Throwback Review: Brodka – Granda (2010), recenzja Karoliny Młynarskiej

W 2010 roku światło dzienne ujrzała płyta, która porządnie zatrzęsła polskim światem muzycznym. Mowa tutaj o Brodce i jej płycie pt. Granda – wówczas stanowiła ona przełomowy powiew świeżości na rodzimej scenie. Uwzględniano ją w przeróżnych zestawieniach, została też wybrana płytą 20-lecia w plebiscycie ZPAV. Od premiery albumu minęło prawie osiem lat. Jak Granda wypada po takim czasie?

Kariera Moniki Brodki nabrała rozpędu po wygranej w programie telewizyjnym Idol w 2004 roku. W tym samym roku pojawiła się debiutancka płyta wokalistki, zatytułowana Album, natomiast dwa lata później ukazał się jej następca, czyli Moje piosenki. Wówczas raczej nikt nie przypuszczał, jaką przemianę przejdzie artystka kilka lat później – od skromnej dziewczyny wykonującej proste, urokliwe piosenki do figlarnej, odważnej wokalistki nie bojącej się eksperymentów.

Słowo granda jest synonimem rzeczowników takich jak skandal, awantura, oszustwo, draka. Nie użyłabym tych określeń do zdefiniowania tej płyty, niemniej trzeba przyznać, że jej premiera wywołała masę różnych głosów, dyskusji, ogólnego zainteresowania tak samo, jak właśnie jakiś skandal tudzież awantura. Tytuł więc jest nieco przewrotny i nieszablonowy, co zresztą powiedzieć można o każdym szczególe omawianego krążka.

Na albumie znajdziemy jedenaście utworów o różnorodnych i intrygujących warstwach muzycznych, wzbogaconych o inteligentnie zadziorne teksty. W ciągu tych niecałych czterdziestu minut usłyszymy gitary, bas, perkusję, skrzypce, syntezatory, a także takie niepowszednie instrumenty jak m. in. dudy, altówkę, tamburyn, mandolinę czy trombitę. Wydawać się może, że taka mieszanka wybuchowa to przepis na absolutny chaos, ale nie w tym przypadku. Tutaj wszystko jest uporządkowane, przemyślane i na swoim miejscu. A połączyć wszystkie te rozmaite dźwięki w jedną zgrabną całość, bez bałaganu i wrażenia niekonsekwencji to nie lada sztuka.

Gdybym miała określić tę płytę trzema słowami, powiedziałabym: humor, nonszalancja, zabawa, jednak należy dodać, że wymienione cechy są naturalne, niewymuszone, okraszone nutką szaleństwa, zaczepności oraz nade wszystko inteligencji. Przykład tego mamy chociażby w tytułowej Grandzie, gdzie padają słowa Nie polubię Cię / Jak powiedzieć prościej? / Zbliżysz się o krok / Porachuję kości. Drugiego tak bystrego i figlarnego tekstu można szukać bezskutecznie. Singlowe W pięciu smakach to udane połączenie dwóch pasji wokalistki – gotowania oraz muzyki. Energiczny numer, który łatwo zapada w pamięć i którego już nie tak łatwo stamtąd usunąć, głównie przez nucony refren. Prawdziwym majstersztykiem jest Saute, utwór fenomenalnie skonstruowany. Jego rozciągnięty, rozleniwiony, choć wciąż wyrazisty rytm jest niezwykle zmysłowy, a głos Brodki wręcz uwodzicielski. Po prostu chapeau bas! Jedyny obcojęzyczny numer, Excipit, jest unikatowy nie tylko ze względu na francuską warstwę liryczną. Połączenie elektroniki z instrumentami żywymi dało świetny, interesujący efekt. Wszystkie utwory mogłabym opisywać godzinami, bo każdy zasługuje na uwagę. I kiedy zastanawiałam się nad tym, które mogłabym wskazać jako te najlepsze doszłam do wniosku, że musiałabym wypisać każdy tytuł. W tym przypadku wytypowanie tylko kilku jest bardzo trudne i krzywdzące dla pozostałych.

Jeśli chodzi o wokal – Brodka pokazuje tutaj całą feerię barw. Chwilami jest nonszalancka, swobodna, w innym momencie słodka, kiedy indziej kokieteryjna. Podoba mi się śmiałe eksperymentowanie głosem, bo nie dość, że wychodzi jej to naprawdę świetnie, to jeszcze ciekawie urozmaica piosenki, pozbawiając je elementu nudy.

Powróciłam do Grandy po dość długiej przerwie i muszę przyznać, że była to niezwykle przyjemna podróż. Wszystkie utwory porwały mnie tak samo jak wtedy, gdy słuchałam ich po raz pierwszy. Wciąż jestem zdania, że Brodka, robiąc ten album, dokonała czegoś wielkiego i wprowadziła na rodzimy rynek muzyczny potrzebną mu świeżość. Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że Granda jest nowatorską płytą, która już zawsze będzie zajmować ważną pozycję w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Jeśli po ośmiu latach jej brzmienie nie przejadło się i – przeciwnie – wraca się do niego z radością, myślę, że w przyszłości się to nie zmieni. Takich mistrzowskich dzieł po prostu chce się doświadczać.

Czytaj również