Bass Astral x Igo – Orell (2017), recenzja Aleksandry Żeleźnik

0
897

Końcem roku światło dzienne ujrzało kilka płyt, o których warto mówić głośno i wyraźnie. Tak też jest z albumem Orell autorstwa krakowskiego duetu Bass Astral x Igo. Za swój fonograficzny debiut zbierali same dobre recenzje, krytycy wyrażali się przychylnie. Jednym słowem – Panowie poprzeczkę zawiesili sobie bardzo wysoko. Czy Orell sprostał zadaniu?

Bass Astral x Igo to pseudonimy artystyczne basisty Kuby Tracza oraz wokalisty Igora Walaszka. Warto wspomnieć, że obaj są również częścią krakowskiego zespołu rockowego Clock Machine. Swoją pierwszą płytę jako duet wydali w czerwcu 2017 roku. Wtedy też powoli zdobywali serca zarówno słuchaczy, jak i krytyków muzycznych. Idąc za dobrą passą, końcem roku zaprezentowali swoje kolejne wydawnictwo. Tym sposobem 22 grudnia 2017 roku premierę miał album Orell, który ukazał się nakładem wytwórni Iglo Records. Na krążku znajdziemy dziesięć premierowych utworów, które łącznie trwają niecałą godzinę.

Na pierwszy ogień idzie kompozycja tytułowa. Zaczyna się delikatnie, powoli wprowadza w nastrój płyty. W podobnym, spokojnym, klimatycznym tonie stworzone zostały utwory Telephone, Perfect Moment (który, uwaga – trwa aż 9 minut! Słuchając go po raz pierwszy odniosłam wrażenie, że mam do czynienia z dwoma, a nawet trzema oddzielnymi piosenkami) Quincy Sun i Refusen. Z kolei Feeling Exactly wyróżnia się od pierwszego dźwięku. Zaczyna się wprost genialnie. Minimalistyczne dźwięki, które od razu przyciągają i intrygują słuchacza. Powtarzalność tekstu w refrenie, bardzo szybko i dobitnie wpada w pamięć. Elektronika połączona z dźwiękami gitary daje nietuzinkowy efekt.

Na uwagę zasługuje kompozycja Melodia 5.0, w którym główną rolę odgrywa właśnie wspomniana melodia. Brak tekstu przez prawie trzy minuty kompozycji pozwala na skupienie uwagi na produkcji numeru. Dopiero potem, gdy do melodii dołącza wokal Igora całość się dopełnia. Długość utworu również jak w przypadku Perfect Moment jest całkiem imponująca. Jednakże, ponad sześć minut może znużyć.

Ostrzejsze brzmienie słychać zaś w kompozycji The One, która jest zdecydowanie wolniejsza i bardziej emocjonalna w porównaniu do reszty. Mocno mroczna, szczera i dosadna. Po prostu piękna.

Album zamyka piosenka Juno, która była również singlem promującym cały krążek. Tutaj z kolei na pierwszy plan wysuwa się wokal Igora. A te klawisze! Całość komponuje się niesamowicie dobrze. Zdecydowanie trudno ustać w miejscu słuchając tej nieco psychodelicznej kompozycji. Bez wątpienia jeden z silniejszych momentów krążka. Dobitne zamknięcie całego wydawnictwa.

W przeciwieństwie do debiutu Bass Astral x Igo postanowili na odważniejsze rozwiązania, co w ostatecznym rozrachunku bardzo się opłacało, a co najważniejsze – wyszło wspaniale. Orell to bardziej taneczna, dynamiczna wersja duetu. Co ważne, płyta nie jest monotonna. Znajdziemy na niej utwory szybkie, taneczne oraz (chyba można tak to w tym przypadku nazwać) ballady, które czarują melodią, tekstem i wokalem Igora. Jedynym minusem jest fakt, że płyta, jak już podkreślałam, trwa tylko godzinę… no jak to tak Panowie?

Podsumowując, Orell to ponad pięćdziesiąt minut niesamowitej muzyki elektronicznej w różnych wydaniach. Osobiście uważam, że ten krążek jest o niebo lepszy od debiutu duetu. Cieszy fakt, że Panowie w dalszym ciągu eksperymentują z brzmieniem. Jeśli pozostaną na obranej przez siebie muzycznej ścieżce to wielka kariera dopadnie ich prędzej niż później. Czego im z całego serca życzę. A płyta Orell jest wspaniała. Koniec kropka.