
The Wombats podobnie jak Editors czy The Kooks udało się na przestrzeni lat zachować pozycję solidnego indie-rockowego zespołu. Chwytliwymi singlami oraz energicznymi występami na żywo zbudowali oddaną rzeszę fanów, a trzema ostatnimi wydawnictwami zadbali o zmiany jakościowe w swojej twórczości. Sukces w ostateczności potwierdziła płyta Glitterbug z numerem pięć na UK Album Charts. Teraz za sprawą najnowszego dzieła Beautiful People Will Ruin Your Life nieuchronnie pojawiło się więcej presji i odpowiedzialności, która jednych mobilizuje, a u innych osłabia muzycznego ducha. Jak jest w przypadku The Wombats?
Dla pochodzącego z Liverpoolu tria czwarty album okazał się właściwym momentem na zgłębienie tematyki dojrzałych relacji. Oczywiście wiązało się to ze zmianami w życiu prywatnym członków zespołu (śluby, rodzina, dzieci), ale również z piętnastoletnim stażem na scenie muzycznej. I jak przyznaje frontman Matthew „Murph” Murphy te czynniki przełożyły się także na brzmienie najnowszej płyty: Pragnęliśmy stworzyć album, który będzie bardziej organiczny, a mniej napędzany przez syntezator, czyli zbliżony do naszego debiutu. Z drugiej strony nie jesteśmy już tymi trzema dzieciakami wydzierającymi się niczym Yourkshire Terrier (…) teraz w naszych piosenkach jest więcej pewności siebie, co zresztą my odczuwamy jako zespół.
Zanim tak na dobrą sprawę BPWRYL ujrzało światło dzienne The Wombats zdążyli nas pokusić aż czterema singlami. Wypuszczając jako pierwszy Lemon to a Knife Fight tradycyjnie już postawili na pełne energii brzmienie z zadziornym gitarowym riffem. Piosenka, która powstała jako efekt kłótni Murphiego ze swoją żoną, potwierdza jak na ironię, że lubimy brnąć w sytuacje, które od początku są skazane na porażkę. Zaserwowana na otwarcie albumu wyśmienita Cheetah Tongue kontynuuje dynamiczny nastrój poprzednika. Próbując jednocześnie przemycić więcej z pulsującej perkusji, syntezatorów i psychodelicznego grania dość szybko poderwie nas do tańca. Kiedy z singlem Turn zwalniamy tempo, okazuje się, że właśnie w takiej wersji fani upodobali sobie zespół najbardziej. Utwór doczekał sie ponad 7 mln odsłuchań w Spotify, stając się najpopularniejszym z całej płyty. Mocne gitary pojawiają się tylko w samych zwrotkach, zastępując subtelną instrumentację. Lecz tym razem to czarujący wokal Murphiego wybija się na pierwszy plan i idealnie prowadzi tę nostalgiczną balladę w duchu wspomnień o dawnej miłości. Na ostatni czwarty singiel został wybrany Black Flamingo. W tym przypadku jednak charakterystyczne dla The Wombats energiczne granie, nie przekłada się na równie szybkie przyciąganie uwagi. Od pierwszej nuty wita nas jednostajny, rozmyty gitarowy riff, który choć utrzymany w surowym klimacie debiutu po chwili zaczyna nużyć swoją powtarzalnością.
Niestety ale jedno przesłuchanie albumu nie wystarczy aby do niego powrócić. Dlatego dopiero po kilkakrotnym przebrnięciu przez nie-singlowe kawałki dostrzegam całkiem ciekawe propozycje. Post-punkowe White Eyes dostarcza najbardziej odświeżające uczucie na tle innych kompozycji. Silna linia basowa, miarodajna perkusja i chwytliwy damski wokal w refrenach po pewnym czasie wręcz nieznośnie uzależniają. Do tego dochodzi wyśmienita końcówka albumu. Ice Cream, idealnie balansujące między popowym, a hard-rockowym brzmieniem oraz Dip You In Honey z brzdąkającymi gitarami, falsetowym wokalem Murphiego oraz kultową stylistką The Beatles.
Beautiful People Will Ruin Your Life przywołuje znajome brzmienie, które zadowoli fanów klasycznego indie-popu z debiutu czy chwytliwych synh-popowych melodii z Glitterbug. Nie zmienia to jednak fakt, że The Wombats powoli wpadają w te same schematy riff-gitarowych melodii co inne zespołu z tego gatunku. Podsumuję więc ich najnowszą płytę słowami z piosenki z Black Flamingo: I wanna love you but it hurts, hurts, hurts!


