New People to aż siedmiu kolorowych artystów tworzących wyjątkowy zespół. Niedawno wydali debiutancką płytę, która spotkała się z ciepłym przyjęciem. O pracy nad albumem, ale również o innych muzycznych przygodach opowiedziała nam wokalistka bandu, Alicja Boratyn.
Polacy lubią się smucić, a wy tryskacie energią. Skąd w muzyce New People tyle optymizmu?
Wydaje mi się, że właśnie dlatego. Mało jest pokrzepiającego, optymistycznego przesłania w polskiej muzyce. Na koncertach nawzajem przekazujemy sobie energię, która przenosi się na publiczność. Jednak w naszej muzyce są też momenty wzniosłe i wzruszające. To samo tyczy się tekstów, nie są tylko o tym, że cały czas świeci nad nami słońce, sporo w nich melancholii.
Jest was w zespole aż siedem osób – jak to się stało, że zaczęliście współpracować? To muzyka Was połączyła, czy znaliście się już wcześniej?
Można powiedzieć, że wszyscy znaleźliśmy się we właściwym miejscu i czasie. Uważam za ogromną wartość to, że wszyscy się polubiliśmy i staliśmy się paczką znajomych, która zaczęła pracować nad piosenkami. Chłopcy znali się już wcześniej i stworzyli bazę zespołu, potem pojawiłyśmy się z Natalią i nieskromnie stwierdzę, że chłopaki, mieli super farta, że tak się stało!
Ala, Ty jako artystka, która zaczynała od mainstreamu, stopniowo wróciłaś do grania alternatywnego. Kiedy poczułaś, że to jest właśnie to, co chcesz śpiewać?
To było tak dawno, że dobrze nie pamiętam tego momentu, ale wtedy kiedy przestałam słuchać Black Eyed Peas i Gwen Stefani, a odkryłam Jeffa Buckleya, Pj Harvey, Radiohead i indie rock. A tak na poważnie, kiedy chciałam odciąć się od zespołu, z którego byłam znana.
Potem chwilę śpiewałaś solowo, ale ponownie trafiłaś do zespołów. Tęskniłaś za graniem wspólnie z innymi muzykami?
Tak, chociaż śpiewając solowo również grałam z innymi muzykami i to z fantastycznymi. Między innymi z Piotrkiem i Pawłem Zalewskimi,Staszkiem Wróblem czy Jackiem Chrzanowskim. Autorem większości kompozycji był Jacek Perkowski a mi marzył się zespół, który wspólnie pracuje nad wszystkim – praca zespołowa. Powstał Wicked Giant, który rządził się innymi prawami. Pracując z Kubą Buchnerem i Alkiem Żurowskim miałam mnóstwo swobody i mogłam poeksperymentować z moim głosem, co dodało mi odwagi w komponowaniu. A New People to już w ogóle wymarzony zespół.
7 artystów, 7 osobowości – to oznacza wiele różnych pomysłów na muzykę. Macie w zespole lidera, który nad wszystkim czuwa, czy wszyscy są u was na równi? Jak wygląda Wasza współpraca?
Dla sprawnego funkcjonowania grupy, musieliśmy wybrać lidera, kogoś kto powie wspólnym głosem, jednak nie jest tak nudno i szaro i każdy może się wypowiedzieć lub z czymś się nie zgodzić. Pojawiła się ósma osoba – Paweł Szumny nasz manager, dzięki któremu każdy z nas może skoncentrować się na graniu koncertów i pracowaniu nad piosenkami.
Rzadko się zdarza, że w zespole jest tylu wokalistów. Jak to się stało, że w New People śpiewa aż pięć osób?
Bo każda z pięciu osób potrafi to robić, a po za tym Kuba Czubak i Kuba Sikora, główni kompozytorzy w New People, bardzo lubią The Beatles i Beach Boys. Z mojego punktu widzenia jest to bardzo przyjemne uczucie, zgrywanie się z czterema osobami i tworzenie ciekawych harmonii, mam nadzieję, że dla słuchacza także.

Niby New People, ale jednak nie tacy nowi z was ludzie! Każdy z Was ma za sobą muzyczne doświadczenia. Jak to wpłynęło na pracę nad Waszym debiutanckim albumem?
Każdy z nas wcześniej robił inną muzykę niż ta, którą słychać w New People. Obserwując to co się z nami działo na próbach, w czasie nagrywania i potem słuchając tego na płycie, mam wrażenie że każdy z nas czuł się jak na super wypasionym placu zabaw, gdzie wszędzie można wejść, jednocześnie mając poczucie, że jest się w bezpiecznym miejscu i ktoś nad nim czuwa – mam na myśli Kubę Czubaka, który miał wizję tej płyty i Kubę Sikorę, który dbał o porządek w muzyce.
Wasza płyta jest trochę w stylistyce retro, a w melodiach można znaleźć odwołania do muzyki lat osiemdziesiątych. W jakich nagraniach szukaliście inspiracji najczęściej?
Dla mnie to była nowość, wcześniej nie słuchałam na co dzień disco z lat 80-tych, ale zawsze wiedziałam, że najlepiej tańczy się do Chic, Micheala Jacksona czy Earth, Wind & Fire. To właśnie ci wykonawcy inspirowali dwóch Kubów i Piotrka Piechotę do stworzenia New People.
Łączą was jak już wspomniałam różne doświadczenia, dla przykładu projekt ALA | ZASTARY jest zupełnie inny brzmieniowo. Dlaczego więc akurat ten kierunek w muzyce?
Tak, w Ala | Zastary z Kubą Sikorą idziemy w kierunku w r’n’b i hip-hopu.Tworzymy muzykę, z którą chcielibyśmy popłynąć trochę dalej, wyjść poza bezpieczne i znane środowisko warszawskiej niezależnej muzyki. Nie czerpiemy z tego co znamy, ale z tego co jest dla nas nowe. W naszych tekstach stajemy przed dzisiejszymi, trochę dziwnymi wymaganiami, które stawia przed nami współczesność.
W polskiej muzyce stylistyka w jakiej tworzycie nie jest najpopularniejsza. Jednak Wam udało się przebić do mainstreamu, będziecie grać na festiwalach. Macie jakąś receptę na sukces?
Miło to słyszeć, ale jeszcze trochę wysiłku musimy włożyć by się tam na dobre przebić. Tak jak w zeszłym roku, będzie można nas zobaczyć na festiwalach. W imieniu New People, mogę doradzić by lubić ludzi i grać szczerą muzykę.
Wydaje się, że nie ma u nas w kraju drugiego takiego oryginalnego zespołu jak wasz, a jednocześnie ten wasz wizerunek jest bardzo spójny. Skąd pomysł na taki kolorowy image widoczny na przykład w teledysku do Rain Talk?
To bardzo proste, wystarczy się odważyć i założyć na siebie coś kolorowego. Wszyscy kopiemy do jednej bramki, mam nadzieje, że stąd wrażenie spójnego wizerunku. A poza tym muzyka, którą gramy jest radosna i kolorowa. Może to banał, ale w prostocie siła. O, kolejny banał.
Na Waszym pierwszym albumie znajdziemy piosenki idealne na nadchodzącą cieplejszą pogodę, na lato. Czy zbliża się więc jakaś większa trasa koncertowa?
Zapowiadają się intensywne wakacje, będziemy grać dużo w lato. Szczegóły podamy niebawem na naszym facebooku.

