezależność. Nagrać, wyprodukować, wytłoczyć. Z większością artystów wiąże mnie współpraca na ich zasadach (choć nieskromnie przyznam, że na tym etapie mogę grać z tym z kim mi pasuje), nagrywam też dla różnych wytwórni itd. gdzie łączą mnie umowy i określone warunki współpracy. Z tych właśnie powodów w tym co moje, postawiłem na niezależność.
Łukasz Jaćkiewicz: Wydanie niezależne daje wiele możliwości. Daje Ci wpływ na wszystko co robisz, ale.. Czy zdarzyły Ci się takie momenty, w których poczułeś, że nie wszystko możesz zrobić sam i że chętnie potrzebowałbyś jakiejś pomocy?
Robert Cichy: Jeśli chodzi o kompozycje, aranżacje, instrumentarium itp. to tego byłem pewny. Natomiast na końcowym etapie pomoc otrzymałem w postaci jednego z zaproszonych na album gości – oczywiście DJ’a Eproma. Wiedziałem, że jego ostateczne szlify, miksy i mastering nadadzą płycie oczekiwanego brzmienia. Znałem go już z poprzednich produkcji i wiedziałem że jego hiphopowe doświadczenie nada wyjątkowego brzmienia do 'gitarowej’ płyty.
Łukasz Jaćkiewicz: Brzmienie albumu mnie trochę zaskoczyło, bo na próżno szukać tam wpływów brzmień Ani Dąbrowskiej czy Marceliny. Jest bardzo różnorodnie i czy oznacza, że jesteś trochę takim barwnym ptakiem, który ciągle szuka muzycznych imspiracji i nigdy nie stoi w miejscu?
Robert Cichy: W głowie mej dużo różnej stylistyki i przyznam – wiele pomysłów musiałem odłożyć by ten krążek nie był totalnie odjechany stylistycznie. Kawałki rzeczywiście są różne, ale jednak w każdym z nich odnajduje się smak gitarowego 'Cichego’ klimatu. Może i jestem barwnym ptakiem, ale takim dla którego punktem wyjścia zawsze jest gitara.
Łukasz Jaćkiewicz: Taki jest na przykład utwór z Anią Dąbrowską, bardzo odmienny od tego co na co dzień śpiewa. Współpraca z Anią należy zaliczyć do tych najbardziej udanych w Twoim życiu, bo przecież gracie ze sobą od kilkunastu lat. Ania była jedną z pierwszych osób, które w Ciebie uwierzyły? Jak Ania przyjęła wiadomość, że chciałbyś nagrać z nią piosenkę na swoją płytę i jak przebiegała współpraca przy tym utworze?
Robert Cichy: Z Anią mam bardzo dobry klimat i praktycznie chyba nigdy nie weszliśmy sobie w drogę. Wręcz przeciwnie. Za każdym razem jak razem pracujemy obdarza mnie pełnym zaufaniem,czy chodzi o jej płytę czy też jakiś inny projekt związany ze mną. Gdy zaproponowałem jej duet, przesłuchała utwór i bez wahania się zgodziła.
Łukasz Jaćkiewicz: Na płycie znalazł swoje miejsce także Philip Bracken z Australii. Jak doszło do tej współpracy?
Robert Cichy: Z Phillipem znamy się już jakiś czas.To Australijczyk, który zakochał się w Polce i przyleciał za nią, aż do mojego rodzinnego miasta, którym jest Opole.Usłyszałem o nim i tak już razem złapaliśmy się i od razu poczuliśmy wspólny vajb. Gdy usłyszałem Philla na żywo bardzo chciałem coś z nim zrobić i idealnie wpasował się on do utworu „The Road”. Oprócz tego okazało się, że tata jego żony pracował lata temu z moim ojcem w Opolskim Radio, do tego jeszcze jest znajomą mojej żony (śmiech).
Łukasz Jaćkiewicz: Niejednokrotnie jest tak, że tworząc płytę ma się uczucie, że płyta jest skierowana do danej grupy ludzi. Z Twoją też tak jest?
Robert Cichy: Ten krążek dedykuję wrażliwym niesubordynowanym homosapiens z dużym dystansem do siebie.
Łukasz Jaćkiewicz: Aktualnie grasz trasę z Anią na której też śpiewasz własne utwory. Ale czy czekają nas teraz Twoje w pełni solowe koncerty? Jakie masz plany na najbliższe miesiące?
Robert Cichy: Tak, na trasie Ani gram swoje i to jest super, bo wszystkie jej koncerty są wyprzedane, więc mam możliwość zaprezentowania się naprawdę dużej publiczności. Zawsze po koncercie zostaje jakaś ekipa, żeby kupić moją płytę i pogadać. Co do moich solowych koncertów to będzie kilka takich przez okres wiosenno-letni i jak dobrze wszystko się ułoży to na jesień trasa.



