New People – New People (2018), recenzja Piotra Krajewskiego

Zdjęcie użytkownika New People.Nowi ludzie, ale wcale nie tacy nowi. Ten powoli raczkujący polski zespół tworzy siedem barwnych postaci. Każda inna, każda doświadczona. Wszyscy członkowie tej grupy udzielali się już muzycznie w innych projektach. Głównie alternatywnych. W końcu ich drogi się połączyły i tak oto powstało indie-popowe New People. Czy mieszanka głów pełnych pomysłów okazała się sukcesem? Pora przyjrzeć się ich debiutanckiemu dziełu.

New People to prawdziwy kolektyw. Siedem różnych osób, siedem różnych doświadczeń, siedem pomysłów na muzykę. Wydaje się, że ciężko to wszystko połączyć w całość i stworzyć coś przyzwoitego. Oni podjęli się jednak takiego zadania.

Przeciętny mainstreamowy słuchacz nie skojarzy większości członków tej polskiej grupy. Ci młodzi artyści grali m.in. w The Car Is On Fire, Magnificent Muttle, Crab Invasion czy Drekoty. Wszyscy skojarzą jednak postać Alicji Boratyn. To właśnie ona była połówką słynnego w pierwszej dekadzie XXI wieku zespołu Blog 27, który bił rekordy popularności nie tylko w Polsce. Nie ma co się jednak nad tym rozwodzić, bo artystka ma ten etap już dawno za sobą.

Płyta New People to typowa alternatywa mocno odwołująca się do muzyki lat osiemdziesiątych. Tej początkującej formacji udało się stworzyć dziesięć niezwykle wdzięcznych i bardzo melodyjnych kompozycji, które celebrują brzmienia retro. Fajna sprawa, bo soft rockowego grania nigdy za wiele w Polsce. Dostaliśmy prosty, ale niegłupi i w pełni anglojęzyczny zestaw utworów brzmiących bardzo pozytywnie. Warto zatrzymać się dłużej przy otwierającym Better Ways czy następującym tuż po nim Rain Talk. Spora dawka pozytywnej energii.

Miło słucha się klasycznego indie popu z rodzimego podwórka. New People to dobry przykład, że polska scena indie, mimo że bardzo niszowa, przebija się w stronę mainstreamu i pozwala większej ilości odkryć swoją zawartość. Od tego albumu bije radość, luz oraz lekki klimat. Przyjemnie bujające Cityboys Moonlight Treat, odprężające i soczyste Banana Split czy przykuwające uwagę Lucky One, które kusi ciepłymi gitarami. Jest tu czego słuchać.

Nietrudno zauważyć, że mamy do czynienia z doświadczonymi muzykami młodego pokolenia. Nikt tu nie raczkuje z przerażeniem po obcym i nieznanym terenie. Granie w różnych zespołach pozwoliło tej zdolnej siódemce zgrabnie połączyć wszystkie pomysły. Trzeba przyznać, że świetnie aranżują swoje wokale, łączą i wymieniają je bez większych problemów, nie tracąc przy tym wdzięku.

Słońca tutaj naprawdę nie brakuje. Teksty o nie zawsze szczęśliwej miłości opakowano w dość ciepły i przystępny sposób. Letnie riffy, trochę surf rocka, funkowe elementy, łagodne melodie. Wszystko to sprawia, że New People słucha się niezwykle przyjemnie, a każda piosenka dobrze wpasowuje się w ogólne brzmienie albumu. Jedynym problemem dla słuchacza mogą być zbliżone do siebie linie melodyczne. Brakuje dźwiękowych zaskoczeń. Należy posłuchać tej płyty kilkukrotnie, aby kompozycje przestały się mieszać i zlewać w jedno. Trochę w tym wina stylistyki, jaką obrała sobie grupa. Warto jednak osłuchać się dobrze z całością.

New People to ciekawy i istotny punkt na mapie polskiej sceny alternatywnej. Mimo że ten muzyczny grejpfrut nie odkrywa nieodkrytego, nieprzekombinowana mieszanka indie z popem daje radę. Ich debiut to płyta nagrana z pomysłem i klasą, na której idee siedmiu osób udanie uzupełniają się. Stworzyli dzieło pełne radosnych barw oraz zarażające pozytywną energią. Album miły dla ucha.

Czytaj również